Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kino. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 marca 2014

Polska #141 Wałęsa, Człowiek z nadziei



Obejrzałem dzisiaj film "Wałęsa, Człowiek z nadziei". Muszę przyznać, że zaskoczył mnie całkiem pozytywnie. Uważam, że jest to jeden z najlepszych filmów o nowej historii Polski. Dotyczy spraw budzących wiele kontrowersji, o których każdy sam powinien wyrobić sobie zdanie. Wajda, znany z sympatii do postaci Lecha Wałęsy przedstawił byłego prezydenta w dobrym świetle. Jeśli chodzi o generalny szkic wydarzeń mamy tu do czynienia z obiektywizmem, natomiast wiele drobniejszych akcentów pokazuje nam "Bolka" jako wybitną postać. Elektryka z dosyć prostą powierzchownością, który dzieki sowjej wielkiej charyzmie doprowadził do upadku socjalizmu w Polsce. Czy tak było naprawdę? Powiem szczerze, że nie wiem. Ale jestem zdania, że każdy naród powinien oddawać cześć swoim bohaterom, a Wałęśa taką psotacią jest.

Tytuł filmu stanowi jakby kolejną część trylogii Wajdy dotyczącej "Człowieka z...". O ile jednak "Człowiek z marmuru" i "Człowiek z żelaza" były przejmującymi historiami na temat Polski, to "Człowiek z nadziei" jest obrazem nieco bardziej powierzchownym, ale budującym pozytywne emocje na temat jedynego Polaka, który dostal Pokojową Nagrodę Nobla.

Wady:
1. Wałęsa ukazany niby pozornie jako osoba niepoświecająca czasu rodzinie, ale gdy przyjrzymy się szczegółom - świetny kontakt z dziećmi, rola dzieci w ważnych scenach. Słowem - prawie idealny tatuś.. Coś chyba nie w porządku, nieprawdaż?
2. Spłycenie fabuły i dodanie kilku przaśnych scen, żeby młodziez szkolna chętniej wybierała sie do kina i nie zasnęła na seansie. Zabieg zrozumiały, ale w końcu to film, który został zgłoszony do walki o Oscara.. Zgłoszony zupełnie bez żadnych szans na nagrodę...
3. Luka w kluczowym dla historii momemncie - 13.12.1981-10.11.1982. Wiem, że tak było najłatwiej i masowy widz tego nie wychwyci ale u wszystkich znających tę tematykę na pewno wielki zawód.





niedziela, 15 grudnia 2013

Singapur #36 Czekacie na nowego Hobbita?


"Kurza familia" Hobbita uwielbia, jak sama pisze na odwrocie tej pocztówki. Ja też bardzo lubię. Najpierw poznałem książkę "Hobbit niezwykła podróż" Tolkiena, potem dopiero Trylogię Władcy Pierścieni. Bardzo ciekawa lektura. Ekranizacje filmowe również pozostają w pamięci. Trylogię posiadam w wersjach reżyserskich, w jakości HD. Nowa trylogia jest lekkim naciągnięciem, ale również trzyma poziom.

Premiera filmu "Hobbit: Pustkowie Smauga" za 12 dni. Wybieracie się do kina? Czekacie na uploady w internecie  albo Canal + Film?
A jak już wybieracie się do kina to na 2D czy 3D?

środa, 23 października 2013

Singapur #33 Sesje (2012)



Kolejna część cyklu filmowego inspirowanego Singapurem Tym razem pozycja do której na początku byłem niezbyt przychylnie nastawiany. Jednak po seansie zmieniłem diametralnie zdanie. Opisałem nawet ten film dzisiaj na portalu PrzypadkiMedyczne.pl. Zapraszam do lektury: klik.

Film ma naprawdę dobry klimat. I niezależnie od tego jakie mamy początkowe nastawienie będzie w stanie się obronić. Mark O"Brien ukazany w tym filmie wzbudzi sympatię każdego.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Singapur #32 Stoker




Kino to moja wielka pasja. Uwielbiam oglądać filmy, oceniać je na Filmwebie, przeglądać pod kątem gatunków, aktorów, reżyserów, roczników. Polska i światowa kinematografia to temat rzeka. Na tyle szeroka, że przed dzisiejszym wpisem o kinie nawet na blogu jakby nie patrzeć pocztówkowym wspominałem sześc razy: klik.

