Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śląskie - S. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śląskie - S. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 maja 2014
Polska #147 Wczoraj zimny wiatr, dzisiaj deszcz od rana
Majówkowa pogoda nie rozpieszcza.
W domu przynajmniej tak nie szkoda czasu, który spędza się w czterech ścianach. Gorzej mają ludzie, którzy wybrali się gdzieś dużo dalej.
EDIT: Rozpogodziło się. Pospacerowałem trochę postanowiłem wybrać się na dosyć mocny trening biegowy. Na drugim kilometrze uświadomiłem sobie, że moje ulubione buty właśnie wyczerpały swoje zdolności amortyzacyjne. Co za strata... A już niedługo bardzo szybkie biegi na 5 i 10 kilometrów na terenie Łodzi na których chciałem poprawić swoje życiówki....
wtorek, 21 stycznia 2014
Polska #131 Obrona Częstochowy?
Dziś reprezentacja Polski w piłkę ręczną gra na Mistrzostwach Europy przeciwko Szwecji. Szykuje się kolejna obrona Częstochowy zakończona ułańską szarżą i wygraną w ostatnich minutach jedną bramką?
sobota, 7 grudnia 2013
Polska #126 Zima i Ksawery szaleją
Zimno. W okolicach mojego domu podobno niesamowite zawieje i zamiecie śnieżne. W piątek była tego eskalacja. Ksawery... W województwie łódzkim był prawdziwy sajgon: klik
wtorek, 3 grudnia 2013
Polska #125 Ustroń noch einmal
Do połowy XVII w. Ustroń był cichą, spokojna miejscowością, a jego mieszkańcy zajmowali się rolnictwem, pasterstwem oraz wyrębem drzew. Ta sytuacja zmieniła się, kiedy obszar śląska cieszyńskiego przejęli Habsburgowie. Książę Albrecht rozpoczął w Ustroniu intensywne poszukiwania geologiczne. Przyniosły one odkrycie całkiem zasobnych złóż rud żelaza, na bazie których zaczęto rozwijać przemysł hutniczy. Przez ponad 100 lat do miasta przyjeżdżały tłumy ludzi pragnących pracować przy wydobyciu rudy i wytopie żelaza. Pod koniec XIX wieku, z powodu wyczerpania złóż, wygaszono wielkie piece i od tej pory bardziej intensywnie zaczęły rozwijać się zakłady kuźnicze. To właśnie w Kuźni Ustroń w 1946 roku wykonano prototyp motocykla Sokół 125, później produkowanego w wytwórni warszawskiej.
O przemysłowym rodowodzie osady wiele można się dowiedzieć zwiedzając Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa, otwarte w 1986 roku w dawnym budynku dyrekcji Huty "Klemens". Prawie tysiąc eksponatów prezentuje zwiedzającym działanie różnych maszyn i urządzeń hutniczych oraz powstawanie wyrobów metalowych i technologicznych procesu kucia. Ponadto w obiekcie zgromadzono zabawki ludowe, zabytki sztuki użytkowej, dawne urządzenia wykorzystywane w lecznictwie sanatoryjnym oraz dzieła twórców beskidzkich, np. 20-metrowy obrazy Wesele Góralskie.Wokół muzeum utworzono interesujący skansen kuźniczy. Znajdują się w nim min. ogromne młoty, które dają wyobrażenie o trudach pracy w XIX wiecznych zakładach.
Pierwsze wzmianki o kuracjuszach w Ustroniu datuje się na połowę XVIII wieku, dlatego miejscowość tę można uznać za jedno z najstarszych uzdrowisk w Polsce. Żywiołowy rozwój turystyki zdrowotnej rozpoczął się tu na początku XIX wieku i był związany z ... intensywnie rozwijającym się w mieście przemysłem. Z pozoru te dwa wzajemnie wykluczające sie zjawiska - hutnictwo i usługi uzdrowiskowe - w Ustroniu przez ponad 100 lat doskonale się uzupełniały. W celach leczniczych stosowano gorący żużel wielkopiecowy, który wrzucano do zimnej wody, co uwalniało związki siarki skutecznie zapobiegające dolegliwościom reumatycznym i gośćcowym.
| Pozdrowienia dla fotografa |
środa, 27 listopada 2013
Polska #124 Trudności ze zidentyfikowaniem schroniska na Równicy
Zwiedzając położoną w Ustroniu Równicę napotkałem na mały problem. Mianowicie, gdzie dokładnie znajduje się osławione schronisko? Za pierwszym razem, gdy wbiegłem na górę nie miałem pojęcia jak ono wygląda i przy miernym oświetleniu za schronisko poczytałem sobie okazały Dwór Skibówki, znakomicie prezentujący się z oddali.
