Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 października 2013

Polska #117 Świat Juliusza Verne'a w Galerii Łódzkiej


Obie pocztówki z Poznania, zakupione jeszcze w czasie Euro.


Wczoraj zanim 'wbiłem' się do zatłoczonej "Szóstki" na przystanku Legionów/Kościuszki sięgnąłem po Metro rozdawane przez miłą 'kolporterkę'. Na pierwszej stronie była wkładka - reklama fantastycznej inicjatywy, która między 12 a 25 października dzieje się w Galerii Łódzkiej, czyli najstarszym z wielkich centrum handlowych Łodzi.

Bajkowa wystawa nosi tytuł "Niezwykły Jules Verne". Inspirowana jest wątkami wybranymi z powieści tego francuskiego pisarza z cyklu "Niezwykłe podróże". W pasażach Galerii pojawił się tramwaj ciągnięty przez parowego słonia z książki "Dom parowy", balon z opowieści "Pięć tygodni w balonie", "Nautilus" z "20 000 mil podmorskiej żeglugi", a także riksza żaglowa, pocisk rakieta, gabinet Verne'a oraz "Groza" - niezwykłe połączenie łodzi i samolotu z powieści "Pan świata".

Bogactwo tematów i form zawarte w literaturze Verne'a zachwyca nawet współczesnych odbiorców doby internetu. Jules Verne wyprzedził na kartach swych powieści faktyczne dokonania ludzkości, gdyż bardziej niż oni zdawał sobie sprawę, że nauka jest machiną wstrząsającą podstawami cywilizacji. W książce "Z Ziemi na Księżyc" przewidział zczegóły misji wysłania astronautów na Księżyc przeprowadzonej ponad sto lat później. NIe trzeba być czytelnikiem Verne'a by zachwycić się łodzią podwodną, maszyną latającą, podniebną eskapada balonem w malutkim koszu, czy wyprawa do wnętrza Ziemi.
Wystawa ma charakter popularno-naukowy i edukacyjny , a prezentowane "wyspy tematyczne" zawierają informacje o faktycznych dokonaniach ludzkości w danej dziedzinie oraz cytaty z książek.

Wczoraj na oddziale nic się nie działo więc wyszedłem wcześniej a w drodze na tramwaj do akademika pomyślałem, że przejdę się do Galerii. Wystawa przerosła moje oczekiwania.
Niestety zdjęcia tym razem robione smartfonem z niezbyt wyszukanym wbudowanym aparatem.











środa, 10 kwietnia 2013

Łódź - Ziemia obiecana


Łódź się budziła. Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami niby chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy. Olbrzymie fabryki, których długie, czarne cielska i wysmukłe szyje-kominy majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu - budziły się z wolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów, zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zalegały ziemię.

Deszcz drobny, marcowy deszcz pomieszany ze śniegiem, padał wciąż i rozwłóczył nad Łodzią ciężki, lepki tuman; bębnił w blaszane dachy  i spływały z nich prosto na tortuary, na ulice czarne i pełne grzęskiego błota, na nagie drzewa, przytulone do długich murów, drżące z zimna, targane wiatrem, co zrywał się gdzieś z pół przemiękłych i przewalał się ciężko błotnistymi ulicami miasta, wstrząsał parkanami, próbował dachów i opadał w błoto, i szumiał między gałęziami drzew, i bił nimi w szyby niskiego, parterowego domu, w którym nagle zabłysło światło...

Władysław Reymont "Ziemia obiecana"

czwartek, 13 grudnia 2012

Holandia #14 O medycynie paliatywnej


Ta pocztówka jest poważna. Artystyczna, z głębią. Intencją autora było poruszenie problemu tzw. "The last generation of little-foot women in China". Zdjęcie zostało zgłoszone w 1995 roku do konkursu World Press Photo. Pocztówka wydana następnie przez Art Unlimited Amsterdam a dostałem ją od przesympatycznej Wilmy, poznanej na Facebooku.

Nie chciałbym jednak tutaj pisać zbyt dużo o chińskich staruszkach ze zdeformowanymi przez głupie zwyczaje stopami klik, a tym bardziej o tematach codziennych, błahych. Korzystając niejako z pewnego mroku jaki ta pocztówka ze sobą niesie napiszę parę słów o umieraniu. Pod kątem dzisiejszych ćwiczeń klinicznych z medycyny paliatywnej

Wstępem do rozmowy z pacjentami przebywającymi na oddziale opieki paliatywnej były dwa rozdziały z książki doktora Tomasza Dzierżanowskiego zatytułowanej "Zimne wody Styksu". Książki bardzo ciekawej, niezwykle osobistej, zdradzającej całkiem spory talent literacki autora, ale przede wszystkim pokazującej problem relacji lekarza z umierającymi na nieuleczalne choroby pacjentami, reakcji ich rodzin, osób najbliższych w obliczu tak ciężkiej próby. Książki bardzo pouczającej. Cieszy mnie to, że moje studia, na co dzień tak ścisłe i konkretne, czasem podejmują tak bliskie humanistom tematy. I to nawet na zajęciach klinicznych.

