Dzisiaj pomimo juwenaliwoej gorączki panującej na całym osiedlu studenckim od czwartkowego popołudnia wziąłem udział w XXXI Biegu o Srebrne Czółenko Włókiennicze. Okazało się to świetną opcją. Na trudnej, liczącej chyba trochę ponad 10 kilometrów trasie zająłem 17 miejsce, uzyskując czas 45 miniut 18 sekund, tylko o 22 sekundy gorszy niż w Biegu Piotrkowską. Forma więc nadal się utrzymuje. Co lepsze jutro również biegnę "Dziesiatkę" - na Poligonie na Brusie Bardziej rekreacyjnie. Chociaż czy bieganie po dawnym poligonie można nazwać rekreacją?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 maja 2014
niedziela, 25 maja 2014
Polska #149 Intensywny dzień
Ostatnio dzieje się mnóstwo. Mam tyle zajęć, że na codzienne pisanie bloga - mimo szczerych chęci, nadarzających się okazji i wielu pomysłów na to, "co by tu dzisiaj wrzucić" po prostu brak czasu. 24 maja był dla mnie kolejnym intensywnym dniem. Rano Parkrun Łódź numer 100 - oficjalna próba nowych butów Adidas Cool Clima Ride. Nowych dla mnie, bowiem model ten na rynek został wprowadzony w 2011 roku. Udało się go nabyć po okazyjnej cenie, a co najważniejsze buty te swietnie leżą, są wygodne, przewiewne i nie ogranaiczają tak ruchów stopy jak Kalenji Long Distance 2013. Po Parkrunie - przebiegniętym zachowawczo, ale jednak z nienajgorszym rezultatem - 22:02 trzeba było się szybko zregenerować. O 18.30 czekał mnie start w być może najszybszym biegu na 10 km w sezonie. 12 Bieg Piotrkowską zgormadził na starcie prawie 3 tysiące osób. Oferował również rywalizację w kategoriach branżowych - min. dla lekarzy właśnie. Liczyłem więc na dobre miejsce, pomimo tego, że to był mój absolutny debiut w biegu na szybkiej trasie na takim dystansie. Końcowy rezultat 44 minuty 56 sekund musi satysfakcjonować. W klasyfikacji generalnej lekarzy zająłem 7 miejsce. Zabrakło 40 sekund, żeby zmeiścić się na podium. Spóbujemy za rok.
Do akademika wróciłem o 20.35. O 20.45 zaczął się finał Ligi Mistrzów. Po pasjonującym pojedynku i dogrywce wygrał tak jak prorokowałem Real. Decima, czyli dziesiąty w historii klubu Puchar Europy stał się faktem. Hala Madrid!
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Polska #144 Tydzień maratoński
Maraton już w najbliższą niedzielę. Koronny start sezonyu na królewskim dystansie w niemal rodzinnym mieście. Będzie się działo.
Tak wygląda mój maratoński strój, gromadzony od pażdziernika. Najstarsze są buty, a najmłodsze spodenki i czapeczka- dokupione w poprzednim tygodniu ze względu na coraz lepsze warunki pogodowe. Aczkolwiek w odwodzie pozostają biegowe legginsy i cieplejsza czapka.
W doborze stroju kierowałem się przede wszystkim wygodą, trwałością i ceną, ale są też dwa jego elementy mające dodatkową funkcję. Koszulka z Juwenaliów 2013 z napisem "Nie ma Byka na Medyka" oraz chusta wielofunkcyjna z serii znaki zodiaku: Byk. Elementy te mają działać jako talizmany i motywować do walki z samym sobą, a poza tym personalizują mój strój - większość pozostałych produktów jest decathlonowskiej marki Kalenji, bardzo popularnej wśród łódzkich biegaczy.
A tak wygladały mój ostatni sprawdzian przed dystansem królewskim - 10 kilometów po Parku Julianowskimw ramach peirwszych zawodów Letneigo cyklu Grand Prix Łodzi.
Gdyby ktoś chciał mnie wypatrywac na trasie będę miał numer 304.
niedziela, 30 marca 2014
Polska #142 Kontrola prędkości w Parku!