Teraz jednak insza inszość. Zaczyna się sezon ogórkowy. Również dla mnie jako autora bloga, ze zrozumiałych przyczyn - odcięcie od internetu 24 h/dobę, jakim dysponowałem w akademiku. Z doświadczenia wiem, że wychodzi to na zdrowie. Ale prowadzenia bloga całkowicie porzucić nie można. Z tego względu jedną z wakacyjnych propozycji będzie króciutki cykl filmowy. A wszystko za sprawą pocztówek od Kury, z Azji od kuchni. Po raz kolejny wielkie dzięki. Kura pewnie sama nie wie, jak dobrze tym razem trafiła. Co do singapurskim pocztówek: mam ich sztuk cztery, a dotyczą bardzo ciekawych filmowych propozycji.

Dziś na talerzu ląduje "Stoker". Film Chan-wook Parka. Koreański reżyser, znany ze słynnej trylogii zemsty tym razem zszedł na wymiar bardziej hollywoodzki. Przedstawia nam historię Indii, dziewczyny wchodzącej w pełnoletność, która traci ojca. Na jego miejsce pojawia się tajemniczy wujek przejawiający dziwne skłonności, które ujawnia również India. Chociażby nie lubi bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi, opiera się przed przytulaniem. Jak to zwykle u Parka już na samym początku filmu dowiadujemy sie wielu ważnych rzeczy o bohaterach, ale mroczniejsze i jeszcze bardziej mroczne cechy ich natury ujawniają się później. Nie łatwo pisać o tym filmie nie zdradzając jego fabuły. Nie będę więc spojlerował, aczkolwiek warto zwrócić uwagę, że jest to film, któremu nawet zdradzenie fabuły bardzo by nie zaszkodziło.

"Stoker" z całą pewnością jest znakomitym początkiem przygody z twórczością Chan-wook Parka dla osób, które nie miały okazji albo jeszcze nie przekonały się do jego koreańskich filmów. Tematyka zemsty, doskonałe ujęcia, uczta wizualna - na pewno zachęcą. Jeśli natomiast fabularnie film według odbiorcy się nie obroni, a fascynacja reżysera różnymi mrocznymi stronami ludzkiej natury widza nie zainteresuje to po inne dzieła Parka nie ma co sięgać. Tak mi się przynajmniej wydaje.

"Stoker" to też doborowa obsada. Pozycja obowiązkowa dla fanów Mii Wasikowskiej, Nicole Kidman czy Jackie Weaver, a także nieco mniej znanego Mathew Goode'a.  I rzecz jasna dla miłośników Chan-wook Parka. Zaskakujący jest fakt, jak reżyser ten potrafił doskonale odnaleźć się również w Hollywood.



sobota, 1 czerwca 2013

Radostki - O Muzeum Bajki Se-Ma-For

"Radostki" 2009, Magdalena Osińska

Dziś 1 czerwca, dzień w którym każdy z nas może znowu poczuć się dzieckiem. Chociaż pewnie inaczej patrzy się na Dzień Dziecka, kiedy samemu się jest dzieckiem. Pożyjemy, zobaczymy.






W łódzkim SE-MA-FOR-ze w czasie Nocy Muzeów było ciekawie. Największą atrakcje stanowiła niewątpliwie mała sala kinowa,w której puszczano najpierw bajki, później animacje dla coraz starszych widzów, a na koniec takie pozycje jak "Świteź" czy "Miasto płynie". Muzeum ma świetnie wyposażony sklep z pamiątkami i całym mnóstwem bajkowych zabawek. Wystawa aż tak bardzo mi się nie podobała. Ale oscarowe statuetki zdobyte przez "Tango" i "Piotruś i wilk" niewątpliwie robią wrażenie.