Warto bowiem wiedzieć, że ludzie to takie stworzenia, które zawsze chcą żyć. I każdy dzień, wyrwany chorobie jest dla nich sukcesem. Prośby o śmierć, o eutanazję tak naprawdę są wołaniem o pomoc i zwróceniem na siebie uwagi. Dużym problemem w medycynie paliatywnej jest ból. I często dochodzi do sytuacji w których jest o źle leczony, przez co przesłania cały obraz świata chorego terminalnie pacjenta. Ale jeśli ból 'odejmiemy' - uśmierzymy za pomocą silnych lub bardzo silnych leków, jakimi medycyna dysponuje sytuacja zmienia się diametralnie.
Często chodzi też o brak opieki, brak osoby bliskiej, celu w życiu. Wszystko to można zmienić.





-Ta książka to opowieść filozoficzna w kilku, krótkich rozdziałach. Niezależnie od tego czy będziemy rozmawiali o kosztach, i ile nam NFZ da pieniędzy na pacjenta -a właściwie używając ich nomenklatury: świadczeniobiorcy - to musimy pamiętać, że na końcu jest człowiek. W tym wypadku człowiek idzie do drugiego człowieka po to, żeby się z nim spotkać. To książka, która uczy: chcesz być dobrym lekarzem musisz być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Lekarze ponoszą osobisty koszt – zresztą nie tylko oni, ale także pielęgniarki i psycholodzy. My wszyscy spotykamy się z problemem cierpienia i nie uciekamy od tego problemu. Zachowujemy się tak –z moralnego punktu widzenia-jak osoby, które pozostają na miejscu wypadku. Bo przecież ucieczka z takiego miejsca rodzi nie tylko konsekwencje prawne, ale i moralne. Naszym obowiązkiem jest pomagać tym, którzy szczególnie tego potrzebują. Lekarz idąc do chorego wchodzi na scenę i nigdy z tej sceny nie wraca takim samym człowiekiem, ponosi koszt osobisty. Tytuł książki „Zimne wody Styksu” mówi sam za siebie. Towarzysząc osobie w ostatnich dniach czy miesiącach życia w pewnym momencie rozstajemy się z nią-właśnie gdzieś w połowie Styksu. Wchodzimy do tego Styksu i wychodzimy umoczeni lodowatą wodą. Jesteśmy już innymi ludźmi. – mówił autor książki.

wtorek, 25 października 2011

Rosja #2 Stolica Syberii nocą


Nowosybirsk State Academic Opera and Ballet Theatre

Fajnie jest dostać kartkę z Syberii. I to z jej nieoficjalnej stolicy, jaką jest Nowosybirsk.

Mam mieszane uczucia co do całej Rosji, a szczególnie Syberii. Pierwsze skojarzenia każdego chyba Polaka jest takie same - zimno, daleko, władze rosyjskie zsyłały tam Polaków - choćby za czasów powstania listopadowego. Przypominają mi się tu też od razu "Dziady' Adama Mickiewicza z licznymi nawiązaniami do tego tematu. Lubiłem tą książkę - szczególnie przed maturą, gdy ją sobie przypominałem i przeczytałem wszystkie przypisy historyczne. A na samej maturze z języka polskiego, oczywiście: "Dziady", a dokładniej
Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens  męczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów Adama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy.

Sytuację studentów, a no proszę. Świetny temat maturalny, naprawdę. Łatwy do przewidzenia, ciekawy historycznie, z wieloma odniesieniami których można było użyć, aby dostać dodatkowe punkty za walory pracy. Rezultat na świadectwie maturalnym też mi się spodobał.

To zacytuję nieco o Syberii, z tegoż tekstu źródłowego z matury:


ŻEGOTA
6
Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą; 
A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą? 
Milczycie,  – wytłumaczcież, co się tutaj dzieje, 
O co nas oskarżono, jaki powód sprawy? 
TOMASZ
7
Powód – że Nowosilcow przybył tu z Warszawy. 
Znasz zapewne charakter pana Senatora.  
[...] pomimo największych starań i zabiegów 
Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić; 
Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić, 
I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów. 
Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować
I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić, 
Musi z towarzystw naszych
8
 wielką rzecz wysnować
I nowych wiele ofiar carowi poświęcić.
-----------------------------------------------------------------------

Kilku więźniów
No, Janie! Nowiny?