To już naprawdę przesada. Straż Miejska wczoraj ustawiła w Parku Poniatowskiego, na 200 metrów przed metą biegu znak ograniczenia prędkości, a tuż za nim przenośny fotoradar, który zrobił zdjęcie każdemu ze 191 uczestników biegu. Mandaty się posypią. Mają być wysłane jutro, tak żeby dotarły do odbiorców na 1 kwietnia. Czekamy więc do wtorku na ostateczne rozstrzygnięcie...
Co do samego biegu - 22 minuty 36 sekund - mój szósty czas w życiu na 5 kilometrów. Z 9 dotychczas uzskanych. A po biegu niemal natychmiast - obajwy zapalenia zatok... Nie wiem, co poszło nie tak. Przecież było dosyć ciepło, a jeszcze rano czułem się całkiem dobrze. Dzisiaj jest ponad 15 stopni Celsjusza, a ja zamiast zrobić dlugie, około 20-kilometrowe wybieganie muszę siedziec w pokoju i się oszczędzać. Na lepszą życiówkę na 5-tce jeszcze przyjdzie czas. Może na LCJ Runie,do którego zapisy startują już jutro, w samo południe.
Co do samego biegu - 22 minuty 36 sekund - mój szósty czas w życiu na 5 kilometrów. Z 9 dotychczas uzskanych. A po biegu niemal natychmiast - obajwy zapalenia zatok... Nie wiem, co poszło nie tak. Przecież było dosyć ciepło, a jeszcze rano czułem się całkiem dobrze. Dzisiaj jest ponad 15 stopni Celsjusza, a ja zamiast zrobić dlugie, około 20-kilometrowe wybieganie muszę siedziec w pokoju i się oszczędzać. Na lepszą życiówkę na 5-tce jeszcze przyjdzie czas. Może na LCJ Runie,do którego zapisy startują już jutro, w samo południe.
niedziela, 23 marca 2014
Polska #139 IV Półmaraton Pabianicki ZHP
Właśnie odpoczywam po powrocie z Pabianic. Wystartowałem w 4 Pabianickim Półmaratonie ZHP z myślą poprawienia swojej życiówki, uzyskanej w Półmaratonie Szakala dookoła Lasu Łagiewnickiego. Wynosiła ona 1h 57 minut 45 sekund, więc na szybkiej, dosyć płaskiej asfaltowej trasie w drugim co do liczby mieszkańców mieście aglomeracji łódzkiej zadanie nie było trudne. Udała mi się nawet ekstremalna poprawa - o 15 minut! Nie wiem, czy kiedykolwiek w moich rezultatach powtórzy się aż taki progres. Największe pole do manewru daje maraton, ale szczerze powiedziawszy do swojego maratońskiego debiutu za 3 tygodnie jestem nieźle przygotowany, i wątpię, czy już jako lekarz w trakcie specjalizacji bedę w stanie solidniej podejść do treningów. Czas pokaże. A na razie fotorelacja i trochę tekstu - o wspomnianym półmaratonie.
Obecny czas: 1 godzina 42 minuty 42 sekundy.
Całkiem dobra życiówka. Będę bardzo miło wspominał Pabianice. Cała impreza była zorganizowana niemal perfekcyjnie. Warto podkreślić, że jest to jedyny półmaraton w Polsce, którego przeprowadzeniem zajmują się w całości harcerze. Było widać dużo entuzjazmu oraz zaangażowanie ze strony bardzo dużej liczby wolontariuszy, głównie z ZHP. Pabianiczanie również dopisali na trasie, pomimo padającego deszczu.
Obecny czas: 1 godzina 42 minuty 42 sekundy.
Całkiem dobra życiówka. Będę bardzo miło wspominał Pabianice. Cała impreza była zorganizowana niemal perfekcyjnie. Warto podkreślić, że jest to jedyny półmaraton w Polsce, którego przeprowadzeniem zajmują się w całości harcerze. Było widać dużo entuzjazmu oraz zaangażowanie ze strony bardzo dużej liczby wolontariuszy, głównie z ZHP. Pabianiczanie również dopisali na trasie, pomimo padającego deszczu.
