Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 stycznia 2014
Holandia # 18 Zdaj LEKko
Lekarski Egzamin Końcowy - runda zimowa 2014 odbędzie się 22 lutego. Zostało niecałe 6 tygodni. Pora ostro wziąć sie za robotę. Także niestety - zapowiada się kolejne 'zmrożenie' blogowej aktywności.
Za oknem pada śnieg więc trochę letnich klimatów dla równowagi.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Holandia #17 Koniec z pediatrią!
![]() |
| Z holelnderskiego na angielski; If you are looking for a experienced nurse, you tell me. I will come and take care of you. |
Prawda że urocza i sympatyczna pocztóweczka? Takie rzeczy to tylko na oficjalnym, międzynarodowym forum postcrossingu do zdobycia. Z tej oto galerii: klik. Pani ma jeszcze karteczkę z Hello Kitty, w wersji z lampą Clara na kociej główce i myszowatą apteczką, ale nie wiem, czy się skuszę.
Przechodząc do rzeczy - zakończyłem dzisiaj moją studencką przygodę z pediatrią. Z bardzo pozytywnym wynikiem. Na ostatnim ustnym egzaminie u profesora Młynarskiego dostałem komplet punktów. Nic tylko się cieszyć. Trochę radości więc wyrzucam się z siebie również za pośrednictwem bloga.
Jednak żeby tak miło nie było. Jeszcze trzy egzaminy przede mną: dwa z medycyny ratunkowej i jeden, ustny z chorób wewnętrznych. Naprawdę odpowiedni egzamin na zakończenie tych niesamowitych, sześcioletnich studiów. Ale wiedzą trzeba się wykazać na nim bardzo dużą.
piątek, 5 kwietnia 2013
Holandia #16 Mów mi doktor
Na studiach medycznych jest takie powiedzenie/przesąd.
Jak zdasz biofizykę, czyli pierwszy egzamin na studiach wiesz, że się nadajesz.
Jak zdasz anatomię (największą cegłę, też na pierwszym roku) to wiesz, że będziesz lekarzem.
Jak zdasz internę, to wiesz kiedy będziesz lekarzem.
Kierując się tym przesądem stwierdzam od dziś, że wiem kiedy będę lekarzem. Oczywiście deklaracja może zbyt pochopna bo egzamin z chorób wewnętrznych jest trzystopniowy, a póki co zdałem tylko jego pierwszą testową część ale 'historia dzieje się na naszych oczach'. Poza tym mam dobry humor, a dziś nadszedł również czas na pocztówkę numer 400 na blogu.
Swoją drogą rewelacyjną holenderską kartkę z bardzo fajnym wizerunkiem lekarza. W dodatku jest to pocztówka numer 80, która znalazła się pod kategorią medycyna.
Piękne liczby.
Ja ze swojego wyniku jestem bardzo zadowolony. Po błyskawicznym pozytywnym rozpatrzeniu jednego zastrzeżenia ostatecznie zabrakło mi tylko jednego punktu do oceny bardzo dobrej. To naprawdę coś. Nie ukrywam, że od długiego czasu zastanawiam się nad specjalizacją z chorób wewnętrznych i dlatego egzamin z interny traktuje bardzo poważnie. Mam świadomość, że jeszcze mnóstwo wiedzy z tej dziedziny do zdobycia przede mną, ale pierwsze kroki już poczynione.
Z mniej optymistycznych rzeczy: zostało mi jeszcze 9(!) egzaminów do zdania: 2 części interny, trzy pediatrii, 2 medycyny ratunkowej, onkologia i okulistyka.
Najbliższe trzy miesiące zapowiadają się więc ciekawie.
piątek, 28 grudnia 2012
Holandia #15 Merry Christmas
Co myślicie o tej pocztówce? Dodam tylko, że jeśli się przyjrzeć dokładniej widać zarys choinki lekko uwypuklający się nad napisem Merry Christmas. Dla mnie jest stanowczo zbyt mało kolorowa i nie wysłałbym jej nikomu. Ale studentka Food Design & Innovation wybrała ją dla mnie, więc wypadało ładnie podziękować.
