Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Postcrossing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Postcrossing. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

Niemcy #19 Od architektonicznej strony


Długo mnie tutaj nie było. Nie da się ukryć, że prowadzenie bloga przestało być dla mnie tak pasjonującym zajęciem jak dotychczas. Formuła się po prostu wyczerpuje. Przestałem aktywnie wymieniać się na pocztówki, nie mam ochoty na dalsze opisywanie zdarzeń z życia codziennego przez pryzmat kartek pocztowych. Pora zająć się innymi rzeczami...

A na bloga mam zamiar od czasu do czasu zaglądać - internetowy katalog moich pcoztówek to ciekawa sprawa i projekt sam w sobie zamierzam kontynuować. W tempie bardzo umiarkowanym.



środa, 9 kwietnia 2014

USA #24 Wiosenie z Haaameryki


This is the Carriage Entrance, where major Thomas Snowden most likely greated Georg Washington when he logded here traveling to the Constitutional Convention in May, 1787. Other distinguished guests where Marta Washington and Abigail Adams. Inset: A rare triple blossom dogwood three graces the cariage entrace to the mansion. It was an anniversary gift from Mr. Long to his wife, the last private owners of Montpelier.

Jedna z ostatnich pocztówek, jakie dostałem uczestnicząc w projekcie Postcrossing.com. Ze Stanów Zjednocoznych, od osoby anglojęzycznej - ale, co całkiem typowe przyznającej się do polskich przodków.


wtorek, 25 marca 2014

Anglia #11 Ach ten angielski



Wczoraj dostałem dwie pocztówki z Anglii, ale zanim je zeskanuję i opublikuję posłużę się inną, z odległej przeszłości. Dostałem ją w ramach Postcrossingu, od brytyjskiej postcrosserki.. No właśnie - takiej nie do końca brytyjskiej, lecz Polki mieszkającej na Wyspach. Przypomnijmy sobie: klik. Nieźle, ponad dwa i pół roku temu.. Jak widać czasem pocztówka musi swoje odleżeć.

Właśnie wróćiłem z czwartych zajęć z języka angielskiego w ramach kursu przygotowującego do egzaminu z tego języka. Wróciłem ze sporym mętlikiem w głowie. Czasy przeszłe i przyszłe nigdy nie były moją mocną stroną, a tempo zajęć jest dosyć intensywne. Szczególnie dla kogoś kto od 6 lat nie miał kontaktu z angielską gramatykją, a w latach wcześniejszych nawet jak czasem się z nią spotykał nigdy nie usystematyzował sobie wszystki8ch jej reguł. Także sporo pracy przede mną.

Demotywujący na pewno jest nieco fakt, że język angielski w odbiorze jest jezykiem bardzo prostym. Skoro jestem w stanie oglądać choćby "Big Bang Theory" bez napisów, to chyba z rozumeiniem mowy nie jest u mnie źle. Gorzej gdy trzeba samemu otworzyć usta, albo używac poprawnych czasów, a nie potocznego angielskiego.

sobota, 22 lutego 2014

Rosja #14 Rosja... Ukraina... Soczi... LEK... Powstaniec Dobra....



Męczący dzień.
A wszystko przez trwajacy 4 godziny, zupełnie wyczerpujący egzamin.
Igrzyska sie kończą - a nie miałem nawet siły obejrzeć wielkiej wygrnaje Finlandia nad USA w hokeju na lodzie. Medale polskich łyżwiarzy i łyżwiarek oglądałem z powtórek. Sytuacji na Ukrainie zupełnie nie miałęm kiedy śledzić i mam mgliste pojecie o tym, co się dzieje za naszą wschodnią granicą.

Ale jutro ejst bieg! Na 10 kilometrów. I mam nadzieję na odreagowanie.
http://www.powstaniecdobra.pl/?page_id=1402


sobota, 15 lutego 2014

Rosja #13 Bróóóódka! Złoty medal dla Głowna!


Rosja to stan umysłu. Gdybym dostał taką pocztówkę w ramach Postcrossingu, ale z innego kraju nie byłbym zadowolony. Ale z Rosji - proszę bardzo. Doskonale pasuje do dzisiejszego dnia, w którym miałem sie ostro uczyć, a ostatecznie poszedłem na konferencje naukową poświęconą EKG, dokończyłem powtórkę z psychiatrii i pochłonęły mnie igrzyska. Ale teraz już do rzeczy i do sukcesu pana Bródki.