Aby dotrzeć do Pabianic na czas otwarcia Biura Zawodów (8.00-10.00) musiałem wstać o 6.30. Pojechałem najpierw tramwajem numer 15 do ronda Lotników Lwowskich, a następnie, o 8.06 wsiadłem do tramwaju 41, który w niedziele jeżdzi co godzinę. Do przystanku Mały Skręt można jechać tym tramwajem na normalnej migawce - czyli okresowym bilecie mpk w Łodzi. Poza Małym Skrętem trzeba kupić bilet aglomeracyjny, tudzież zwykły bilet na jeden przejazd - 20- lub 40-minutowy. Najbliższym MOSiRowi przystankiem okazały sie okolice kościoła św. Jana. Stamtąd został jeszcze ponad kilometr do przejścia ulicą Kilińskiego.
Biegaczy ugościł pabianicki MOSiR. Biuro zawodów, kantyna w której można było dostac za darmo herbatę, kawę oraz neisamowity smalec z ogókami i grubymi pajdami bardzo dobrych gatunków chleba, sektor z dmuchanymi zabawkami dla dzieci znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu. Szatnie i depozyt w Hotelu Włókniarz, gdzie też przygotowane pokoje w specjalnej cenie dla zainteresowanych uczestników.
Biegaczy ugościł pabianicki MOSiR. Biuro zawodów, kantyna w której można było dostac za darmo herbatę, kawę oraz neisamowity smalec z ogókami i grubymi pajdami bardzo dobrych gatunków chleba, sektor z dmuchanymi zabawkami dla dzieci znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu. Szatnie i depozyt w Hotelu Włókniarz, gdzie też przygotowane pokoje w specjalnej cenie dla zainteresowanych uczestników.
W Biurze Zawodów dostałem pakiet startowy (o któym później) oraz min. mapę biegu. Jak widzicie było to jedno duże kółko, z niezbyt długą, charakterystyczną agrafką w okolicach 16 kilometra. Trasa biegu posiadała atest Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. To było w najkrótszej linii dokąłdnie 21 kilometrów i 97,5 metra. Układajacy trasę musiał więc zrobić agrafkę, żeby dostosować długośc biegu co do dziesiatych części metra. Skoro już o atestowaniu tras to napiszę o Cyklu 8 Biegów o Puchar Marszałka Województwa Łódzkiego. Dzisiejszy półmaraton otworzył ten cykl w roku 2014. Zdradze wam też, że zdązyłęm się już zapisać na biegi nr 2,3 i 4, nawet nie wiedząc, że ukałdają sie w jeden cykl.
Ale do rzeczy. Po przebraniu się, zostawieniu rzeczy w depozycie, rozgrzewce nadszedł moment startu. Teraz wiec zdjęcie z cyklu Gdzie jest Wally? Może ktoś wypatrzy mnie na nim.
Po biegu znowu szatnia, uzupełnienie płynów i obiad dla zawodników. Tym razem nie typowa dla biegów masowych grochówka ale coś znacznie ciekawszego.
Do akademika wrócięłm około 15.40. A tak wyglądał pakiet startowy po rozpakowaniu. Najciekawszym elementem jest z pewnością ręcznik - znak rozpoznawczy zawodów w Pabianicach, alternatywa dla bardzo powszechnych koszulek z innych znanych długich biegów. Z innych wyróżniających się rzeczy - jedna para skarpetek ... dziecięcych, rozmisr 22-26... Widać jeden zez sponsorów tylko dziecięce produkuje.
Medale wręczano oczywiście na mecie, nie w pakietach startowych co sugerować mogłoby moje powyższe zdjęcie.
piątek, 21 marca 2014
Polska #138 Znowu o bieganiu, wieczornym bieganiu z czołówką
Nie znudziło mi się jeszcze PhotoFancy, więc kolejna pocztówka stworzona za pośrednictwem tej ciekawej strony. Niebawem powinna zostać wysłana z Niemiec do moich rodziców, ale skan mogę opublikować już teraz. Mam nadzieję, że nigdzie po drodze nie przepadnie. Multiview zawsze mneij preferowałem, ale przy tworzeniu własnych pocztówek kolaże dają więcej możliwości.
