wtorek, 27 listopada 2012

Singapur #16 Zdrowy cheesburger?



Bardzo przekorna pocztówka. Przywędrowała do mnie z Singapuru, gdzie została wydana jako kartka reklamowa, darmowa. Jak wiem na przykładzie życzliwych dusz z "Azj od kuchni" w Singapurze dużo takich darmowych kartek wydają. A ja chętnie przygarniam pocztówki, tym bardziej, że i zdjęcia zawsze ładne, i do opisywania różnych ważnych zdarzeń w moim życiu te add cards z miasta-państwa z Merlionem się przydają: klik 1 i klik 2. Jakby nie patrzeć rozwijają moją kreatywność.

Tym bardziej, że nawet takiej, niepozornej karteczce zdecydowałem się nadać etykietkę Medycyna, tym samym zaliczając ją do reprezentantów mojej najbardziej eksponowanej, największej i najciekawszej kolekcji. Czemu? Bo w niezwykle przekorny, nieszablonowy i prowokatorski sposób porusza temat zdrowego odżywiania się. A raczej śmieciowego.

Singapurskich burgerów ani nie jadłem, ani nawet o nich opinii nie słyszałem. Ale myślę, że nie mogą drastycznie odbiegać od wersji japońskiej. A wersja japońska, to hmm: klik. Ja wiem - mega promocja była, pojedynczy przypadek. Ale żeby coś takiego?
Mam kolegę, który zawsze gdy jest w jakimś nowym państwie idzie do McDonalda i zamawia cheesburgera i frytki. W jego rankingu żadna z wersji nie mogła równać sie z tą polską.

Kaze Burger z singapurskiej mariny jednak nie składa broni i reklamuje się jako zdrowa żywność. No cóż - jeśli to jest naprawdę 'homeburger' przygotowywany we w miarę podobnych warunkach i w miarę podobny sposób jak u każdego z nas w domu to czemu nie. Przecież to po prostu kanapka, z mięsem, sałatą, pomidorami, ogórkami, serem. Samo zdrowie. A każdy chamburger wydaje się być bardziej zdrowym od chociażby wcinania dużych ilości kiełbasy na ciepło, z ketchupem i pieczywem jako całego posiłku.
Skoro Kaze Burger jest restauracją serwującą zdrową, świeżą żywność to mu chwała. Ale po co chodzić do restauracji na hamburgery?


PS.
Mam nowy blogowy widżet przedstawiający listę najaktywniejszych blogowych komentatorów. Myślę, ze bardzo fajna statystyka. Co prawda są osoby piszące jako Anonimowy i podpisujące się pod treścią swojej wypowiedzi i tego dodatek ten w żaden sposób nie jest wyłapać, ale dla pozostałych odwiedzających, korzystających ze swoich profili Google spełnia rolę znakomicie. "Najczęściej komentujących" możecie znaleźć w stopce bloga - nie miałem ich już po prosty gdzie wcisnąć. Cieszy mnie, że najaktywniejsza piątka napisała w sumie więcej komentarzy niż ja! A moje komentarze to zaledwie 161 na 492, czyli 32,7%.

2 komentarze:

  1. Ale ze mnie spamer :D A tak w ogole to podchachmęciłam Ci skan kartki z Hong Kongu, mam nadzieję, że nie masz mi za złe. Nie mam skanera, wiec muszę szukać w necie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żaden z ciebie spamer, tylko aktywny komentator moich blogowych poczynań.
    No pewnie, że nie mam nic przeciwko rozpowszechnianiu moich skanów.

    OdpowiedzUsuń