Abstrakcja! Zbigniew Bródka, strażak z Domaniewic koło Głowna zdobył złoty medal w wyścigu na 1500 metrów łyżwiarzy szybkich. Wygrał ze srebrnym medalistą, Holendrem zaledwie o 3 tysięczne sekundy!

Rosyjska trzynastka wcale nie tak pechowa! Można różnie patrzeć na IO w Soczi, ale są to igrzyska dla Polski rewelacyjnie. Przed nimi w całym dorobku zimowych startów mieliśmy dwa złote medale. Teraz nasi reprezentanci zdobyli kolejne 3! A dziś jest jeszcze konkurs na dużej skoczni w skokach narciarskich, w następnym tygodniu konkurs drużynowy oraz start Justyny Kowalczyk na 30 km. Są drużyny panczenistek i panczenistów. Jest moc!







Swoją drogą niezwykle warty uwagi był również mecz hokeja na lodzie Rosja - USA toczący sie w tym samym czasie co zawody panczenistów. Remis, dogrywka i osiem serii rzutów karnych. Zakończony zwycięstwem Stanów Zjednoczonych.

niedziela, 9 lutego 2014

Rosja #12 "The bird of luck" tudzież relacja z pierwszego dnia prawdziwych zmagań w Soczi


Czeboksary nad rzeką Wołgą, stolica republiki Czuwaszja. "The bird of luck" and Taganait - the stone of sun and love. Takie rosyjskie atrakcje widokówkowe. Tanya z Postcrossingu napisała mi, że to miejsce dobre na ... piknik. Właściwie, czemu nie?

IO w Soczi rozkręcają sie coraz bardziej. Dzisiaj nauka chirurgii szła mi całkiem nieźle. Na tyle nawet dobrze, że obejrzałem przynajmniej po fragmencie większości dzisiejszych transmisji z zimowych zmagań olimpijskich. Ciekawe doświadczenie. Dla letnich igrzysk olimpijskich w moim wykonaniu jako widza to niemal norma, ale jeśli chodzi o zimowe czempionaty dotychczas nigdy aż tak uważnie im się nie przeglądałem.

Niestety do LEKu pozostały tylko dwa tygodnie - tyle ile do końca igrzysk. I w kolejnych dniach będę mógł sobie pozwolić jedynie na absolutne minimum, czyli śledzenie poczynań naszych skoczków narciarskich i Justyny Kowalczyk.


Za nami właśnie pierwszy start Justyny, w którym nasza mistrzyni zajęła 6 miejsce i wyraźnie było widać, że rywalki w tym momencie są dla niej za mocne. Skoro Justyna nie była w formie bieg oczywiście wygrał babochłop Bjoergen, faszerowany sterydami i beta mimetykami pod aprobatą MKOL. Zawiodła po raz kolejny Therese Johaug - chyba najbardziej przereklamowana biegaczka narciarska naszych czasów.

Dosyć ciekawie było również na panczenach. Bardzo dobry występ zanotował Jan Szymański, który przez długi czas prowadził.  Wydawało się, że może przełożyć się to na bardzo wysokie miejsce. Niestety startujący na końcu stawki łyżwiarze przyćmili dokonania Polaka i ostatecznie zajął on 13 miejsce. Zanosiło się, że po medal sięgną reprezentanci gospodarzy. Jednak Holender Sven Kramer okazał sie bezkonkurencyjny i pobił rekord świata na 5 kilometrów. Jego rodacy zajęli z resztą pozostałe pozycje na podium. Holandia... W innych sportach zimowych reprezentanci tego kaju się nie liczą, ale znaleźli dla siebie idealną niszę i z każdej wielkiej imprezy wracają z workiem medali.


Kolejną transmisją na którą sie skusiłem były fragmenty biathlonu mężczyzn. Jedna z moich ulubionych dyscyplin. Bieg na nartach z karabinem na plecach. W pozycji stojącej strzela sie do czarnego pola wielkości pomarańczy, na leżąco do środka tego czarnego pola - wielkości orzecha włoskiego. Za każde pudło trzeba biegać rundę karną. Doskonała zabawa. A zawody (sprint na 10 km) wygrał Ole Einar Bjoerndalen. 40-letni sportowiec, który startuje z wielkimi sukcesami odkąd tylko pamiętam. Tragicznie zaprezentowali się nasi biathloniści, którzy plasując się poza pierwszą 60-tką wystąpili w roli turystów.