Swoją drogą dzisiaj dostałem inny, bardzo miły spóźniony prezent pod choinkę. Otóż wygrałem kalendarz w konkursie zorganizowanym prze oficjalny facebookowy fanpage "Jednego z Dziesięciu". Wystarczyło napisać pytanie do tego teleturnieju, na które odpowiedzią będzie jedno z następujących pojęć - choinka, karp, Sylwester, tradycja, sztuczne ognie, Św. Mikołaj, szampan. Próbowałem swych sił w każdym z tych wariantów. Docenione zostało pytanie następującej treści:
Pytanie muzyczne - Słuchamy Jacka Kaczmarskiego. Jaki tytuł nosi ta piosenka? odp: tradycja
Pytanie muzyczne - Słuchamy Jacka Kaczmarskiego. Jaki tytuł nosi ta piosenka? odp: tradycja
Może kiedyś to pytanie pojawi się nawet w teleturnieju! Także uważajcie, jeśli ktoś w przyszłości się do programu wybiera. A od roku 2013 w "Jednym z dziesięciu" zmiany. Nowa scenografia, zawodnicy przez cały odcinek siedzą sobie wygodnie na krzesłach zamiast stać - zmiany na lepsze. Aż szkoda, że jeszcze muszę odczekać trzy lata, żeby ponownie wziąć udział w eliminacjach
czwartek, 13 grudnia 2012
Holandia #14 O medycynie paliatywnej
Ta pocztówka jest poważna. Artystyczna, z głębią. Intencją autora było poruszenie problemu tzw. "The last generation of little-foot women in China". Zdjęcie zostało zgłoszone w 1995 roku do konkursu World Press Photo. Pocztówka wydana następnie przez Art Unlimited Amsterdam a dostałem ją od przesympatycznej Wilmy, poznanej na Facebooku.
Nie chciałbym jednak tutaj pisać zbyt dużo o chińskich staruszkach ze zdeformowanymi przez głupie zwyczaje stopami klik, a tym bardziej o tematach codziennych, błahych. Korzystając niejako z pewnego mroku jaki ta pocztówka ze sobą niesie napiszę parę słów o umieraniu. Pod kątem dzisiejszych ćwiczeń klinicznych z medycyny paliatywnej
Wstępem do rozmowy z pacjentami przebywającymi na oddziale opieki paliatywnej były dwa rozdziały z książki doktora Tomasza Dzierżanowskiego zatytułowanej "Zimne wody Styksu". Książki bardzo ciekawej, niezwykle osobistej, zdradzającej całkiem spory talent literacki autora, ale przede wszystkim pokazującej problem relacji lekarza z umierającymi na nieuleczalne choroby pacjentami, reakcji ich rodzin, osób najbliższych w obliczu tak ciężkiej próby. Książki bardzo pouczającej. Cieszy mnie to, że moje studia, na co dzień tak ścisłe i konkretne, czasem podejmują tak bliskie humanistom tematy. I to nawet na zajęciach klinicznych.
Warto bowiem wiedzieć, że ludzie to takie stworzenia, które zawsze chcą żyć. I każdy dzień, wyrwany chorobie jest dla nich sukcesem. Prośby o śmierć, o eutanazję tak naprawdę są wołaniem o pomoc i zwróceniem na siebie uwagi. Dużym problemem w medycynie paliatywnej jest ból. I często dochodzi do sytuacji w których jest o źle leczony, przez co przesłania cały obraz świata chorego terminalnie pacjenta. Ale jeśli ból 'odejmiemy' - uśmierzymy za pomocą silnych lub bardzo silnych leków, jakimi medycyna dysponuje sytuacja zmienia się diametralnie.
Często chodzi też o brak opieki, brak osoby bliskiej, celu w życiu. Wszystko to można zmienić.