Pierwsza część dzisiejszego wpisu będzie o BnO, bieganiu na orientację - krótka relacja z czwartkowego, ostatniego startu w ramach Łódź Park Tour na Retkini. Osiedle Symatyczna, które gościło po raz pierwszy ekipę z Orientusia okazalo się bardzo ciekawą i przyjazną lokalizacją do tego typu zawodów. Znakiem rozpoznawczym tej edycji była niewątpliwie kładka nad ulicą Wyszyńskiego, przez którą dwa razy przebiegał każdy ze startujących. Kładka była również miejscem gdzie stał fotograf i każdego z uczestników starął sie uwiecznić.
Start masowy zaowdników w każdej z sześciu aktegorii był równbież pewną nowością. Nie wiedizałem do końca, czy każdy ma taką samą mapę, czy sa różne warianty. Postanowiłem się jednak tym zupełnie nie przejmować i biec zgodnie z mapą, nie oglądając się na innych. Pod wzgledem fizycnzym byłem rpzygotowany bardzo dobrze, do startu podszedłem na luzie - w efekcie... zgubiłem sie trzy razy. Dokładnie rzecz biorąc straciłęm na trzech punitach kontrolnych po 3-5 minut, bo biegając w mieście naprawdę trudno zgubić się całkowicie.
A druga część... Druga część będzie o wieczornym bieganiu z czołówką na głowie w Parku Poniatowskiego. Na trasie parkrunowskiej, ale w odwortną stronę. Dzisiejszego wieczoru, w ramach II Biegu z okazji Dnia Uprowadzoneń przez Obcych.
http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/3374403,lodzki-bieg-uprowadzonych-przez-obcych-zdjecia,20,id,t,sg.html#galeria-material
Bieg na 25 kilometrów został niespodziewnaie przerwany. Każdy biegacz w momencie kończenia swojego drugiego okrążenia (5 km) był porywany na kilka sekund przez Niezidentyfikowany Obiekt Latający.... Co oni z nami wyczyniali... Po kilku sekundach biegacze wracali na miejsce startu, a czas na 25 kilometrów uzyskiwany był z przemnozenia czasu na 5 km w specjalnym formularzu w Excelu przygotowanym przez Obcych.
To były dwa stosunkowo delikatne starty. W pierwszym biegło mi sie bardzo dobrze, problem natomiast było samo znajdowanie kolejnych punktów kontrolnych. W drugim przez dużą część dystansu biegłem jako pierwszy i w pewnym momencie miałem też problemy z utrzymaniem się na właściwej trasie. Inaczej biegnie sie jako lider po nieoznacoznej trasie, a inaczej goniąc kogoś innego.
Już w niedzielę natomiast bieg ze znacznie wyższej półki - IV Półmaraton Pabianicki. Największy półmaraton w województwie łódzkim. Organziwoany w całości przez pabianickich harcerzy. Ze specjalnymi okolicznościowymi ręcznikami w pakietach startowych. Na liście startowej biegu jest w tym momencie 889 zapsianych i opłaconych osób. Robi wrażenie, biorąc pod uwagę, ze w Półmaratonie Dookoła Lasu Łagiewnickeigo startujących było o połowę mniej. A to w końcu Łódź i lesne ścieżki zamiast asfaltu.
Trasa IV Pabianickiego Maratonu ZHP jest atestowana więc stawiam sobie bardzo konkretny cel - ustanowienie dobrej 'życiówki". Dotychczasowe 1h 57min 45sekund powinno zostać wyraźnie poprawione.
czwartek, 13 marca 2014
Łódź - Maraton już za 30 dni!
