czwartek, 13 grudnia 2012

Holandia #14 O medycynie paliatywnej


Ta pocztówka jest poważna. Artystyczna, z głębią. Intencją autora było poruszenie problemu tzw. "The last generation of little-foot women in China". Zdjęcie zostało zgłoszone w 1995 roku do konkursu World Press Photo. Pocztówka wydana następnie przez Art Unlimited Amsterdam a dostałem ją od przesympatycznej Wilmy, poznanej na Facebooku.

Nie chciałbym jednak tutaj pisać zbyt dużo o chińskich staruszkach ze zdeformowanymi przez głupie zwyczaje stopami klik, a tym bardziej o tematach codziennych, błahych. Korzystając niejako z pewnego mroku jaki ta pocztówka ze sobą niesie napiszę parę słów o umieraniu. Pod kątem dzisiejszych ćwiczeń klinicznych z medycyny paliatywnej

Wstępem do rozmowy z pacjentami przebywającymi na oddziale opieki paliatywnej były dwa rozdziały z książki doktora Tomasza Dzierżanowskiego zatytułowanej "Zimne wody Styksu". Książki bardzo ciekawej, niezwykle osobistej, zdradzającej całkiem spory talent literacki autora, ale przede wszystkim pokazującej problem relacji lekarza z umierającymi na nieuleczalne choroby pacjentami, reakcji ich rodzin, osób najbliższych w obliczu tak ciężkiej próby. Książki bardzo pouczającej. Cieszy mnie to, że moje studia, na co dzień tak ścisłe i konkretne, czasem podejmują tak bliskie humanistom tematy. I to nawet na zajęciach klinicznych.

Warto bowiem wiedzieć, że ludzie to takie stworzenia, które zawsze chcą żyć. I każdy dzień, wyrwany chorobie jest dla nich sukcesem. Prośby o śmierć, o eutanazję tak naprawdę są wołaniem o pomoc i zwróceniem na siebie uwagi. Dużym problemem w medycynie paliatywnej jest ból. I często dochodzi do sytuacji w których jest o źle leczony, przez co przesłania cały obraz świata chorego terminalnie pacjenta. Ale jeśli ból 'odejmiemy' - uśmierzymy za pomocą silnych lub bardzo silnych leków, jakimi medycyna dysponuje sytuacja zmienia się diametralnie.
Często chodzi też o brak opieki, brak osoby bliskiej, celu w życiu. Wszystko to można zmienić.





-Ta książka to opowieść filozoficzna w kilku, krótkich rozdziałach. Niezależnie od tego czy będziemy rozmawiali o kosztach, i ile nam NFZ da pieniędzy na pacjenta -a właściwie używając ich nomenklatury: świadczeniobiorcy - to musimy pamiętać, że na końcu jest człowiek. W tym wypadku człowiek idzie do drugiego człowieka po to, żeby się z nim spotkać. To książka, która uczy: chcesz być dobrym lekarzem musisz być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Lekarze ponoszą osobisty koszt – zresztą nie tylko oni, ale także pielęgniarki i psycholodzy. My wszyscy spotykamy się z problemem cierpienia i nie uciekamy od tego problemu. Zachowujemy się tak –z moralnego punktu widzenia-jak osoby, które pozostają na miejscu wypadku. Bo przecież ucieczka z takiego miejsca rodzi nie tylko konsekwencje prawne, ale i moralne. Naszym obowiązkiem jest pomagać tym, którzy szczególnie tego potrzebują. Lekarz idąc do chorego wchodzi na scenę i nigdy z tej sceny nie wraca takim samym człowiekiem, ponosi koszt osobisty. Tytuł książki „Zimne wody Styksu” mówi sam za siebie. Towarzysząc osobie w ostatnich dniach czy miesiącach życia w pewnym momencie rozstajemy się z nią-właśnie gdzieś w połowie Styksu. Wchodzimy do tego Styksu i wychodzimy umoczeni lodowatą wodą. Jesteśmy już innymi ludźmi. – mówił autor książki.

1 komentarze:

  1. Matko, jaka piękna, smutna i tak wiele mówiąca pocztówka, a raczej zdjęcie, aż mi się łezka w oku zakręciła. Cóż o medycynie paliatywnej, to ja mam swoje zdanie... moja Babcia przez ostatnie trzy miesiąca umierała nam w domu na płuca, a niestety większość osób miała ją w nosie. Na szczęście na ostatnie dwa tygodnie jej życia zaopiekowało się nią hospicjum domowe. To byli lekarze i prawdziwego z prawdziwego zdarzenia! Życzyłabym Ci spotykać samych takich w swojej pracy, bo podejrzewam, że nawet jeśli młody człowiek chce coś zmienić w tym systemie, to mogą go po prostu stłamsić, a z takimi ludźmi, można by pewnie góry przenosić.

    OdpowiedzUsuń