JAN SOBOLEWSKI 
ponuro 
Niedobre – dziś – na Sybir – kibitek dwadzieście 
Wywieźli. […] 
Wszystkich, – do jednego. 
Sam widziałem. […] 
Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci 
Z golonymi głowami; – na nogach okuci. 
Biedne chłopcy! – najmłodszy, dziesięć lat, nieboże, 
Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może; 
I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […] 
Wywiedli Janczewskiego; – poznałem, oszpetniał, 
Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […] 
On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy, 
Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.  
A wtem zacięto konia – kibitka runęła – 
On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył, 
I trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. – 
Wpadli w tłum; – ale długo ta ręka ku niebu, 
Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu, 
Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna, 
Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna, 
Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […]

I taką znam Syberię. A budynek teatru i opery ładny. Ale dużo bardziej w nocy - zdjęcia przy świetle dziennym nie robią wielkiego wrażenia.



środa, 28 września 2011

Litwa #1 Kowno



Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
Świeciły się z daleka pobielane ściany,
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi,
I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi
Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może;
Widać, że okolica obfita we zboże
I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów
Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów
Orzących wcześnie łany ogromne ugoru,
Czarnoziemne, zapewne należne do dworu,
Uprawne dobrze na kształt ogrodowych grządek:
Że w tym domu dostatek mieszka i porządek.
Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza.




Nadszedł czas na mały jubileusz, bowiem Litwa to już 25 kraj, który pojawia się na moim blogu. Państwo niezwykłe, bardzo silnie z Polską związane.
Każdy z nas w szkole uczył się Inwokacji z wyżej cytowanego 'Pana Tadeusza' zaczynającej się od 'Litwo, Ojczyzno Moja!'. Władysław Jagiełło, Unia Lubelska, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Lwów - wymieniać można długo.

Teraz o Litwie jest głośno w związku ze zmianą ustawy o tamtejszym szkolnictwie. Protesty, dużo szumu w naszej przedwyborczej rzeczywistości. Niewątpliwie Polakom zabiera się tam sporo przywilejów - ale przywilejów jakich nie mają Litwini w Polsce, więc ciężko powiedzieć, czy jest się o co oburzać. Litwa ma lekki kompleks zależności od Polski - historycznej i obecnej. Granic już nie zmienimy ale walka o strefy wpływów i tożsamość narodową ciągle trwa...

Wracając do kartki. Przedstawia Kaunas, czyli Kowno.
Jest to drugie co do wielkości miasto Litwy, ale jej największy ośrodek przemysłowy. W XIII wieku powstał tu gród mający chronić Litwę przed najazdami krzyżackimi. Nie spełnił jednak przewidzianej roli, a w 1384 Krzyżacy wybudowali tu sobie zamek, mający stanowić bazę wypadową do dalszych podbojów Wilna i Troków.

Szkoda, że na żadnym obrazku nie ma ruin tego zamku..




poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Łódź - Galeria Wielkich Łodzian "Kufer Reymonta"



Kufer Reymonta to pomnik wykonany z brązu, przedstawiający znanego pisarza siedzącego z notatnikiem w ręku na kufrze podróżnym. Jest to pierwsza rzeźba uliczna, jaką spotkamy na Piotrkowskiej idąc od strony ulicy Piłsudskiego/Mickiewicza.

Władysław Reymont żył w latach 1867 – 1925. Urodził się we wsi Kobiele Wielkie , dzieciństwo spędził w Tuszynie koło Łodzi. Za powieść "Chłopi" otrzymał Nagrodę Nobla. Jedną ze swoich powieści „Ziemia Obiecana” poświęcił Łodzi i aby zgromadzić odpowiedni materiał zamieszkał w Łodzi przy ul. Wschodniej 50. Powieść wydana została w Paryżu, bowiem nie zyskała sobie uznania w oczach opisanej w niej finansjery i łódzkich przemysłowców. 

„Ziemia obiecana” jest literackim pomnikiem dynamicznie ale i drapieżnie rozwijającego się XIX w. przemysłowego giganta jakim bez wątpienia była ówczesna Łódź. Wstyd się przyznać, ale nie przeczytałem jeszcze tej książki. Trzeba będzie nadrobić zaległości.

EDIT: Mniej więcej rok od tego tekstu luki w wiedzy uzupełnione - "Ziemia obiecana" to soczysty obraz czterech łódzkich kultur, który Reymont stworzył z niesamowitym realityzmem.