Prawdziwą wisienką na torcie były wieczorne kwalifikacje przed niedzielnym konkursem na średniej skoczni w skokach narciarskich. Zanim jednak zostały one rozegrane można było przeczytać o amerykańskim bobsleiście, który zatrzasnął sie w łazience. Uratowała go tylko jego niezwykła siła, która pozwoliła na zdemolowanie rosyjskich niedoróbkowych drzwi i oswobodzenie sie z opresji.


Zaiste zacny widok. Inne problemy miał polski narciarz alpejski, który zachorował z powodu warunków panujacych w hotelowym pokoju. Tak przynajmniej twierdzi: klik. Życzę powrotu do zdrowia na superkombinację panu Maciejowi. Może niech zrobi z hotelowymi dywanami, pościelami, drzwiami i oknami to co Amerykanin? Przynajmniej nie byłby odbierany jako taki bidulek, który skarży się na niedobrych Rosjan i cały świat.

Przypadła mi także do gustu transmisja z ostatniego przejazdu snowboardowego slopstyle'a, Sporo się w tej konkurencji dzieje. Ciekawym doświadczeniem było też oglądanie jazdy na muldach kobiet z podkładem dźwiękowym w postaci nieudolnych zmagań polskich operatorów dźwięku. Samo anrciarstwo na muldach dużo mniej ciekawe niż snowboard. Przyjemnie jak zawsze oglądało sie jazdę figurową na lodzie kobiet. Wrażenie zrobiła 15-letnia Rosjanka swoim programem krótkim. Startowała wśród solistek w ramach drużynowych zmagań - to jedna z innowacji na igrzyskach.

I wreszcie nadszedł czas na skoki narciarskie. Wystartowało 61 zawodników, więc tylko 11 odpadło ze zmagań i nie zobaczymy ich jutro po 17.00. Polacy nie zawiedli. Najsłabiej wypadł Jan Ziobro, któremu organizatorzy ostatecznie pozwolili startować z napisem na nartach "Luz w dupie". Oby tego luzu naszym skoczkom nie zabrakło jutro - wydają sie bowiem być w zacnej formie.Chciałbym widzieć cała czwórkę w pierwszej dwudziestce. A kciuki tak jak cała Polska bedę ściskał za Kamila Stocha. Ma wielu mocnych rywali, którym skocznia w Soczi leży: Austriaków Haybecka i Schlirenzauera, Niemca Andreasa Wanka i Severina Freunda, opuszczającego ostatnie zawody Norwega Andersa Bardala, zawsze mocnego na imprezach docelowych Szwajcara Simona Ammana oraz wicelidera Pucharu Śiwata - Słoweńca Petera Prevca. Ja jednak wierzę, że Kamil upora się z nimi wszystkimi.


Fatalnie zaprezentowali się reprezentanci gospodarzy, którzy nie zdobyli żadnego medalu.
Rosja - medal? Niet.

Dziś odbywały się też mecze hokeja na lodzie kobiet. Akurat nie przepadam, poza tym byłoby tego zbyt wiele na jeden dzień. Hokeiści zaczną zmagania od czwartku. Bardzo ciekawie zapowiada się pierwszy grupowy mecz Rosja - Finlandia.
Nadszedł wiec koniec mojej małej relacji. Wiem, ze bardzo odbiegłem od pocztówkowej tematyki. Nie pierwszy raz z resztą. Wybaaczcie.


sobota, 8 lutego 2014

Rosja #11 Pokaz siły


Rosja to kraj którego obywatele uwielbiają dawać pokazy siły. Albo przynajmniej marzą im się one w odniesieniu do ich ojczyzny. Rosja w obiegowej opinii to przecież stan umysłu.

Miałem się o tym nawet okazję przekonać na Postcrossingu. Dostałem bowiem pocztówkę od pewnej Rosjanki, upamiętniająca Dzień Czerwonej Armii. zwany inaczej Dniem Obrońcy Ojczyzny. W kontekście historii Rosji i Polski najbardziej stosowne to nie było, nie uważacie?