A właściwe schronisko ma taką niepozorną bramę i wygląda jak każda inna karczma z regionalnym jedzeniem. Jedynym faktem naprowadzającym na właściwe przeznaczenie budynku są drogowskazy PTTK i mapy regionu, zainstalowane kilkanaście metrów dalej. Ale też nie są one jednoznacznie identyfikowalne z budynkiem. Można by przyjąć, że ot, znalazły się tam, bo to główny punkt Równicy.
poniedziałek, 25 listopada 2013
Polska #123 Równica (884 m.n.p.m.)
Równica to pierwsza góra, którą zdobyłem w życiu. Wysokość nad poziomem morza - 884 metry. Być może zbyt nie powala, ale satysfakcja pozostaje. Niezwykłe były też okoliczności. Wyruszyłem z Hotelu Belweder położonego 500 m.n.p.m. o godzinie 5.30. Próbowałem już o 5.10 ale okazało się, że hotel był zamknięty na głucho. Nikogo na recepcji. Zwłoka okazała się jednak nie najgorszym rozwiązaniem. Wróciłem do pokoju i przeprowadziłem dokładną, mocną rozgrzewkę, która być może uchroniła mnie od kontuzji.
Trasa początkowo była mi znana. Dzień wcześniej zrobiłem sobie pierwsze długie wybieganie po okolicy, a instynkt prowadził mnie prosto na Równicę. Zrezygnowałem jednak około 2,5 kilometra przed szczytem z powodu realnej oceny własnych sił, a przede wszystkim kierowany brakiem wiedzy na temat odległości jaka dzieliła mnie od szczytu. Po powrocie sprawdziłem trasę i jasnym stało się, że środa będzie dniem zdobywania szczytu.
Pierwsza połowa trasy
Najpierw kilometr i 150 metrów z górki, między ustrońskimi hotelami. Następnie około 2 kilometrów względnie płaskiego terenu. Gdy zaczęły się właściwe stromizny Równicy zaczął też padać lekki deszczyk. Pogoda w mojej opinii idealna do biegania (temp. ok 8 stopni Celsjusza). Powoli świtało. Droga na szczyt była kręta ale na szczęście niezbyt wymagająca. Białą linię obok tabliczki Równica Witamy przekroczyłem już w rzęsistym deszczu. Niezbyt mi on doskwierał - miałem na sobie koszulkę termaoaktywną i takież legginsy biegowe, a na wierzch niebieską, leciutką kurtkę przeciwdeszczowa z kapturem. Byłem szczelnie chroniony, nie czułem zimna, nie czułem deszczu.
Druga połowa trasy
Z górki na pazurki. Tam można by ją najlepiej określić. Problemem byl fakt, że rzęsiste opady dodały dużej dozy niebezpieczeństwa biegowi w dół. Na szczęście buty warte były tych kilkaset złotych i nie wpadłem nawet w najmniejszy poślizg. Prawdziwym wyzwaniem okazała się końcówka - ponad kilometr mozolnego wspinania się aleją hotelową zwaną mylnie ulica Zdrojową. Ale dałem radę. Prysznic, śniadanie i zajęcia o radzeniu sobie z konfliktami poprzedzone pokazem zabawek antystresowych.
Poniżej i powyżej zdjęcia zrobione w sobotę. Tego dnia zdobyliśmy Równicę samochodem.