Został ostatni miesiąc do zmierzenia się z dystansem 42 kilometów i 195 metrów. Wiem już, że dzięki łągodnej i krótkiej zimie moje przygotowania były prostsze i wygodniejsze. Daleko odbiegały jednak od ideału. Zaliczyłem kilka startów kontrolnych, z których najdłuższym dystansem było 25 kilometrów - przebiegnięte 2 marca. Na nic dłuższego przed maratonem się nie zdecyduję. Za tydzień czeka mnie próba generalna - Półmaraton Pabianicki. Na podstawie czasu w nim uzyskanego można będzie ostrożnie prognozować rezultat na 'dystansie królewskim'.
Marzec jest dla mnie miesiącem, w którym chce zrobić duży kilometraż na treningach i zawodach. Na dzień dzisiejszy mam przebiegnięte jednak tylko 51 km. Trzeba się więc brać do roboty. Pogoda fenomenalna, staż cząstkowy z chirurgii wcale nie najgorszy do treningów o 15-16.00.
A pocztówka - tak wiem, bardzo z bieganiem związana... Ale ma w sobie jakąś tajemniczość, wyzwanie, różnorodność. Taką jak pierwszy w życiu maraton. I jest po prostu kozacka.
![]() |
| A to logotyp oficjalnej koszulki - ma być jednak z długim rękawem |
![]() |
| Organziatorzy pokazali nawet jaką wdoę przygotowali na maraton. Nie bez pwoodu z dodatkiem magnezu. |
sobota, 15 lutego 2014
Rosja #13 Bróóóódka! Złoty medal dla Głowna!
Rosja to stan umysłu. Gdybym dostał taką pocztówkę w ramach Postcrossingu, ale z innego kraju nie byłbym zadowolony. Ale z Rosji - proszę bardzo. Doskonale pasuje do dzisiejszego dnia, w którym miałem sie ostro uczyć, a ostatecznie poszedłem na konferencje naukową poświęconą EKG, dokończyłem powtórkę z psychiatrii i pochłonęły mnie igrzyska. Ale teraz już do rzeczy i do sukcesu pana Bródki.
Abstrakcja! Zbigniew Bródka, strażak z Domaniewic koło Głowna zdobył złoty medal w wyścigu na 1500 metrów łyżwiarzy szybkich. Wygrał ze srebrnym medalistą, Holendrem zaledwie o 3 tysięczne sekundy!
Rosyjska trzynastka wcale nie tak pechowa! Można różnie patrzeć na IO w Soczi, ale są to igrzyska dla Polski rewelacyjnie. Przed nimi w całym dorobku zimowych startów mieliśmy dwa złote medale. Teraz nasi reprezentanci zdobyli kolejne 3! A dziś jest jeszcze konkurs na dużej skoczni w skokach narciarskich, w następnym tygodniu konkurs drużynowy oraz start Justyny Kowalczyk na 30 km. Są drużyny panczenistek i panczenistów. Jest moc!
Swoją drogą niezwykle warty uwagi był również mecz hokeja na lodzie Rosja - USA toczący sie w tym samym czasie co zawody panczenistów. Remis, dogrywka i osiem serii rzutów karnych. Zakończony zwycięstwem Stanów Zjednoczonych.
niedziela, 9 lutego 2014
Polska #133 Jak motyle!
Mam prostą zasadę przy prowadzeniu bloga. Jeden post dziennie maksymalnie. Ale dzisiaj muszę zrobić wyjątek. Po rewelacyjnym konkursie naszych skoczków narciarskich należy im sie wyrażenia podziwu. Byli po prostu niesamowici. Kamil Stoch, Maciej Kot, Jan Ziobro zaprezentowali się rewelacyjnie. Trzeba jeszcze znaleźć czwartego do brydża (tu nadal boleję mimo wszystko nad brakiem w Soczi Klemensa Murańki) w konkursie drużynowym i będzie epicko.
Tak jak dzisiaj w wykonaniu Kamila Stocha. To już nie następca Małysza, tylko skoczek tworzący nową historię tej dyscypliny.
Pocztówka z Muzeum motyli, które mieści się we Władysławowie. Od Szymona i Klaudii.