A jakie są wasze ulubione bajki z SE-MA-FORa?
Dla ułatwienia do wyboru:
                                         Miś Uszatek
                                         Przygody Misia Colargola
                                         Mały Pingwin Pik-Pok
                                         Trzy Misie
                                         Maurycy i Hawranek
                                         Plastusiowy pamiętnik
                                         Plastelinki
                                         Zaczarowany ołówek
                                         Ferdynand Wspaniały            
                                         Przygód kilka wróbla Ćwirka
                                         Przygody kota Filemona
                                         Trzy misie
                                         Opowiadania Muminków

Ja chyba z powyższych najwięcej oglądałem przygód Filemona i Bonifacego. Chociaż "Muminki" ciekawsze.







środa, 29 maja 2013

PWSFTViT w Łodzi - Noc Muzeów 2013




Dziś kolejna pocztówka z Se-ma-fora posłuży mi do opisania jednego z miejsc, jakie miałem okazję zwiedzić  nocy z 18 na 19 maja. Padło na łódzką Filmówkę, ponieważ atmosfera tej instytucji - oglądanie etiud filmowych Romana Polańskiego, Witolda Leszczyńskiego i kilku innych twórców w obszernej, niezwykle wygodnej sali projekcyjnej (która de facto, poza słynnymi schodami do niej prowadzącymi była jedyną atrakcją dla zwiedzających) wspomnianej uczelni wiele miała wspólnego z seansem Ichthys. Krótka forma filmowa - mnóstwo symboliki, sporo niedopowiedzeń - rozrywka kulturalno-intelektualna w wygodnym kinowym fotelu. Jedno i drugie na najwyższym poziomie.

Poza tym trudno nie zauważyć, że niemal wszyscy twórcy filmów krótkometrażowych Se-ma-fora są absolwentami kierunku reżyserii filmu animowanego na łódzkiej PWSFTViT. Se-ma-for daje im później pracę, ale pierwsze szlify zdobywają na tej samej uczelni co reżyserzy filmów fabularnych.

Przy tej okazji trzeba napisać parę słów o samym Ichthys. Jest to bardzo ciekawy obraz, który zawiera w sobie to co w filmach lubię najbardziej - magię. Magię kina. Mały zwiastun: klik Film trwa 16 minut. Jak na ukazanie opisywanej historii  to całkiem dużo czasu. Różne płaszczyzny analizy filmu Marka Skrobeckiego zostały ciekawie opisane tutaj. Warsztat pracy artysty na przykład tutaj. Chyba wszystko, aby wyrobić sobie własne zdanie. Na koniec polecam dotrzeć do pełnej wersji "Ichthys" i sprawdzić jakie wywrze na was wrażenie. Jest to film dla każdego odbiorcy.



Wiem że nie ostre, ale jakoś głupio było mi robić
to zdjęcie jakby nie było zwykłemu szczeblowi schodów.
No ale skoro nie wiele tam mają więcej ciekawego

poniedziałek, 25 lutego 2013

Singapur #19 Opera...




Poznaliśmy wreszcie rozstrzygnięcia tegorocznych Oscarów. Nagrody te wzbudzają od kilku lat moje zainteresowanie. Nie sama gala, z której po prostu czytam relację już po fakcie corocznych rozstrzygnięć, ale 'porcja' dwudziestu kilku filmów które dodaje do swojej listy 'do obejrzenia'. A szczególnie dziewiątki nominowanej do głównej nagrody. W większości są to filmy dobre albo bardzo dobre więc jako fan kina mam niejako obowiązek z nimi się zapoznania.

Tak się składa, że "Operację Argo", która w tym roku wygrała obejrzałem jako pierwszy film z nominowanych w najważniejszej kategorii. Czyżby jakiś znak? I muszę przyznać, że pomimo faktu, iź nie wiedziałem nic o filmie, a oczekiwałem czegoś bardziej militarnego, film Afflecka bardzo mi się spodobał. Sam dałbym Oscara 'Django' Quentinna Tarantino, ale zdawałem sobie sprawę, że nie jest to realne rozstrzygnięcie.

