Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieżowce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieżowce. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2013

Japonia #68 Minato Mirai 21 - efektowny widok



Co tu długo mówić. Jedna z moich ulubionych pocztówek. Idealnie wkomponowuje się w szatę graficzną bloga. Przysłana prosto z Japonii więc nietrudno się domyślić, że od mojej tokijskiej przyjaciółki, Mari.

Minato Mirai 21 to centralna dzielnica biznesowa Yokohamy, drugiego co do wielkości miasta Japonii i największego portu morskiego tego kraju. Nazwa zajmującego 180 hektarów obszaru oznacza "Port Przyszłości 21". Kompleks został zbudowany w 1983 roku. Teren pod budowę początkowo nie zapowiadał się rewelacyjnie - obszar dawnych doków, tereny osuszane na potrzeby rozwoju miasta. Efekty są jednak oszałamiające. Dziś stoi tam między innymi Landmark Tower - najwyższy drapacz chmur w Japonii, a samo Minato Mirai może pochwalić się wystąpieniem w filmie Godzilla kontra Mothra.

Szerzej o MM choćby tutaj, ale po angielsku: klik.

Dla mnie jest to na pewno bardzo ważna pocztówka w japońskiej zbieraninie przeróżności, jakie przez ponad 2 lata postcrossingu, prywatnych wymian itd. udało mi się zebrać. Jakby nie patrzeć już sześćdziesiąta ósma kartka z Kraju Kwitnącej Wiśni, która pojawia się na blogu. Połowa z nich to były Gotochi - niesamowita seria 'wybierająca' wszystko co tylko się da najciekawszego z danej prefektury i propagująca to poprzez pocztówki na skalę światową. Ale kartki spoza tej serii też niczym nie ustępują. Najlepszy przykład ta dzisiaj prezentowana. Swoją drogą ma ona swoją odpowiedniczkę w japońskim Posta Collect: klik


http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Minato_Mirai_In_Blue.jpg

niedziela, 29 stycznia 2012

USA #12 Centrum Los Angeles


Aerial view of downtown Los Angeles.


Zapisałem się na egzamin dyplomowy z chirurgii na 8 lutego a oznacza to ni mniej ni więcej, że muszę się ostro wziąć do nauki. Szczególnie na jego drugą, ustną część. Tak więc jeśli chodzi o uaktualnianie bloga zapowiada się dłuższa przerwa. Może będą jakieś wyjątki, ale tylko w przypadkach szczególnych.

Spójrzcie na jedną z moich pierwszych postcrossingowych kartek. Dostałem ją 23 lutego 2011, ponad 11 miesięcy temu. Jej nadawca od 7 miesięcy nie uczestniczy już w tym międzynarodowym projekcie. Szkoda. Napisał mi bardzo fajną wiadomość na odwrocie. Przekonałem się o tym jak już udało mi się rozwikłać jego styl pisma.

Pamiętam ten dzień, w którym przyniosłem do pokoju 3 kartki z 3 różnych stron świata, aby je dokładnie obejrzeć. Moje pierwsze doświadczenia z Postcrossingiem. Parę dni wcześniej przyszła Japonia, ale tamtego dnia dotarły do mnie same dumnie prezentujące się pocztówki z wieżowcami: z Hong KonguAustralii i Los Angeles, każda innej wielkości. Wtedy ich ilość i zbliżona tematyka mnie nieco przytłoczyły - dzisiaj same kartki doceniłbym bardziej. Z drugiej strony fakt ich otrzymania smakował wtedy wyjątkowo i nie da się już tego powtórzyć.

Jak pokazuje pocztówka wszystko w USA jest duże, tak jak centrum Los Angeles. W USA wszystko jest wielkie: wielkie przestrzenie, wielkie pustynie, wielkie stepy, wielkie góry,wielkie drzewa, wielkie odległości, wielkie samochody, wielkie wiezowce, autostrady, stadiony, a Amerykanie mają wielkie ego!
Przypomina się od razu kilka dialogów z filmu "Kochaj albo rzuć". W filmie tym przewodnik oprowadzający głównych bohaterów po Chicago twierdził, że w USA jest największy na świecie pomnik Chopina, więc z pewnością lepszy niż ten w Warszawie. I wszystko inne też największe - rzecz jasna. A Pawlak po poznaniu Stanów stwierdził:  "Jaki czort kazał Kolumbowi odkrywać tę Amerykę." Choć chodziło mu w tym kontekście bardziej o luźne obyczaje i brak pewnych tradycyjnych wartości...


Wracając do wielkości. Oj dużo, dużo tej chirurgii jest...