Rosja #12 "The bird of luck" tudzież relacja z pierwszego dnia prawdziwych zmagań w Soczi
Czeboksary nad rzeką Wołgą, stolica republiki Czuwaszja. "The bird of luck" and Taganait - the stone of sun and love. Takie rosyjskie atrakcje widokówkowe. Tanya z Postcrossingu napisała mi, że to miejsce dobre na ... piknik. Właściwie, czemu nie?
IO w Soczi rozkręcają sie coraz bardziej. Dzisiaj nauka chirurgii szła mi całkiem nieźle. Na tyle nawet dobrze, że obejrzałem przynajmniej po fragmencie większości dzisiejszych transmisji z zimowych zmagań olimpijskich. Ciekawe doświadczenie. Dla letnich igrzysk olimpijskich w moim wykonaniu jako widza to niemal norma, ale jeśli chodzi o zimowe czempionaty dotychczas nigdy aż tak uważnie im się nie przeglądałem.
Niestety do LEKu pozostały tylko dwa tygodnie - tyle ile do końca igrzysk. I w kolejnych dniach będę mógł sobie pozwolić jedynie na absolutne minimum, czyli śledzenie poczynań naszych skoczków narciarskich i Justyny Kowalczyk.
Dosyć ciekawie było również na panczenach. Bardzo dobry występ zanotował Jan Szymański, który przez długi czas prowadził. Wydawało się, że może przełożyć się to na bardzo wysokie miejsce. Niestety startujący na końcu stawki łyżwiarze przyćmili dokonania Polaka i ostatecznie zajął on 13 miejsce. Zanosiło się, że po medal sięgną reprezentanci gospodarzy. Jednak Holender Sven Kramer okazał sie bezkonkurencyjny i pobił rekord świata na 5 kilometrów. Jego rodacy zajęli z resztą pozostałe pozycje na podium. Holandia... W innych sportach zimowych reprezentanci tego kaju się nie liczą, ale znaleźli dla siebie idealną niszę i z każdej wielkiej imprezy wracają z workiem medali.
Kolejną transmisją na którą sie skusiłem były fragmenty biathlonu mężczyzn. Jedna z moich ulubionych dyscyplin. Bieg na nartach z karabinem na plecach. W pozycji stojącej strzela sie do czarnego pola wielkości pomarańczy, na leżąco do środka tego czarnego pola - wielkości orzecha włoskiego. Za każde pudło trzeba biegać rundę karną. Doskonała zabawa. A zawody (sprint na 10 km) wygrał Ole Einar Bjoerndalen. 40-letni sportowiec, który startuje z wielkimi sukcesami odkąd tylko pamiętam. Tragicznie zaprezentowali się nasi biathloniści, którzy plasując się poza pierwszą 60-tką wystąpili w roli turystów.
Prawdziwą wisienką na torcie były wieczorne kwalifikacje przed niedzielnym konkursem na średniej skoczni w skokach narciarskich. Zanim jednak zostały one rozegrane można było przeczytać o amerykańskim bobsleiście, który zatrzasnął sie w łazience. Uratowała go tylko jego niezwykła siła, która pozwoliła na zdemolowanie rosyjskich niedoróbkowych drzwi i oswobodzenie sie z opresji.
Zaiste zacny widok. Inne problemy miał polski narciarz alpejski, który zachorował z powodu warunków panujacych w hotelowym pokoju. Tak przynajmniej twierdzi: klik. Życzę powrotu do zdrowia na superkombinację panu Maciejowi. Może niech zrobi z hotelowymi dywanami, pościelami, drzwiami i oknami to co Amerykanin? Przynajmniej nie byłby odbierany jako taki bidulek, który skarży się na niedobrych Rosjan i cały świat.
Przypadła mi także do gustu transmisja z ostatniego przejazdu snowboardowego slopstyle'a, Sporo się w tej konkurencji dzieje. Ciekawym doświadczeniem było też oglądanie jazdy na muldach kobiet z podkładem dźwiękowym w postaci nieudolnych zmagań polskich operatorów dźwięku. Samo anrciarstwo na muldach dużo mniej ciekawe niż snowboard. Przyjemnie jak zawsze oglądało sie jazdę figurową na lodzie kobiet. Wrażenie zrobiła 15-letnia Rosjanka swoim programem krótkim. Startowała wśród solistek w ramach drużynowych zmagań - to jedna z innowacji na igrzyskach.
