środa, 12 czerwca 2013

Polska #114 Kościół Pokoju w Jaworze.



Był taki czas, że brałem udział w wielu loteriach (konkursach) na forum. Oto owoc jednego z nich. Aby wygrać tę pocztówkę wystarczyło zgadnąć, ile kartek pewna postcrosserka z Wrocławia zabrała do domu z targów podróżniczych. Strzeliłem w dokładną liczbę!
A była ona niemała.

Kościoły pokoju. Powstały w związku z podpisaniem pokoju westfalskiego, kończącego wojnę trzydziestoletnią (1618-1648). Cesarz habsburski pod naciskiem protestanckich Szwedów dał pozwolenie na ich budowę, aby usatysfakcjonować ewangelików w tamtych rejonach. Kościoły powstały trzech miastach dolnego Śląska. Jaworze, Świdnicy i Głogowie. Miały one być zlokalizowane na przedmieściach, azbudowane z materiałów niegodnych Domu Bożego: z drewna, gliny i słomy, a także nie posiadać wieży. Ich odległość od murów miasta miała odpowiadać zasięgowi strzału armatniego.

Z trzech kościołów do czasów dzisiejszych zachowały się dwa, w Jaworze i w Świdnicy.Trzeba przyznać, że całkiem efektownie sie prezentują.

Trochę to zabawne że w Polsce mamy z jednej strony drewniane kościoły Małopolski, wpisane na listę UNESCO, i takie, już dolnośląskie pozostałości poniemieckie.




wtorek, 11 czerwca 2013

Muzeum MPK w Łodzi


Wagony przegubowe typu GT 6 zostały w 1990 roku nieodpłatnie przekazane do Łodzi przez Niemieckie Przedsiębiorstwo Stadtwerke-Bielefeld. 8 wagonów wyprodukowanych w latach 1957-1962 obsługiwało na początku lat 90. linie miejskie i podmiejskie. Od roku 19994 jako własność Spółki "Tramwaje Podmiejskie" obsługują wyłącznie linie podmiejskie do Konstantynowa i Lutomierska. Wszystkie stacjonują w zajezdni Brus.
Na ilustracji wygląd zewnętrzny wagonu z początku lat 90.

Muzeum Komunikacji Miejskiej w Łodzi. Miejsce ciekawe, na pewno warte odwiedzenia przez każdego, kto lubi wszelakie muzea. Wstęp kosztuje tyle co bilet: normalny lub ulgowy w zależności od posiadanych uprawnień. Wystrój ciekawe, ale muzeum generalnie małe. Można wszystko zobaczyć w góra 10 minut. Mieli 5 świetnych zestawów pocztówek. Zobaczcie tutaj. Niestety kupiłem tylko 2 z nich (były po 5 złotych), a teraz już pocztówek nie mają. Może kiedyś jeszcze dodrukują.


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Holandia #17 Koniec z pediatrią!

Z holelnderskiego na angielski;
If you are looking for a experienced
nurse, you tell me. I will come and take care of you.

Prawda że urocza i sympatyczna pocztóweczka? Takie rzeczy to tylko na oficjalnym, międzynarodowym forum postcrossingu do zdobycia. Z tej oto galerii: klik. Pani ma jeszcze karteczkę z Hello Kitty, w wersji z lampą Clara na kociej główce i myszowatą apteczką, ale nie wiem, czy się skuszę.

Przechodząc do rzeczy - zakończyłem dzisiaj moją studencką przygodę z pediatrią. Z bardzo pozytywnym wynikiem. Na ostatnim ustnym egzaminie u profesora Młynarskiego dostałem komplet punktów. Nic tylko się cieszyć. Trochę radości więc wyrzucam się z siebie również za pośrednictwem bloga.