Nie chciałbym jednak tutaj pisać zbyt dużo o chińskich staruszkach ze zdeformowanymi przez głupie zwyczaje stopami klik, a tym bardziej o tematach codziennych, błahych. Korzystając niejako z pewnego mroku jaki ta pocztówka ze sobą niesie napiszę parę słów o umieraniu. Pod kątem dzisiejszych ćwiczeń klinicznych z medycyny paliatywnej
Wstępem do rozmowy z pacjentami przebywającymi na oddziale opieki paliatywnej były dwa rozdziały z książki doktora Tomasza Dzierżanowskiego zatytułowanej "Zimne wody Styksu". Książki bardzo ciekawej, niezwykle osobistej, zdradzającej całkiem spory talent literacki autora, ale przede wszystkim pokazującej problem relacji lekarza z umierającymi na nieuleczalne choroby pacjentami, reakcji ich rodzin, osób najbliższych w obliczu tak ciężkiej próby. Książki bardzo pouczającej. Cieszy mnie to, że moje studia, na co dzień tak ścisłe i konkretne, czasem podejmują tak bliskie humanistom tematy. I to nawet na zajęciach klinicznych.
Warto bowiem wiedzieć, że ludzie to takie stworzenia, które zawsze chcą żyć. I każdy dzień, wyrwany chorobie jest dla nich sukcesem. Prośby o śmierć, o eutanazję tak naprawdę są wołaniem o pomoc i zwróceniem na siebie uwagi. Dużym problemem w medycynie paliatywnej jest ból. I często dochodzi do sytuacji w których jest o źle leczony, przez co przesłania cały obraz świata chorego terminalnie pacjenta. Ale jeśli ból 'odejmiemy' - uśmierzymy za pomocą silnych lub bardzo silnych leków, jakimi medycyna dysponuje sytuacja zmienia się diametralnie.
Często chodzi też o brak opieki, brak osoby bliskiej, celu w życiu. Wszystko to można zmienić.
-Ta książka to opowieść filozoficzna w kilku, krótkich rozdziałach. Niezależnie od tego czy będziemy rozmawiali o kosztach, i ile nam NFZ da pieniędzy na pacjenta -a właściwie używając ich nomenklatury: świadczeniobiorcy - to musimy pamiętać, że na końcu jest człowiek. W tym wypadku człowiek idzie do drugiego człowieka po to, żeby się z nim spotkać. To książka, która uczy: chcesz być dobrym lekarzem musisz być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Lekarze ponoszą osobisty koszt – zresztą nie tylko oni, ale także pielęgniarki i psycholodzy. My wszyscy spotykamy się z problemem cierpienia i nie uciekamy od tego problemu. Zachowujemy się tak –z moralnego punktu widzenia-jak osoby, które pozostają na miejscu wypadku. Bo przecież ucieczka z takiego miejsca rodzi nie tylko konsekwencje prawne, ale i moralne. Naszym obowiązkiem jest pomagać tym, którzy szczególnie tego potrzebują. Lekarz idąc do chorego wchodzi na scenę i nigdy z tej sceny nie wraca takim samym człowiekiem, ponosi koszt osobisty. Tytuł książki „Zimne wody Styksu” mówi sam za siebie. Towarzysząc osobie w ostatnich dniach czy miesiącach życia w pewnym momencie rozstajemy się z nią-właśnie gdzieś w połowie Styksu. Wchodzimy do tego Styksu i wychodzimy umoczeni lodowatą wodą. Jesteśmy już innymi ludźmi. – mówił autor książki.
wtorek, 19 czerwca 2012
Holandia #13 Pożegnanie z ortopedią!
Ortopedia już wpisana do indeksu, teraz została tylko immunologia i piąty rok moich studiów będzie z głowy. Egzamin ze znajomości interleukin już w czwartek. Trzymajcie kciuki. Po czwartku blog na jakiś czas wróci do życia, a potem po raz kolejny 'zapadnie w letarg'.