Czerwony Szlak - główny szlak beskidzki
Szlak czerwony rozpoczyna swój bieg w Ustroniu przy stacji PKP (Beskid Śląski) a kończy w Wołosatym (Bieszczady). Przebiega przez Beskid: Śląski, Żywiecki, Sądecki, Niski oraz przez Bieszczady. Pasma: Policy i Gorców. Prowadzi przez wysokie partie tych gór nie omijając szczytów do których w szczególny sposób należy zaliczyć: Stożek, Baranią Górę, Babią Górę, Policę, Turbacz, Lubań, Przechybę, Radziejową, Jaworzynę, Kozie Żebro, Chryszczatą, Okrąglik, Smerek, Tarnicę i Halicz. Każdy z tych szczytów bądź pasm górskich ma swój własny niepowtarzalny klimat i budowę geologiczną. Na szlaku można spotkać dziką zwierzynę i ptactwo. Do najczęściej spotykanych należą niewątpliwie sarny i zające. Do ptaków: sójki, bociany oraz wiele pospolitych " stworzeń " i niezidentyfikowanych do końca przeze mnie ptaków. Pomijając walory przyrodnicze szlaku, nadmienić muszę, że prowadzi on przez wiele ciekawych miejscowości do których niewątpliwie zaliczamy: Ustroń, Rabkę, Krościenko nad Dunajcem, Rytro, Krynicę, Hańczową, Komańczę, Cisną, Ustrzyki Górne. Nie sposób dokładnie opisać wszystkich walorów powyżej wymienionych miejscowości ponieważ każdy ma swój własny osąd którego choć cząstkę pozostawiam czytelnikowi. Poniżej zamieszczam opis trasy, którą przeszedłem w okresach wakacyjnych i nie tylko.
Wiele fajnych zdjęć Równicy i okolic znalazłem tutaj.
niedziela, 24 listopada 2013
Polska #122 Ustroń nocą
Mój pobyt w Ustroniu miał ścisły harmonogram. Śniadanie między 7.00 a 8.30, pierwsze zajęcia warsztatowe od 8.30 do 10.30, potem przerwa kawowa i kolejne zajęcia od 11.00 do 13.00. Następnie obiad, a od 14.00 do 16.00 ostatni blok warsztatowy. Po czym następowała przerwa na kawę, a następnie kolacja od 18.00.
Zestawiając to z godzinami wschodu i zachodu słońca zostawał czas tylko na zwiedzanie Ustronia w okolicach brzasku albo już 'po ciemku". Centrum miasta może nie powalało, ale materiału na jeden skromny post blogowy na pewno starczy.
środa, 20 listopada 2013
Polska #121 Ustroń
Jestem już od trzech dni w Ustroniu. Ale dopiero dzisiaj zaopatrzyłem się w pocztówki. Korzystając z okazji, że WiFi w moim 5-gwiazdkowy hotelu wyjątkowo działa postanowiłem uaktualnić bloga.
Ustroń piękne miejsce.
Dzielę się widokami z balkonu mojego pokoju hotelowego. Sami więc możecie wyrobić sobie zdanie.
A wszystko z jednego balkonu, wykonane zwykłym, kompaktowym aparatem fotograficznym.
piątek, 9 marca 2012
Polska #43 Nikiszowiec
Ta pocztówka jest jedną z moich pamiątek ze zlotu polskich postcrosserów w Katowicach. Poza podpisami fajnych ludzi na odwrocie, przedstawia niezwykłe miejsce, którego historia niesamowicie mnie zaciekawiła.
Nikiszowiec to osiedle w Katowicach, wybudowane według ściśle określonego, innowacyjnego planu, z przeznaczeniem dla robotników i ich rodzin. Miejsce uniklane w całym świecie, nazywane ceglanym arcydziełem, nieskutecznie promowane na skalę ... ogólnopolską. Po prostu Nikiszowiec.
"Najpiękniejsze osiedle robotnicze na Śląsku przypomina miasteczka na południu Europy. Są tu ciasne, wybrukowane uliczki oraz centralny mały plac z kościołem i arkadowymi podcieniami wokół. Magiczny Nikisz, jak zdrobniale nazywają go mieszkańcy, inspiruje od lat malarzy jak i filmowców. Tutaj kręcił swoje filmy Kazimierz Kutz, tutaj powstała większość ujęć ''Angelusa'', poetyckie dzieło Lecha Majewskiego o malarzach prymitywistach z pobliskiego Janowa, często przedstawiających nikiszowieckie pejzaże."- możemy przeczytać na jednej ze stron Gazety. "Nikiszowiec to jedno z najbardziej spójnych założeń mieszkalnych w regionie. Mimo uporządkowanej geometrycznie zabudowy nie ma tutaj monotonni. Architekci podobne budynki rozróżnili wieloma typami detali. Każdy dom ma inny kształt wykuszy, każde wejście do klatki schodowej ma inne obramienie. Niestety w trakcie ostatnich modernizacji wymieniono wiele drewnianych drzwi, rzeźbionych z różnym kształtem szybek, na typowe aluminiowe."