Co prawda dużo lepszy jest drugi tom tej książki,
 ale niech będzie i pierwszy
Pozdrawiam z mroźnej Łodzi. Do następnego wpisu.

sobota, 3 grudnia 2011

Brazylia #4 Ach, ta Brazylia


No i polscy siatkarze zostali pokonani. Wygrali dwa pierwsze sety w znakomitym stylu, prowadzili w trzecim 8-3 i zeszło z nich powietrze. Ze mnie z resztą też. Nie sposób ich skrytykować, bo ja przed telewizorem jeszcze bardziej niż oni uwierzyłem, że Brazylia jest na kolanach. Miliony Polaków myślało zapewne podobnie.

Chyba to nasza cecha narodowa - cieszenie się z sukcesu, gdy piłka jest jeszcze w grze. Mamy inną mentalność niż Brazylijczycy, Amerykanie. Oni grają zawsze do końca. Ale na szczęście różnica sportowa jest nikła - nawet może na korzyść Polski. Mam nadzieję, że na igrzyskach wreszcie uda się utrzeć nosa Brazylii.

Z awansu trzeba się cieszyć i budować nadal siłę drużyny. Bardzo lubię obecną generację polskich siatkarzy i mam nadzieję, że wreszcie zdobędą jakieś złoto. Pierwsza szansa na wielki tryumf już jutro. Wystarczy wygrać za 3 pkt z Rosjanami i Polska zostanie zwycięzcą Pucharu Świata! Wstanę o 3.00 i będę dopingował naszych. Od pierwszej do ostatniej minuty - trzeba wreszcie przezwyciężyć tą mentalność.


środa, 30 listopada 2011

Hong Kong #1 Miejsce narodzin ptasiej grypy


Hong Kong to specjalny rejon administracyjny Chin, znany mi najbardziej z faktu, że wybuchła tutaj w 1997 roku pierwsza epidemia ptasiej grypy. Niedawno na wykładzie z Chorób Zakaźnych miałem okazję o niej posłuchać, wygrzebałem więc jeszcze więcej informacji i zeskanowałem kartkę, którą dostałem dawno temu, jako jedną z pierwszych na Postcrossingu.

Dokładnie 9 maja1997 roku doszło w Hong Kongu do złamania bariery gatunkowej. Wirus ptasiej grypy A/H5N1/, który nigdy nie był chorobotwórczy dla człowieka, stał się patogennym, niejednokrotnie ze skutkiem śmiertelnym. Pierwszą ofiarą śmiertelną był trzyletni chłopczyk. Łącznie zachorowało 18 osób, z czego 6 zmarło. Wirus przenosił się od drobiu na człowieka, nie było możliwości zakażenia człowieka od człowieka. W celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa spalono kilka milionów ptaków hodowlanych. Ponadto WHO zarekomendowało 10 reguł, jakie muszą zostać spełnione aby móc bezpiecznie dopuścić drób hodowlany do spożycia.

W 2006 roku Hong Kong został uznany za obszar pandemiczny ptasiej grypy (jeśli chodzi o zwierzęta, nie ludzi). W Polsce nie zanotowano jednak żadnych przypadków zachorowania człowieka. Wykryto jedynie pojedyncze zachorowania wśród zwierząt - łabędzi, indyków, kur.

Do roku 2010 na ptasią grypę A/H5N1/ na całym świecie zachorowało 507 osób. Stanowczo zbyt mało aby wprowadzać panikę. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia co roku w świecie choruje z powodu 'klasycznej' grypy od ok. 330 milionów do 1,575 miliarda ludzi, a umiera od 500 000 do 1 miliona. Ptasia grypa jest natomiast realnym zagrożeniem dla drobiu. W rejonach gdzie się pojawia podejmowane są drastyczne środki polegające na utylizacji całych hodowli.


Dzieci w jednym z przedszkoli w Hongkongu w maskach, które mają je uchronić przed wirusem grypy A/H1N1. Z powodu wykrycia tego wirusa u 12 uczniów władze Hongkongu nakazały zamknięcie na dwa tygodnie szkół podstawowych, przedszkoli i żłobków (rok 2006)

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Japonia #13 Centrum Tokio nocą



Ta kartka była dołączona do mojej 'kulturowej' koperty z Japonii.  Obok pocztówek z Maiko girls, Kodomo-no-chi, sushi czy carp streamerami. Japonia i jej stolica to bowiem nie tylko historia, tradycje ale również nowoczesność. Tokio wraz z Jokohamą i innymi miastami nad Zatoką Tokijską tworzy megalopolis skupiające ponad 35 mln ludzi.

W stolicy Japonii ponad 100 metrów ma przeszło 300 budynków. Większość z nich to biurowce, ale coraz częściej przeznaczane są na mieszkania czy też hotele.  Wraz z niesamowicie rozwiniętą technologią elektroniczną w Kraju Kwitnącej Wiśni wszechobecne są najnowocześniejsze trendy architektoniczne. Niezwykła jest zachowywana mimo to harmonia - dowód na to, że nowoczesność i tradycje mogą zgodnie koegzystować.