Ortopedia to był ciekawy przedmiot. Spodziewałem się zgłębiania na nim zawiłości traumatologii i onkologii kości, a okazało się, iż klinika na Drewnowskiej i jej kierownik specjalizują się raczej w ortopedii dziecięcej. Tak więc na postępowanie w przypadku wrodzonej dysplazji stawu biodrowego, stopy końsko-szpotawej, choroby Perthesa, mózgowego porażenia dziecięcego czy przepukliny oponowo-rdzeniowej kładzono największy nacisk. Zawiodłem się trochę faktem, że na całych ćwiczeniach nie widzieliśmy nawet żadnego złamania, ani też ani razu nie poszliśmy na blok. Ale cóż zrobić - takie życie studenta. Z ortopedią nie wiąże i tak swojej przyszłości
Sporym zaskoczeniem była też forma egzaminu z tego przedmiotu - ustna odpowiedź. Jak o tym usłyszałem wprost nie mogłem uwierzyć. Ortopedia wydawała się przecież niemal pewniakiem do ułożenia z tego zakresu wiedzy testu. Tym bardziej, że nasza uczelnia testowe egzaminy preferuje. A tu taka niespodzianka. Jednak im dalej w las tym bardziej przekonywałem się do tego rozwiązania, a sam egzamin ustny u profesora Syndera na długo zapadnie mi w pamięć. Przede wszystkim godzina - 7.00, bez wyjątku. A egzamin bardzo konkretny, mieszczący się pewnie w 5-6 minutach. Fajna sprawa. Dużo bardziej studencka atmosfera niż rozwiązywanie durnych testów na komputerach w Centrum Egzaminacyjno-Dydaktycznym.
czwartek, 24 maja 2012
Holandia #12 Ortopedyczny kot uzdrowiciel
Pocztówka pochodzi z prywatnej wymiany z holenderską postcrosserką, ale dzisiaj będzie o łódzkich wydarzeniach. Miałem bowiem w ten piękny, słoneczny dzień pierwsze zajęcia z ortopedii, zakończone wejściówką z anatomii. Wejściówką, którą udało mi się całkiem dobrze zaliczyć, a jak sobie wcześniej postanowiłem wiązało się to również z odwiedzeniem 'w nagrodę' manufakturowego MS2, Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ale po kolei.
Wejściówka z ortopedii nie okazała się taka straszna. Kartkówka składająca się z 6 pytań, do tego każdy dostawał po 2-3 pytania ustne. Spora część z nich była z 'giełdy'. Tak więc pierwsza przeszkodę ortopedyczną udało się pokonać bez większego problemu. Czeka mnie jeszcze zaliczenie historii choroby, kolokwium i egzamin. A jutro solidna odpytka - nasz asystent jest wymagający i kazał przygotować się z całkiem obszernego materiału.
W muzeum tez czekała mnie nie lada niespodzianka. 24 maja to bowiem "Dzień bez sztuki" - dzień strajku wielu muzeów i galerii sztuki w całej Polsce. Na szczęście MS2 wzięło udział w tym strajku w niepełnym wymiarze. Jako, że przypadał on w czwartek, dzień wolnego wstępu muzeum otworzyło swoje podwoje dopiero o 13.00, ale co najważniejsze w ogóle otworzyło.
A wracając do samej pocztówki - Całkiem przyjemna, nie uważacie?
niedziela, 1 kwietnia 2012
Holandia #11 Prima Aprillisowo o poczuciu humoru Holendrów
Mijn neef is laatst geopereerd an ezelsoor - pocztówkę z takim napisem i obrazkiem przysłała mi pewna holenderska postcrosserka, chcąc przyczynić się powiększeniu mojej medycznej kolekcji. Gdy tylko kartkę dostałem poprosiłem nadawczynię o wytłumaczenie przekazu pocztówki. Swoją interpretację oczywiście miałem, ale wolałem się upewnić. A wyjaśnienie brzmiało tak:
Literally translated: "My cousin had recently surgery on his donkey-ear." It is a linguistic joke. A donkey-ear is in dutch used for a folded corner of a page of a book, or in this case the folded corner of the card. That's why there is a plaster in the corner of this card. I hope you understand my attempt to translate it... best wishes, Merianda.