Długo się zastanawiałem jaką kartkę można byłoby połączyć z Oscarami. Z Iranu nic nie mam, związanego z kinem czy science fiction też nie. Pocztówki amerykańskie aż tak bardzo nie pasowały. Ale opera. To jest to. W końcu finałowa gala rozdania Oscarów to jedna wielka opera mydlana.




Dla zainteresowanych chińską opera: klik


czwartek, 8 marca 2012

Japonia #46 Audrey na Dzień Kobiet




Dzisiaj 8 marca, Międzynarodowy Dzień Kobiet. Dzień, w którym każdy mężczyzna powinien sprawić, aby kobiety (a szczególnie ta jedna) jego życia poczuły się wyjątkowo. Prezentowana pocztówka przyszła do mnie pod koniec stycznia, ale czekała z publikacją właśnie na dzisiejszy dzień. Kartka nie byle jaka z resztą. Od Mari, niezwykłej kobiety z Japonii, i w dodatku z nieoficjalnego zlotu Postcrosserek w Tokio. Pocztówka ze zdjęciem Audrey Hepburn...

Dzień Kobiet to święto ustanowione dla upamiętnienia walki kobiet o prawo do człowieczeństwa.
Mimo, iż jeden wiek w dziejach ludzkości wydaje się mgnieniem, niełatwo jest jednoznacznie ustalić genealogię tego święta, bo źródła podają niejednolite interpretacje.

1. Czemu więc 8 marca jest Dniem Kobiet?
Pierwsza interpretacja nawiązuje do 20 lutego 1829 roku gdy kobiety amerykańskie masowo wyszły na ulice, domagając się praw politycznych, po czym uznając datę za pierwszy dzień wyzwolonych kobiet, w latach następnych kontynuowały jego tradycję, organizując manifestacje propagujące idee socjalistyczne i żądając praw wyborczych. Działalność sufrażystek (suffragium - głos wyborczy) zyskiwała poparcie i popularność, solidaryzowały się z nią organizacje socjalistyczne i kobiece, także europejskie, w tym Bratnia Socjaldemokratyczna Partia Niemiec wydając solidarnościową ulotkę w ogromnym jak na te czasy nakładzie 2,5 miliona egzemplarzy. Nagłaśniany problem dyskryminacji kobiet oficjalnie dostrzegł Fryderyk Wilhelm, obiecując im w 1848 roku przyznanie praw wyborczych, czego zresztą nie dotrzymał.

Druga interpretacja sięga do 1857 roku, gdy w Nowym Jorku strajkujące w fabryce tekstyliów kobiety postulowały skrócenie czasu pracy i zrównanie praw i zarobków z prawami i zarobkami mężczyzn. Tezie przeczy współczesna amerykańska historyczka, Temma Kaplan, twierdząc, iż nie ma historycznych dowodów tego strajku.

Trzecia odwołuje się do 1908 roku, kiedy to odbył się strajk kobiet pracujących w nowojorskiej fabryce bawełny, domagających się zrównania ich zarobków ze stawkami dla mężczyzn. Właściciel fabryki pozamykał drzwi fabryki z uwięzionymi kobietami, które nie mogły się wydostać po wybuchu pożaru. Zginęło wówczas 126 pracownic.

W 1910 roku kobiety z Organizacji Socjaldemokratycznej w Danii zwołały spotkanie na rzecz obrony praw kobiet. Niecały rok później w Danii, Austrii, Niemczech, Holandii i Szwjacarii odbyły się pierwsze obchody święta. 25 marca 1911 roku 140 pracujących kobiet, głównie imigrantek z Włoch i Żydówek zginęło w wyniku pożaru fabryki Triangle Shirtwaist.

W 1917 roku w Rosji 8 marca, doszło do strajku kobiet. Niestety protest odbył się wbrew zakazowi policji i został krwawo stłumiony, ale zapisał się na kartach jako walka o równouprawnienie i przyczynił do przyznania kobietom praw wyborczych. Dokładnie 8 marca jeden z parlamentarzystów przedstawił w parlamencie angielskim wniosek o przyznanie kobietom praw wyborczych. Nic dziwnego, że to ostatecznie 8 marzec jest świętem kobiet w większości państw europejskich.