Jednak żeby tak miło nie było. Jeszcze trzy egzaminy przede mną: dwa z medycyny ratunkowej i jeden, ustny z chorób wewnętrznych. Naprawdę odpowiedni egzamin na zakończenie tych niesamowitych, sześcioletnich studiów. Ale wiedzą trzeba się wykazać na nim bardzo dużą.

niedziela, 9 czerwca 2013

Łódź - Mural Łódzki Park Kultury i Wypoczynku




Pora wrócić do dawno zapomnianego cyklu pocztówek prezentujących łódzkie murale.

Mural zachęcał do odwiedzenia parku na Zdrowiu, gdzie do dziś są takie atrakcje jak ZOO czy Lunapark. Kompozycja, przywodząca na myśl słoneczko, miała swój dalszy ciąg na sąsiedniej ścianie, będący lustrzanym odbiciem widocznego motywu. Reklama zaprojektowana przez Zdzisława Beka, a zrealizowana ok. 1977 roku przez Zenona Adamkiewicza.

Dziś mural prezentuje się tak:





A prawie naprzeciwko znajduje się inny mural, nie uwzględniony w akcji "Śladami Łódzkich Murali. Moim zdaniem też niczego sobie.



sobota, 8 czerwca 2013

Łódzcy Fabrykanci, czyli Festiwal Dobrego Smaku 2013.




Nie milkną echa ewentualnej 'wyprowadzki' na stałe  z ulicy Piotrkowskiej rzeźb określanych wspólnym mianem pod nazwą Galeria Wielkich Łodzian. Ale Łódź w ten weekend żyje Festiwalem Dobrego Smaku.
Więc zasiądźmy na chwilę do stołu, jak zrobili to Poznański, Grohman i Scheibler, bohaterowie dzieła pana Marcela Szytenhelma.

Wczoraj odwiedziłem tylko jedną festiwalową restaurację - Bierhalle w Manufakturze, delektując się daniem "Strogonow w nowej odsłonie - nie tylko z grzybkami". Motywem przewodnim tegorocznego festiwalu jest kino, toteż to akurat danie odwołuje się do filmu "Sztos" Olafa Lubaszenko. Inne z łódzkich lokali zaserwowały w tym roku choćby Kill Bill Rock Sushi czy Burgera God Father. Bardzo dobry motyw przewodni.

Muszę powiedzieć, że danie, które miałem okazję skosztować oceniam bardzo pozytywnie. Kurczak jak kurczak, kluseczki przepyszne, sos świetny, a warzywa miękkie i soczyste. W dodatku piwo znakomite, ładne kelnerki - nic tylko polecać.




Rok temu byłem aktywniejszy nieco w degustowaniu dań festiwalowych, możecie porównać: klik. Jak widać z powyższego linka rok temu z festiwalu wróciłem nawet z pocztówkami. Po tym właśnie poznaje się postcrossera.

Edycja specjalna:
Robotnicy pracujący  pryz ocieplaniu akademika czynili taki rumor, że wygonili mnie na spróbowanie kolejnego dania festiwalowego. Tym razem znowu rynek Manufaktury i naleśnikarnia Suzette. Samo ciasto mogłoby być odrobinę bardziej wyraziste, ale cała potrawa pyszna, porcja duża i zachęcająca do ponownych odwiedzin lokalu.


piątek, 7 czerwca 2013

Indonezja #3 Królewska kremacja





Ceremonia kremacji na Bali nosi nazwę ngaben i jest to ostatni rytuał dla niemal każdego balijczyka. Na podstawie hinduskich wierzeń uważa się, że spalenie zwłok pozwala duszy uwolnić się całkowicie od ciała, aby przedostać się do nieba w celu reinkarnacji. A to przecież dla wierzących warunek sine qua non.

Istnieje wiele długich przygotowań i uroczystości związanych z tym rytuałem. W odróżnieniu od hinduistów w Indiach, Balijczycy często grzebani są tuż po śmierci. Czas między pogrzebem i ngaben to czas przygotowań. Po ich zakończeniu zmarły wyjmowany jest z tymczasowego grobu. W końcu następuje spalenie ciała wraz z całym sarkofagiem. 12 dni po kremacji prochy uwalniane są do rzeki lub częściej do morza. W minionych wiekach wdowa zmarłego męża również poddawana była kremacji. Jej obowiązkiem było pomóc mężowi w znalezieniu właściwej drogi do nieba. Na szczęście w czasach obecnych odeszło się od tego zwyczaju.