Ośle ucho oślym uchem, bądź zagiętym rogiem książki, czy też pocztówki. Ale zestawienie tego z operacją odstających uszu i plasterkiem po takim zabiegu - boskie. Bardzo cieszę się, że dzięki Postcrossingowi, sporej dawce szczęścia przy losowaniu mojego adresu i dużej życzliwości Pani z Holandii mam taką pocztówkę w mojej kolekcji. Chwilę zajęło mi przemyślenie jaką pocztówkę wrzucić dzisiaj na bloga, ale ta pasuje po prostu idealnie.
piątek, 16 marca 2012
Holandia #10 Czterolistna koniczyna na szczęście
Taka przyjemna pocztówka zawitała pewnego dnia do mojego akademika w ramach Postcrossingu. Warto wiedzieć, że czterolistna koniczyna to nie twór Photoshopa, lecz rzadko występująca w przyrodzie mutacja pospolitej koniczyny, najczęściej koniczyny białej. Takie znalezisko traktowane jest jako pozytywny omen i sprawia zazwyczaj wiele radości znalazcy. W przyrodzie czterolistna koniczyna rekordzistką jednak nie jest. Według Księgi Rekordów Guinessa znaleziono i opisano kiedyś roślinę z tej rodziny, która miała aż 18 listków.
Sklep Toys4boys oferuje nawet możliwość wyhodowania własnej czterolistnej koniczynki na szczęście. Za 'jedyne' 20 złotych. Myślę, że ma ona dużo mniejsze szanse na spełnienie oczekiwanej roli niż jej odpowiedniczka wysłana w ramach Postcrossingu przez miłą Holenderkę.
No dobra. Teraz najsmutniejsze. Na kartce nie przedstawiona została czterolistna koniczyna... Pocztówka przedstawia ... szczawik Deppego, roślinę bardzo czesto myloną z czterolistną koniczyną, która trafia się raz na 10 tysięcy okazów. Zapewne wydawca kartki i pani z Holandii myśleli, że jest to czterolistna koniczyna więc nie mam pretensji, ale jakiś mały niedosyt pozostaje. A tak wygląda prawdziwa:
środa, 25 stycznia 2012
Holandia #9 Tęcza od kolorowej dziewczyny
Kartka od ostatnio najaktywniejszej komentatorki moich blogowych poczynań, podpisującej się jako pozeczkovva, a wysyłającej kartki niegdyś (wtedy kiedy ja moją dostałem) jako Pomarańczowa, czyli Martiny w całej swej osobie. Pocztówka jest nagrodą w Loterii pracowniczej, w której to zaproponowany przeze mnie pomysł został uznany za najciekawszy.
Pytanie zadane przez Martinę brzmiało: Co obecnie robię - przy czym pracuję w tym i przyszłym tygodniu? Ja z wrodzoną skromnością zaproponowałem wersję taką: "Myjesz czerwone szyby w dzielnicy czerwonych latarni". Ostatecznie okazało się że autroka loteri pracowała przy uprawie fiołków, ale moja propozycja została doceniona za oryginalność. A ja muszę docenić poczucie humoru i dystans do siebie Pomarańczowej, tfu pozeczkovvej,
Swoją droga mam szczęście do wygrywania Loterii, w których nagrodami są kartki z Holandii. To już trzecia.Pozostałe: Nr 1, Nr. 2. Muszę przyznać, że lubię kartki z Holandii. Te, które dostaje są naprawdę ładne a za wieloma z nich kryją się ciekawe historie.
Pozdrowienia dla Martiny. Ciekawe, czy dzisiaj przeczyta ten blogowy wpis?
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Holandia #8 Symbole
Dzisiaj bardzo symboliczna kartka z Holandii. Wiatrak, flaga tego kraju, tulipany - brakuje jedynie jakiegoś roweru w tle. A na odwrocie kilka ciepłych słów i specjalny postcrossingpowy znaczek - pierwszy jaki miałem okazję dostać. Coraz bardziej zmieniają się moje odczucia w stosunku do Postcrossingu. Z jednej strony zmęczyło mnie już trochę wysyłanie coraz to kolejnych kartek do Niemiec, Finlandii, Holandii, Rosji i Białorusi. Z drugiej - dostaję z każdym dniem zdecydowanie fajniejsze kartki, a ilość nietrafionych spada praktycznie do zera. Dzisiaj na przykład dzięki temu projektowi wymiany pocztówek otrzymałem dwie rewelacyjne kartki do kolekcji medycznej: Z Niemiec i Holandii.