A ja - w Katowicach byłem i nic o tym miejscu nie wiedziałem. Zostawiłem sobie czas na 'samozwiedzanie', poznając tym sposobem wiele ulic i uliczek największego miasta Górnego Śląska. O Nikiszowcu jednak wcześniej nie miałem okazji usłyszeć. Opisywaną pocztówkę kupiłem najsłynniejszym pocztówkowym miejscu ponieważ bardzo mnie zaciekawiła i prezentowała się niezwykle korzystnie w porównaniu z innymi katowickimi kartkami, typu multiview. Później w Centrum Informacji Turystycznej dostałem książeczkę z serii "Katowice in your pocket" i zrozumiałem, jak dużo straciłem. Takie miejsca po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. I wyrobić sobie o nich zdanie. Niewykluczone, że Nikiszowiec i Giszowiec nie przypadłyby mi do gustu, ale kto wie.
Więc na koniec spróbuję wywołać do głosu Katowiczankę, która czyta mojego bloga czasami. Nikiszowiec powinien rzucić jej się w oczy, więc - Pani Lauro - proszę się wypowiedzieć z autopsji na temat Nikiszowca. Mam przyjeżdżać do Katowic jeszcze raz, żeby nadrobić zaległości?
Nikiszowiec to osiedle w Katowicach, wybudowane według ściśle określonego, innowacyjnego planu, z przeznaczeniem dla robotników i ich rodzin. Miejsce uniklane w całym świecie, nazywane ceglanym arcydziełem, nieskutecznie promowane na skalę ... ogólnopolską. Po prostu Nikiszowiec.
"Najpiękniejsze osiedle robotnicze na Śląsku przypomina miasteczka na południu Europy. Są tu ciasne, wybrukowane uliczki oraz centralny mały plac z kościołem i arkadowymi podcieniami wokół. Magiczny Nikisz, jak zdrobniale nazywają go mieszkańcy, inspiruje od lat malarzy jak i filmowców. Tutaj kręcił swoje filmy Kazimierz Kutz, tutaj powstała większość ujęć ''Angelusa'', poetyckie dzieło Lecha Majewskiego o malarzach prymitywistach z pobliskiego Janowa, często przedstawiających nikiszowieckie pejzaże."- możemy przeczytać na jednej ze stron Gazety. "Nikiszowiec to jedno z najbardziej spójnych założeń mieszkalnych w regionie. Mimo uporządkowanej geometrycznie zabudowy nie ma tutaj monotonni. Architekci podobne budynki rozróżnili wieloma typami detali. Każdy dom ma inny kształt wykuszy, każde wejście do klatki schodowej ma inne obramienie. Niestety w trakcie ostatnich modernizacji wymieniono wiele drewnianych drzwi, rzeźbionych z różnym kształtem szybek, na typowe aluminiowe."
A ja - w Katowicach byłem i nic o tym miejscu nie wiedziałem. Zostawiłem sobie czas na 'samozwiedzanie', poznając tym sposobem wiele ulic i uliczek największego miasta Górnego Śląska. O Nikiszowcu jednak wcześniej nie miałem okazji usłyszeć. Opisywaną pocztówkę kupiłem najsłynniejszym pocztówkowym miejscu ponieważ bardzo mnie zaciekawiła i prezentowała się niezwykle korzystnie w porównaniu z innymi katowickimi kartkami, typu multiview. Później w Centrum Informacji Turystycznej dostałem książeczkę z serii "Katowice in your pocket" i zrozumiałem, jak dużo straciłem. Takie miejsca po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. I wyrobić sobie o nich zdanie. Niewykluczone, że Nikiszowiec i Giszowiec nie przypadłyby mi do gustu, ale kto wie.
Więc na koniec spróbuję wywołać do głosu Katowiczankę, która czyta mojego bloga czasami. Nikiszowiec powinien rzucić jej się w oczy, więc - Pani Lauro - proszę się wypowiedzieć z autopsji na temat Nikiszowca. Mam przyjeżdżać do Katowic jeszcze raz, żeby nadrobić zaległości?
sobota, 12 listopada 2011
Polska #25 Zlot w Katowicach
Minął już prawie miesiąc od katowickiego zlotu postcrosserów. Pora więc na pierwsze z niego wspomnienie. Jak widać tyle było rzeczy do roboty, że na zlotowej kartce pomyliłem nawet z rozpędu miasta... Dobrze, że tylko na pocztówce wysłanej 'na pamiątkę' do własnego akademika.