Ale jestem tolerancyjny, a kartka moim zdaniem dobrze oddaje rosyjską mentalność więc została dołączona do mojego zbioru jako jedna z najbardziej jaskrawych i mimo wszystko ulubionych z tego dzikiego kraju.

Jak Rosjanie będą prezentować swoją siłę na IO w Soczi?


Odpowiedź poznany w najbliższych dniach. Ale już ceremonia otwarcia dała do myślenia. Nie otworzył się płatek śniegu mający przekształcić się w piąte olimpijskie kółko. Ale zwróciliście uwagę, który z kontynentów został w taki sposób wyróżniony? Amerykański. Przypadek?

niedziela, 12 stycznia 2014

Holandia # 18 Zdaj LEKko



Lekarski Egzamin Końcowy - runda zimowa 2014 odbędzie się 22 lutego. Zostało niecałe 6 tygodni. Pora ostro wziąć sie za robotę. Także niestety - zapowiada się kolejne 'zmrożenie' blogowej aktywności.
Za oknem pada śnieg więc trochę letnich klimatów dla równowagi.


wtorek, 31 grudnia 2013

Indonezja #6 Szczęśliwego Nowego Roku!

'




                                 Oby Nam się Szczęściło!

Pora zamknąć kolejny, bardzo ciekawy rok. Dla mnie przyniósł przede wszystkim dwa ważne wydarzenia: ukończenie studiów i zaczęcie pracy jako lekarz stażysta. Przyniósł też nowe hobby - bieganie. Bieganie okraszone startami w Parkrunach, półmaratonie, biegu na orientację, a w planach maraton i kilka innych imprez biegowych  Na pierwszy trening wyruszam już jutro a pierwszy noworoczny start już w niedzielę!

Przed nami jeszcze większe wyzwanie ale też możliwości. Rok 2014 musi być bowiem lepszy niż rok 2013!

Patrząc z perspektywy bloga - był to rok przemian. Zmniejszyła się częstotliwość pisania, częściej pojawiły się krótsze, bardziej zdawkowe notki. Zrobiłem sobie długą przerwę od Postcrossingu, wymian na facebooku. - nadganiam powoli natłok kartek na które zdążyłem powymieniać się wcześniej.


środa, 25 grudnia 2013

Niemcy #15 Wesołych Świąt




Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałbym złożyć wszystkim czytelnikom bloga najlepsze życzenia świąteczne. Niech ten okres da Wam dużo radości, rodzinnego ciepła i nastawi Was pozytywnie do kolejnych wyznań. Za oknem ma śniegu, ale pamiętajcie, że tak naprawdę jest to tylko drobny szczegół. Czemu pogoda w Boże Narodzenie nie może być taka jak w Wielkanoc? :)

sobota, 23 listopada 2013

Brazylia #6 Basenowo



Pobyt w Ustroniu zakończony. Zaległości blogowe do nadrobienia wkrótce.

Zacznijmy od basenu. Nigdy nie byłem miłośnikiem wody. Ale skoro trafiła się okazja pobytu w pięciogwiazdkowym hotelu szczyczącym się swoją strefą Spa & Welness nie sposób było omijać basenu i przyległości takich jak jacuzzi, sauna fińska czy tez sauna parowa.
Z tych ostatnich zdjęć brak z przyczyn oczywistych.






Wielu czytelników może zdziwić się  skąd pomysł pisania o atrakcjach basenowych jednego z hotelu uzdrowiska położonego w województwie śląskim pod skanem pocztówki z Brazylii. Otóż jak każdy wie mamy listopad. Letni sezon turystyczny zakończony, zimowy jeszcze się nie zaczął. Centrum organizujące moje szkolenie wybrało hotel z fajnym basenem, żeby uatrakcyjnić pobyt wszystkim kursantom. Basen więc odwiedzaliśmy niemal codziennie. Z tego też względu jednymi z czołowych wspomnień z Ustronia będą te z wodą związane. A piękna brazylijska plaża na podrasowanym nieco zdjęciu najbardziej mi się z tym tematem kojarzy.