I wreszcie nadszedł czas na skoki narciarskie. Wystartowało 61 zawodników, więc tylko 11 odpadło ze zmagań i nie zobaczymy ich jutro po 17.00. Polacy nie zawiedli. Najsłabiej wypadł Jan Ziobro, któremu organizatorzy ostatecznie pozwolili startować z napisem na nartach "Luz w dupie". Oby tego luzu naszym skoczkom nie zabrakło jutro - wydają sie bowiem być w zacnej formie.Chciałbym widzieć cała czwórkę w pierwszej dwudziestce. A kciuki tak jak cała Polska bedę ściskał za Kamila Stocha. Ma wielu mocnych rywali, którym skocznia w Soczi leży: Austriaków Haybecka i Schlirenzauera, Niemca Andreasa Wanka i Severina Freunda, opuszczającego ostatnie zawody Norwega Andersa Bardala, zawsze mocnego na imprezach docelowych Szwajcara Simona Ammana oraz wicelidera Pucharu Śiwata - Słoweńca Petera Prevca. Ja jednak wierzę, że Kamil upora się z nimi wszystkimi.
Fatalnie zaprezentowali się reprezentanci gospodarzy, którzy nie zdobyli żadnego medalu.
Rosja - medal? Niet.
Dziś odbywały się też mecze hokeja na lodzie kobiet. Akurat nie przepadam, poza tym byłoby tego zbyt wiele na jeden dzień. Hokeiści zaczną zmagania od czwartku. Bardzo ciekawie zapowiada się pierwszy grupowy mecz Rosja - Finlandia.
Nadszedł wiec koniec mojej małej relacji. Wiem, ze bardzo odbiegłem od pocztówkowej tematyki. Nie pierwszy raz z resztą. Wybaaczcie.
sobota, 8 lutego 2014
Rosja #11 Pokaz siły
Rosja to kraj którego obywatele uwielbiają dawać pokazy siły. Albo przynajmniej marzą im się one w odniesieniu do ich ojczyzny. Rosja w obiegowej opinii to przecież stan umysłu.
Miałem się o tym nawet okazję przekonać na Postcrossingu. Dostałem bowiem pocztówkę od pewnej Rosjanki, upamiętniająca Dzień Czerwonej Armii. zwany inaczej Dniem Obrońcy Ojczyzny. W kontekście historii Rosji i Polski najbardziej stosowne to nie było, nie uważacie?
Ale jestem tolerancyjny, a kartka moim zdaniem dobrze oddaje rosyjską mentalność więc została dołączona do mojego zbioru jako jedna z najbardziej jaskrawych i mimo wszystko ulubionych z tego dzikiego kraju.
Jak Rosjanie będą prezentować swoją siłę na IO w Soczi?
Miałem się o tym nawet okazję przekonać na Postcrossingu. Dostałem bowiem pocztówkę od pewnej Rosjanki, upamiętniająca Dzień Czerwonej Armii. zwany inaczej Dniem Obrońcy Ojczyzny. W kontekście historii Rosji i Polski najbardziej stosowne to nie było, nie uważacie?
Ale jestem tolerancyjny, a kartka moim zdaniem dobrze oddaje rosyjską mentalność więc została dołączona do mojego zbioru jako jedna z najbardziej jaskrawych i mimo wszystko ulubionych z tego dzikiego kraju.
Jak Rosjanie będą prezentować swoją siłę na IO w Soczi?
Odpowiedź poznany w najbliższych dniach. Ale już ceremonia otwarcia dała do myślenia. Nie otworzył się płatek śniegu mający przekształcić się w piąte olimpijskie kółko. Ale zwróciliście uwagę, który z kontynentów został w taki sposób wyróżniony? Amerykański. Przypadek?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