Dzięki zlotowi odwiedziłem wreszcie Górny Śląsk. Zwiedziłem z postcrosserami Katowice, zwiedziłem też troszkę Chorzowa. I muszę przyznać, że podoba mi się atmosfera panująca w tym rejonie. Za to nie mogę wyjść spod wrażenia jak funkcjonuje w Katowicach ruch uliczny. Ludzie poruszają się po ulicach jak tylko mają ochotę, potrafią przejść na skos przez środek ronda w centrum, wychodzą na torowisko przed jadący tramwaj. A co robią kierowcy? Chyba zdążyli się do tego przyzwyczaić.
PS. I po raz pierwszy na moim blogu ilość kartek z Polski przewyższyła Japonię. Ale nie na długo. Od poniedziałku zapraszam na tydzień z Gotochi Cards.
piątek, 7 października 2011
Polska #18 Legendy o Zamku w Olsztynie
Kartka od Kasi.
Dostałem ją pod koniec wakacji. Nie jest to oczywiście kartka z Olsztyna, stolicy Warmii i Mazur, lecz z małej wsi w województwie śląskim.
Z małej wsi z bardzo ważnym zamkiem, a właściwie ruinami tegoż. Został on wzniesiony w okolicach 1306 roku a rozbudowany przez Kazimierza Wielkiego w latach 1349-1359. Zadaniem zamku była ochrona zachodnich granic Królestwa Polskiego przed najazdem od strony Śląska i Czech. Oprócz tego pełnił on funkcję więzienia królewskiego.
W imieniu króla władzę na zamku sprawował burgrabia de Olsten, który posiadał pełnomocnictwo wojskowe i sądownicze. Do dziś pozostanie tajemnicą, czy ów burgrabia nabył nazwisko od zamku, czy zamek nazwano na jego cześć.
Na temat zamku w Olsztynie krąży wiele legend.
Mówi się o tym, że połączony jest podziemnym przejściem z klasztorem jasnogórskim. Liczącym kilkanaście kilometrów, utrzymanym w tajemnicy. Podziemia mają zawierać nawet rzeki, których pływają złote kaczki.
Legenda mówi o zjawie błąkającej się po murach w ciemne noce. Ma być to duch Maćka Borkowica - wojewody poznańskiego, który za udział w konfederacji wielkopolskiej (1348-1352) został najpierw wygnany na 4 lata,a gdy to nie poskutkowało wtrącony do lochu i skazany na śmierć głodową.Codziennie miał otrzymywać tylko dzban wody i ... wiązkę siana. Kara była okrutna. Padają nawet podejrzenia, ze wcale nie chodziło o bunt, ale o romans Borkowica z królową.
Wojewoda poznański o wodzie i sianie wytrzymał podobno 40 dni. Ale jego jęki ustawicznie roznosiły się po całym zamku. I tak zostało do dziś.
Inna legenda mówi o poświęceniu godnym biblijnego Abrahama. W roku 1587 Maksymilian Habsburg próbował zdobyć zamek. Twierdzy, z rozkazu Jana Kazimierza bronił burgrabia Karliński. Oblężenie zamku postępowało powoli. Przypadkiem do austriackiej niewoli dostał się jednak syn burgradii, Kacper Karliński. Wojska Habsburga postanowiły wykorzystać to na swoją korzyść. Zaczęły szturm z potomkiem dowódcy obrony zamku w pierwszej linii. Margrabia obiecał bronić zamku za wszelką cenę, więc sam podpalił lont i sprokurował pierwszy wystrzał armatni dział obrony twierdzy.
Szturm zakończył się klęską Austriaków. Wśród ciał poległych znaleziono również ciało Kacpra. Od tego wydarzenia w wietrzne wieczory koło zamku można usłyszeć płacz dziecka.
Ruiny zamku w Olsztynie posłużyły do nakręcenia bardzo dobrej adaptacji filmowej "Rękopisu znalezionego w Saragossie"
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