O wysłaniu pocztówek też oczywiście nie zapomniałem. Bynajmniej nie z brazylijskimi plażami. Niestety kartki do swoich celów dojdą najwcześniej w poniedziałek.


poniedziałek, 28 października 2013

Filipiny #2 I znowu... aktywność na świeżym powietrzu czyli tym razem IV Półmaraton Szakala dookoła Lasu Łagiewnickiego


Taniec radości - Itik itik dance.
W ciekawych okolicznościach filipińskiej przyrody. Ja jednak zapraszam na relację z Lasu Łagiewnickiego, równie pięknego. Gdybym na mecie niedzielnego półmaratonu miał więcej sił może zebrałbym się na jakiś taniec radości. Chociaż nie, to jednak nie w moim stylu.



Trasa imprezy tradycyjnie wiodła wokół największego lasu w obrębie miasta w Europie. W porównaniu z latami ubiegłymi zmieniono tylko przebieg ostatniego kilometra, tak aby dla startujących było więcej miejsca.




W przeddzień biegowych zmagań odebrałem pakiet startowy. Choć to w tym przypadku bardzo 'dumne' określenie. Pamiątkowy kubek, numer startowy, cztery agrafki do jego przypięcia i chip do zamocowania na butach....


Nastroje przed startem jak widać dopisywały.





Pierwsza półtorakilometrowa prosta została, jak to często bywa, bardzo mocno pobiegnięta. Generalnie mocne otwarcie wpisuje się to w mój styl biegania.



Liście, wszędzie te liście. Jakby nie było Złota polska jesień.


Przekrój wiekowy uczestników jak widać całkiem spory.


I kładki. Błoto. Znowu liście. I tak prawie do samego końca.


Około piątego kilometra trzeba było wykonać slalom między ustawionymi na 'parkingu' samochodami.




Najtrudniejsze były taaaaakie crossy. Dobrym sposobem na radzenie sobie z tego typu przeszkodami było maszerowanie pod górę, zamiast mało efektywnego biegu. Takim sposobem udało mi się wyprzedzić co najmniej kilka osób zwykłym wydłużaniem kroku.


Na trasie były wyznaczone dwa wodopoje. Na 8 kilometrze oraz w połowie 15. To akurat zdjęcie z tego drugiego miejsca.



A tu.. Hmm było coś takiego. Czyżby to ostatni kilometr?


Zbliżamy się do mety.
Kobiety wystartowały o godzinie 12.00. II grupa mężczyzn, w której biegłem ja o 12.20. Do pani ze zdjęcia odrobiłem prawie 20 minut, ale biorąc pod uwagę współczynniki wieku i płci wygrała ze mną zdecydowanie.



Przed metą starałem się ostro zafiniszować. Kilka sekund urwałem, ale bezpośredniego rywala nie udało się wyprzedzić.

Uczucie po przekroczeniu linii mety - bezcenne. Zapomniałem nawet o wyłączeniu Endomondo, a w czasie całego biegu skrzętnie monitorowałem czas.
Końcowy, oficjalny rezultat 1 h 57 minut 45 sekund







Zaraz po przekroczeniu linii mety zawieszono mi na szyi pamiątkowy medal, a chwilę później dostałem reklamówkę z tzw. pakietem metowym. Organizatorzy nazywali go torbą ze słodyczami... W praktyce był to jeden izotonik, Snickers, Mars, banan i słodka bułka. Można też było do tego dołączyć pół litrowa butelkę wodę. Może mało efektowna, ale generalnie niezastąpiona rzecz na mecie.

Podsumowując, co mi się w Półmaratonie Szakala Dookoła Lasu Łagiewnickiego najbardziej podobało?
1. Bardzo ciekawa, wymagająca, a jednocześnie malownicza trasa.
2. Podział startujących na trzy grupy, aby uniknąć nadmiernego tłoku.
3. Dobre oznaczenie trasy, duża ilość wolontariuszy i bardzo bogata galeria zdjęć
4. Miłe gadżety w postaci bardzo ładnego medalu i fajnego kubka mimo generalnie bardzo ubogich pakietów dla startujących.
5. Lokalizacja rzecz jasna.

Czy kiedyś drugi raz w tej imprezie wystartuję? Nigdy nie mów nigdy. Jest b. dużo imprez biegowych w Łodzi, okolicach i całej Polsce. Biegając dłużej warto byłoby niektóre z nich "odhaczyć". Ale Półmaraton Szakala wydaje się być biegiem trudnym do podrobienia i może za kilka lat, jeśli nadal będę utrzymywał kondycję spróbuję po raz kolejny.