Pocztówka przedstawia wiatrak. Ale co my tak naprawdę wiemy o tych holenderskich "budowlach prądotwórczych"?
Powstanie pierwszych, pojedynczych wiatraków wieżyczkowych z ruchomą częścią dachową jest datowane na koniec XIVw. Bardziej profesjonalny, klasyczny wiatrak 'holenderski' skonstruował w XVII w. Jan Andriasz Leeghwater. W XVIII wieku budowlę tą udoskonalono po raz kolejny. Dodano wiatraczek po przeciwległej stronie w stosunku do dużych skrzydeł. Wiatraczek za pomocą przekładni palecznych (zębatych wykonanych z drewna) regulował samoczynnie ustawienie czapy wraz z dużymi śmigłami w stosunku do wiatru. Czapa poruszała się na żeliwnych rolkach posuwających się po żeliwnym pierścieniu umocowanym na nieruchomej części wiatraka. Wcześniej ustawianie śmigieł zgodnie z kierunkiem wiatru wykonywano ręcznie.Wiatraków w Holandii szybko przybywa - dzisiaj w postaci turbin lub elektrowni wiatrowych. Nowoczesne wiatraki nie podobają się Holendrom; psują krajobraz i zaśmiecają horyzont.
![]() |
| A oto wspomniany znaczek |
sobota, 31 grudnia 2011
Holandia #7 Zimowy koniec roku i Staatsloterij
Jako ostatnią w tym roku postanowiłem zaprezentować pocztówkę, którą otrzymałem 3 dni wcześniej od Norberta z Hoorn w Holandii. Bardzo tajemnicą i zaskakującą pocztówkę noworoczną.Włożoną w kopertę razem z kartką papieru zadrukowaną drobniutką czcionką zawierającą wyjaśnienie i dokładne wskazówki co zrobić dalej oraz kuponem na kumulację holenderskiej loterii państwowej.
O tym za chwilę, teraz parę słów na temat samej pocztówki. Cała jej otoczka jest niesamowita ale kartka również nie pozostawia nic do życzenia. Postcrosser z Holandii, który sprawił mi tyle radości ma całą kolekcję takich noworocznych, ośnieżonych grudniowych pocztówek, co widać choćby tutaj: 1, 2, 3. Niezmiernie się cieszę, że jedna z nich przypadła mi w udziale. Rok 2011 przyniósł mi rewelacyjne bożonarodzeniowe kartki z Polski, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Tajwanu a w przerwie, w dniach pracy poczty zameldowała się holenderska kartka noworoczna. Super sprawa. Kartki noworocznej nigdy wcześniej nie dostałem
Wracając do otoczki. 10 postcrosserów otrzymało kopertę o podobnej do mojej zawartości. Z 10 różnych państw, o selekcji zadecydował algorytm losowania na stronie www.postcrossing.com. Z tego co zauważyłem pozostałe powędrowały min. do Portugalii i Włoch, ale większość nie została jeszcze zarejestrowana na portalu. Nadawca zorganizował tą akcję 21 grudnia, czyli w datę w kalendarzu roku 2011 której noc jest najdłuższa a dzień najkrótszy. Na 10 dni przed Sylwestrem. Każda z osób otrzymała niespodziewaną szansę wygrania nagrody głównej kumulacji Holenderskiej Loterii Państwowej. A na kopertach naklejony był rzecz jasna holenderski specjalny znaczek postcrossingowy - mój drugi już, ale oba na szczęście różne.
Dla zainteresowanych tutaj jest strona główna tej loterii. Jak ktoś woli w rodzimym języku to tutaj nieco o doświadczeniach naszych rodaków. Losowanie 10 stycznia o godzinie 22.00 zimowego czasu Środkowo Europejskiego. Trzymajcie kciuki!