2. W jakich krajach obchodzony jest Dzień Kobiet?
W Albanii, Algierii, Armenii, Azerbejdżanie, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Brazylii, Burkina Faso, Kamerunie, Chinach, Kubie, Włoszech, Laosie, Kazachstanie, Kirgistanie, Macedonii, Mołdawii, Mongolii, Czarnogórze, Polsce, Rumunii, Rosji, Serbii, Tadżykistanie, Ukrainie, Uzbekistanie, Wietnamie i Zambii.

W większości miejsc obchodzony jest bardzo podobnie, kobiety dostają od mężczyzn kwiaty i czekoladki, ale już w Rosji święto kobiet jest dniem wolnym od pracy. Również w Chinach panie mają trochę wolnego od pracy - dostają pół dnia dla siebie. A w Wietnamie dzień kobiet jest dwa razy w roku - 8 marca i 20 października. W Portugalii i Rumunii kobiety świętują swój dzień bez udziału mężczyzn, spotykają się i bawią w żeńskim gronie.We Włoszech każda pani dostaje bukiecik kwiatków, ale panie również obdarowują inne panie - mamy, przyjaciółki i znajome.

Jak można zauważyć czytając powyższą listę Dzień Kobiet nie jest obchodzony w Japonii, i  trzeba to podkreślić przy tej pocztówce, żeby kogoś przypadkiem nie wprowadzić w błąd. W Japonii świętem jest Biały Dzień, przypadający 14 marca, miesiąc po Walentynkach. W Kraju Kwitnącej Wiśni panował bowiem zwyczaj, że 14 lutego to Panie obdarowywały swoich mężczyzn. Możemy nawet przeczytać na wielu polskich stronach iżWalentynki to w Japonii dzień składania czekoladowych hołdów mężczyznom przez kobiety. Jednak nie jest to do końca  prawda. Japońskie panie już od kilku lat coraz bardziej się 'wycwaniają' i większość z nich dostaje czekoladki od mężczyzn i w Walentynki i w Biały Dzień.  Podsumowując temat japoński, warto dodać, że w marcu swoje święto mają też japońskie dziewczynki. Mowa o Hinamatsuri, Święcie Lalek. Niedawno, również od Mari dostałem piękną, przestrzenną pocztówkę w kształcie wachlarza z tego święta, podobną do tej z Kodomo-no-hi, Święta Chłopców. Teraz mam cały komplet.


3. Moje blogowe życzenia ;)
Z okazji Dnia Kobiet składam wszystkim Paniom, które dziś i nie tylko dziś tutaj zajrzały jak najserdeczniejsze życzenia. "Bądźcie zawsze kochane przez świat, piękne jak róże bez wad". Życzę Wam dużo uśmiechu, radości i 'lekkości' ducha.






Ciekawe swoją droga ile Pań dziś tutaj zajrzy? Jeśli macie ochotę zostawcie komentarz - będzie łatwiej oszacować.

Dzień kobiet to też dobra okazja do napisania paru słów o Audrey Hepburn, uważanej za jeden z symboli kobiecości. Audrey urodziła się w Belgii, jako córka brytyjskiego bankiera i holenderskiej arystokratki. w czasie II wojny światowej przebywała w Holandii, gdzie cierpiała głód i ciężko chorował. Odbiło się to później na jej zdrowiu, co starała się zawsze ukrywać przed światem. Po wojnie jej rodzina przeniosła się do Londynu, gdzie Audrey bezskutecznie próbowała zostać primabaleriną. Jej kariera rozkwitła  dopiero po przeprowadzce do Nowego Jorku.  W 1951 roku zaczęła występy na Broadwayu, by po pół roku zagrać razem z Gregorym Peckiem w filmie "Rzymskie wakacje". Dostała za tę rolę Oscara, ale każdy pamięta Audrey głównie za rolę Holy w "Śniadaniu u Tiffany'ego".