Oczywiście każdego z nas fascynuje raczej tradycyjna strona Kraju Kwitnącej Wiśni. Postępu jednak nie zatrzymamy. Ale trzeba go wdrażać z rozsądkiem, a Japonia może tutaj służyć jako przykład.




poniedziałek, 4 lipca 2011

Australia #1 Kraj sprzeczności



Pora aby na blogu pojawiła się kartka z Australii, jako piątego kontynentu po obu Amerykach, Europie i Azji. Przywędrowała ona ze stolicy stanu Quinsland, czyli Brisbane. Jest to jedno z większych miast australijskich. Zostało założone w roku 1824 jako kolonia karna.

Australia to najmniejszy z kontynentów. Nie można jednak zapomnieć, że powierzchnią odpowiada w przybliżeniu Stanom Zjednoczonym. Jest to miejsce pełne sprzeczności. Bardziej przypomina inną planetę niż kontynent. Podróż bezdrożami kraju Aborygenów sprawia wrażenie rejsu po suchym oceanie, Kiedyś były tutaj łańcuchy górskie dorównujące Mount Everestowi. Z biegiem tysiącleci uległy wypiętrzeniu i starciu. Dziś jest to najrówniejszy z kontynentów, zawiera pozostałości morza śródlądowego a na południowym wybrzeżu ciągnie się najdłuższy na świecie ciąg klifów przybrzeżnych - pozostałości dawnego przejścia na teren Antarktydy.
W samym środku kontynentu z pustynnej równiny wystaje monumentalna skała Ayers Rock, zwana przez Aborygenów Uluru - miejsce spotkań. Ten najwyższy na świecie monolit wyrasta 348 metrów ponad powierzchnię i prawie 10 km obwodu. Zbudowany jest z czerwonego piaskowca, powstałego na dnie morza przed ponad 650 mln lat. W wyniku ruchów skorupy ziemskiej skała została wyniesiona nad powierzchnię morza i przechylona - stąd charakterystyczny pionowy układ warstw. Od ponad 10 tysięcy lat jest miejscem kultu, świętą górą Aborygenów.

Również niezwykła jest fauna Australii. Większość żyjących tam zwierząt jest unikalna. Kangury, misie koala, kolczatki, dziobaki, dzikie psy dingo, mrówki miodowe -wszystkie zadziwiają miłośników przyrody.

Pewnie niektórzy z czytających zastanawiają się jak ten tekst ma się do wyżej zamieszczonej kartki. Australia jest krajem sprzeczności, dlatego jest w  niej również miejsce na bardzo rozwinięte miasta z drapaczami chmur. Kartka przyszła do mnie ze stolicy, Canberry. nadawczyni pisze właśnie o swoim mieście. A na pocztówce zdjęcie Brisbane. Tak jak mówiłem - kraj sprzeczności.





sobota, 14 maja 2011

USA #4 The Empire State Building



Kartka od Matiego. Przyszła w kilka sekund od wypisania. Obyło się więc bez stempli pocztowych i znaczków, żaden listonosz nie pogniótł jej też w swojej torbie.

Przedstawia Empire State Building, wieżowiec w centrum Nowego Yorku, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli całych Stanów.
W tym momencie ESB osiągając wynik 381 metrów od ziemi znajduje się na 11 miejscu wśród najwyższych budynków na świecie. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone ustępuje tylko wieżowcowi Willis Tower mieszczącemu się w Chicago, wybudowanemu dla korporacji Sears w 1973 roku.
Prace przy budowie Empire State Building zakończono w roku 1931 i prze ponad 40 lat był to najwyższy budynek na świecie. Razem z Chrysler Building (1930 rok, 318.9 metrów) oraz American International (1932 rok, 290.2 metra) również położonymi w Nowym Jorku, stanowią trzy zdecydowanie najstarsze obiekty na liście najwyższych budynków świata.

Żaden z nich, nawet prowadząca w rankingu Burdż Chalifa z Dubaju (828 metrów!!) nie jest nawet w połowie tak popularny jak Empire State Building. Nikt przecież nie zna się na marketingu tak jak Amerykanie a same Stany są przecież dla bardzo wielu obiektem nieustannych westchnień.

Skąd pochodzi nazwa budynku? Nie ma tutaj skomplikowanej genezy. Sam stan Nowy Jork określany jest jako Empire State. A building to z języka angielskiego budynek..

Statystyki Empire State Building:
1. Liczba kondygnacji 102
2. Ciężar ponad 360 tysięcy ton
3. Jako piorunochron każdego roku 'neutralizuje' około 100 piorunów
4. Posiada 73 windy
5. Całkowity koszt budowy wraz z kupnem gruntu wyniósł 41 milionów dolarów (zgodnie z warunkami panującymi w roku 1931)
6. Jest zaliczany do 7 cudów współczesnego świata... ale tylko przez Amerykańskie Stowarzyszenie Budownictwa...