O tym za chwilę, teraz parę słów na temat samej pocztówki. Cała jej otoczka jest niesamowita ale kartka również nie pozostawia nic do życzenia. Postcrosser z Holandii, który sprawił mi tyle radości ma całą kolekcję takich noworocznych, ośnieżonych grudniowych pocztówek, co widać choćby tutaj: 1, 2, 3. Niezmiernie się cieszę, że jedna z nich przypadła mi w udziale. Rok 2011 przyniósł mi rewelacyjne bożonarodzeniowe kartki z Polski, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Tajwanu a w przerwie, w dniach pracy poczty zameldowała się holenderska kartka noworoczna. Super sprawa. Kartki noworocznej nigdy wcześniej nie dostałem
Wracając do otoczki. 10 postcrosserów otrzymało kopertę o podobnej do mojej zawartości. Z 10 różnych państw, o selekcji zadecydował algorytm losowania na stronie www.postcrossing.com. Z tego co zauważyłem pozostałe powędrowały min. do Portugalii i Włoch, ale większość nie została jeszcze zarejestrowana na portalu. Nadawca zorganizował tą akcję 21 grudnia, czyli w datę w kalendarzu roku 2011 której noc jest najdłuższa a dzień najkrótszy. Na 10 dni przed Sylwestrem. Każda z osób otrzymała niespodziewaną szansę wygrania nagrody głównej kumulacji Holenderskiej Loterii Państwowej. A na kopertach naklejony był rzecz jasna holenderski specjalny znaczek postcrossingowy - mój drugi już, ale oba na szczęście różne.
Dla zainteresowanych tutaj jest strona główna tej loterii. Jak ktoś woli w rodzimym języku to tutaj nieco o doświadczeniach naszych rodaków. Losowanie 10 stycznia o godzinie 22.00 zimowego czasu Środkowo Europejskiego. Trzymajcie kciuki!
![]() |
| Mój kupon jest z Joostem van del Vondelem |
Życzę wszystkim szampańskiej zabawy w noc sylwestrową! Niech Nowy Rok będzie lepszy od poprzedniego, niech przyniesie nam wszystkim wiele radości i pozwoli na zrealizowanie lub przybliżenie się do zrealizowania marzeń. A wszystkim kolekcjonerom pocztówek - niezwykłych zdobyczy z egzotycznych krajów, rewelacyjnych kartek z państw, które na Postcrossingu są najczęstsze i każdy musi co jakiś czas je dostawać oraz jak najwięcej pozytywnej energii przekazywanej w ramach odbieranych oraz wysyłanych kartek.
Happy New Year! <> Winshuyu sa z Novym Godam! <> BoasFeliz Ano Novo! <> Sang Nian Fai Lok! <> Hauskaa Joulua! <> Próspero Ano Nuevo! <> Kurisumasu Omedeto! <> Ein glückliches Neues Jahr!
poniedziałek, 21 listopada 2011
Holandia #6 Nocne życie w Amsterdamie
Foto i videoreportaż.
Amsterdam to europejska stolica gejów, seksu, rozpusty, marihuany i symbol nocnego życia Europy. Dzielnica czerwonych latarni jest jego główną atrakcją turystyczną. Mieszkańcy miasta właściwie tu nie zaglądają. Na obszarze ponad sześciu kilometrów kwadratowych, poza domami publicznymi znajduje się wiele sex-shopów, peep show, coffee shopów, a nawet muzeum seksu i marihuany. Ponadto na De Wallen odsłonięto w 2007 roku pierwszy na świecie pomnik prostytutki. Sylwetka z brązu stoi tuż przed wejściem do kościoła Oude Kerk. Pod posągiem umieszczono napis: "Szanuj prawa prostytutek na całym świecie".
W Holandii, gdzie prostytucja jest legalna, kobiety rejestrują swoją działalność i zakładają jednoosobowe firmy, przechodzą regularne badania i mają zagwarantowane prawa socjalne. Obowiązkowe badania wykazały między innymi, że w 2006 roku około 7 proc. wszystkich holenderskich prostytutek było zarażonych wirusem HIV.