Chyba nie sposób zapomnieć tej eleganckiej, a jednocześnie niezwykle kruchej kobiety. W pamięci nie tylko kinomanów pozostaną jej role w „Rzymskich wakacjach”, „Zabawnej buzi”, „My Fair Lady”, „Szaradzie”, wreszcie wspomnianym „Śniadaniu u Tiffany’ego” (słynna scena, gdy Audrey, siedząc na parapecie, śpiewa „Moon River”, jest wręcz kultowa) i wielu, wielu innych, lepszych i gorszych filmach. We wszystkich potrafiła stworzyć spójny i fascynujący wizerunek sceniczny, który nadal nie przestaje urzekać kolejnych pokoleń wielbicieli srebrnego ekranu.




wtorek, 31 stycznia 2012

Dania #1 Prywatna szkoła Herlufsholm (Herlufholm)



Zastanawia mnie czy w napisie na tej kartce jest błąd. Miejsce na niej przedstawione to Herlufsholm, prywatna szkoła, założona przez admirała Herlufa Trolle'a.  Oczywiście o literkę 's' nie ma co się spierać, tym bardziej, że nazwa pochodzi od duńskiego nazwiska i brak czy też dodanie 's' to tylko kwestia utrudnienia bądź ułatwienia jej wymowy. Chociaż i tak dziwi mnie, że Google nie znajduje ani jednego wyniku dla Herlufholm, skoro nazwa w takiej formie pojawia się na pocztówce.

Przechodząc jednak do sedna. Tą kartkę sam sobie wybrałem z galerii pocztówek na wymianę przemiłej Dunki, nie mając przy tym pojęcia, że dotyczy tak ciekawego dla mnie aspektu. Jestem bowiem wielkim fanem duńsko-szwedzkiego filmu Ondskan/(Zło). Nominowanej swego czasu do Oscara adaptacji filmowej książki znanego szwedzkiego pisarza Jana Guillou. Ondskan opowiada o kilkunastoletnim Eryku, który z powodu problemów wychowawczych zostaje wysłany do prestiżowej, prywatnej szkoły Stjansberg, w której dużą uwagę przykłada się do 'wychowywania" młodszych uczniów przez starszych.

                               
Uczniowe Herlufsholm
Eric z "Ondskan"

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Życie w szkole poddane jest totalnej kontroli; społeczność uczniowska podzielona jest na dwie klasy: uprzywilejowanych uczniów liceum, zasiadających w Radzie, ich przyjaciół i znajomych, oraz podporządkowanych im całkowicie uczniów niższych klas, narażonych na szykany i szkolną „falę”. Można zatem rozpatrywać „Zło” także w kontekście politycznym. W pewnym sensie jest to bowiem również powieść o totalitaryzmie.

W Stjansberg mówiąc prosto sytuacja wygląda bardzo źle. Nauczyciele są nieudolni, w żaden sposób nie potrafią wpłynąć na to co dzieje się z uczniami po zakończeniu zajęć. Niektórzy z nich żyją w świecie iluzji, jak pewien belfer od historii i literatury, inni zwyczajnie przymykają oczy. A wśród uczniów dominuje okrucieństwo wobec młodszych i słabszych. Wszyscy wiedzą, że za kilka lat 'odbiją' sobie wszelkie upokorzenia na młodszych rocznikach. Błędne koło się zamyka. Erik nie zamierza się jednak na to godzić.