Ceremonia kremacji królewskiej rodziny nosi nazwę palabon. Bardzo interesujący artykuł na ten tego obrzędu możecie znaleźć tutaj. Okazuje się, że kremacji ważnej osoby, a już zwłaszcza członka rodziny królewskiej towarzyszy bardzo często kremacja nawet 100 innych osób, których rodziny, chcą aby 'jak najlepiej powiodła się reinkarnacja".





czwartek, 6 czerwca 2013

Belgia #4 Practice makes perfect


Dziś zagłębiałem sie w formalności związane z ukończeniem studiów, kwalifikacją na staż podyplomowy i zgłoszeniem do OIL (Okręgowej Izby Lekarskiej) w celu uzyskania ograniczonego prawa do wykonywania zawodu lekarza. Sporo różnych dokumentów, zdjęć i zaświadczeń trzeba dostarczyć, ale chyba nie będzie z niczym problemu. Tym bardziej, że pierwsza, podstawowa rekrutacja na staż kończy się dopiero wraz z końcem sierpnia. Czasu mnóstwo.

Więc i na refleksje przyszła pora. Ostatnio mój o rok starszy kolega, który studiował medycynę we Wrocławiu, a teraz kończy staż napisał, że 'zawód lekarza to jednak nie przelewki, szczególnie w Polsce". Myślę, że ma zdecydowanie rację. Zawód lekarza to zawód bardzo ciekawy, wymagający ciągłego dokształcania się, nieustannego analizowania i diagnozowania pacjentów, którzy tylko z pozoru są do siebie podobni. Wiążący się więc z dużą odpowiedzialnością za ludzkie życie. Moralną, etyczną, ale też zawodową, prawną i karną. Błędy zdarzają się każdemu, ale nie ma miejsca na niedouczenie wynikające z lenistwa.

Tę ze wszechmiar unikalną i zapadająca w pamięć pocztówkę dostałem od Kasi, również autorki bloga klik. Przywędrowała do mnie w kopercie, razem z min. tą równie niezapomnianą kartką reklamową. Myślę, że belgijskie "Insulinenshocktherapie' dobrze ilustruje medyczne 'nie-przelewki'.

środa, 5 czerwca 2013

Tybet #1 Medycyna niekonwencjonalnie





Oryginalna kartka z Tybetu. Przysłana co prawda przez pana mieszkającego na Tajwanie, i też stamtąd, ale  oficjalnie - nowe państwo* odhaczone. Zbierałem się długo, żeby ten niezwykły okaz pokazać na blogu. Chciałem napisać posta odnoszącego się do tradycyjnej medycyny tybetańskiej, z którą widoczne na kartce "Drzewo życia" jest nierozerwalnie związane. Planowałem też włączyć do pisania blogowej notki moją koleżankę, buddystkę. Przy tej okazji serdeczne pozdrowienia dla Ani. Ale w końcu nie wiele z tego wyszło. Została opinia super pozytywnie zakręconej koleżanki:
to przedstawia drzewo .... nie wiem dokładnie które bo mają ich 3 .... a tak po rysunkach to trudno mi się zorientować mają takie drzewa szeregujące przyczyny chorób ich leczenie i diagnozę i takie tam ..... czyli cała ich wiedza medyczna jest tak przedstawiona .... żeby zostać lekarzem musze się nauczyć całego lasu  
Wszystko jasne?

Zobaczyłem za to niedawno ciekawe demotywatora (oczywiście w czasie pilnej 'sesyjnej' nauki) i postanowiłem że równie dobrze można połączyć tybetańskie legendy z łotewskim hotelem. Bo czemu by nie?
Jedno i drugie daje do myślenia. Mi jednak (mimo wszystko) znacznie bliższe tybetańskie klimaty.