Okazuje się też, Erik to dojrzały, młody człowiek, który jako jedyny spośród całej społeczności  zachował człowieczeństwo, nie stracił swojego honoru, osobowości i potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Jego problemy w poprzednich szkołach wynikały z konfliktu z ojczymem, który go regularnie bił.
Końcówka filmu przez wielu odbierana jest jako nieporozumienie, przyzwolenie na przemoc. Wydaje mi się, że takie opinie wydają ludzie, którzy niewiele tak naprawdę wiedzą o życiu. Dla mnie Ondskan doskonale pokazuje granice po przekroczeniu której pewne rzeczy można już tylko rozwiązać najbardziej kategorycznie, nie czekając na pomoc ze strony innych. W jednej z recenzji tego filmu przeczytałem porównanie Erika do Punishera, który z wielką precyzją i zimną krwią odpłaca swoim wrogom. I coś w tym jest. Ale nie ma w tym ani odrobiny fikcji. Erik to postać z krwi i kości, doskonale wykreowana, bardzo inteligenta i nieuginająca się pod presją. W książce Guillou główny bohater miał 14 lat, w filmie już 16 i chyba zabieg ten dodał mu więcej wyrazistości.


Herlufsholm, ale tereny, gdzie kręcono "Ondskan" były bardzo podobne

Teraz trochę o samym Herlufsholm, bo w końcu to tę szkołę, a nie filmową kartka przedstawia. Pięknie położona placówka reklamuje się jako najlepsze miejsce, w którym młodzi ludzie 'nauczą się" być odpowiedzialnymi i wykształconymi obywatelami. Herlufsholm chwali się również faktem, iż nauczyciele mieszkają tuż obok uczniów i proces kształtowania osobowości i zachowań społecznych trwa nieprzerwanie, podczas całego pobytu.  W szkole jest miejsce dla około 250 uczniów, między 12 a 19 rokiem życia.

Przyjemność nauki w tej szkole obcokrajowiec może odczuć za jedyne stokillkadziesiąt tysięcy koron rocznie... Rodzice młodego Duńczyka idącego normalnym państwowym systemem zapłacą tylko 40 tysięcy koron za rok

Herluf Trolle z żoną, założyciele Herlufsholm z roku 1565
Jan Guillou autor książki "Ondskan"














Tak więc dzięki czystemu przypadkowi można dostać taką ciekawą pocztówkę. I nie zdawać sobie z tego bardzo długo sprawy. Ale w końcu człowiek ma od czegoś bloga --> służy przecież dowiadywaniu się różnych rzeczy o swoich pocztówkach. Miał być krótki, typowy wpis o Danii i odwołanie do piłkarzy ręcznych, którzy zostali w niedzielę Mistrzami Europy a wyszedł elaborat na temat duńskiego szkolnictwa i mojego postrzegania filmu "Ondskan". Uwielbiam tego bloga.


Duńczykom gratuluję zdobytego w niedzielę Mistrzostwa Europy

niedziela, 21 sierpnia 2011

Polska #13 Tatarak w Grudziądzu


Tą kartkę dostałem w ramach nagrody w loteri filmowej wygranej tak trochę z rozpędu - spodobały mi się jej zasady. Nie byłem bowiem przekonany, czy kartka z kadrem z planu filmowego może przypaść mi do gustu i wzbogacić moją kolekcję. Wypadki potoczyły się jednak inaczej. Doszedłem do wniosku, ze skoro mam pocztówkę, to koniecznie muszę obejrzeć też film. I narodziła się z tego taka oto recenzja. Film jest bowiem niezwykły. I przede wszystkim porusza tak mi bliskie tematy medyczne.A poza tym to kawał dobrego kina, w reżyserii Andrzeja Wajdy.

Moją skromną recenzję 'Tataraku' możecie przeczytać klikając w powyższy link, ale warto i tu również wspomnieć odrobinę o fabule. Jest bowiem dosyć skomplikowana i dzieje się na różnych płaszczyznach. Siła tego filmu tkwi jednak w prostocie. W sposobie ukazywania walki człowieka z nieuleczalną chorobą. W prawdzie bijącej z ust Krystyny Jandy, gdy opisuje śmierć własnego męża.

I jeszcze wypada w tym miejscu podziękować Gosi z Torunia, która tąże pocztówkę mi wysłała a wcześniej odgadując powiązania mocy wszelakich zechciała wyróżnić własnie taką nagrodą w loterii polecony przeze mnie film. Ciekawe, czy sama go obejrzała. Koreański I saw the devil bowiem wyrywa się w pamięci wieloma synapsami nerwowymi...