Co do materiałów filmowych nie będę przecież wrzucał filmów z Youporna, które sięgają głębi Dzielnicy Czerwonych Latarni. Za to trochę kultury:
niedziela, 23 października 2011
Holandia #5 Specjalny, postcrossingowy znaczek
PostNL wprowadziła do obiegu wersję europejską i interkontynentalną znaczków pocztowych promujących i umacniających ideę Postcrossingu - czyli międzynarodowej wymiany pocztówek za pośrednictwem strony http://www.postcrossing.com i nie tylko.
Powiem szczerze - teraz zacznę chyba niecierpliwie czekać na kolejne kartki z Holandii. Pocztówki z Kraju Tulipanów zdążyły mi się lekko znudzić, ale teraz mogą zyskać dodatkową wartość.
Myślę, że idea PostNL, holenderskiego oddziału poczty jest po prostu fenomenalna. Poczta musi być na czasie i wyciągać w kierunku postcrosserów rękę. Przecież to dzięki kartkom pocztowym i listom nie zatraciła swojej tradycyjnej formy i jeszcze nie zamieniła się w połączenie firmy kurierskiej i 'wypłacacza' rent, emerytur i innych świadczeń. A okienka pocztowe jeszcze na szczęście nie są zupełnie podobne do okienek bankowych. A ludzie potrafią bardzo, ale to bardzo ucieszyć się z ładnej pocztówki z ciekawym tekstem na odwrocie. Sami spróbujcie, jeśli nie wierzycie.
Premiera znaczka miała miejsce 15stego października 2011 w Apeldoorn.
A pocztówkę z Apeldoorn też kiedyś dostałem. Jakżeby inaczej, z Postcrossingu:
piątek, 29 lipca 2011
Holandia #4 Wolność czy jej brak?
Niedawno w telewizji mówili o tym, że w Holandii pracuje ponad 170 tysięcy Polaków, a w kraju Oranje płaca minimalna wynosi 5 tysięcy złotych. Przypomniała mi się przy tej okazji ta rewelacyjna kartka od Sebastiana z Loterii zagranicznej. Wygrałem ją opisując na polskim forum postcrossingu moje skojarzenia z Holandią. Jest ona bowiem krajem budzącym kontrowersje. Hmmm... To zbyt mało powiedziane.
Najbardziej niezwykłym zjawiskiem społecznym w Holandii nie są wcale sklepy z marihuaną, ani dzielnice czerwonych latarni. Trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na całkowite zalegalizowanie eutanazji - proceder unikatowy na skalę światową, szczególnie, że wiąże się z olbrzymi przyzwoleniem społecznym.
W Nederlandach eutanazja jest dozwolona a ultraliberalne i otwarte społeczeństwo ludzi młodych i w średnim wieku zdaje się podtrzymywać mit celowości takiego prawodawstwa. Po co bowiem opiekować się starszymi ludźmi - jeśli sami nie poczują 'momentu zejścia ze sceny' to rodzina 'ciapnie' ich w porozumieniu z lekarzem w przypadku choćby zwykłego zasłabnięcia.
81% holenderskich lekarzy co najmniej raz dokonało eutanazji. Ponad 10% wszystkich zgonów w Holandii to eutanazje bez zgody i wiedzy pacjenta. 41% lekarzy w Holandii dokonało eutanazji bez zgody i woli pacjenta. 77% wszystkich Holendrów popiera eutanazję bez zgody i wiedzy pacjenta.
Jakoś dziwnym trafem w grupie ludzi powyżej 65 roku odsetek jest znacznie mniejszy, a dla wielu osób jest to właśnie czas zmiany poglądów.
'Eutanazja to działanie jednej osoby na rzecz drugiej, która kończy jej życie na jej życzenie' - tak wg holenderskiego związku na rzecz eutanazji brzmi definicja tego procederu. Z jakich powodów eutanazja jest praktykowana?
1. Ból pacjenta według WHO w 95 % można go całkowicie uśmierzyć
2. Cierpienie.Co zabijamy; pacjenta, czy cierpienie?
3. Proste rozwiązanie. Wielu starszych ludzi czuje, że mają obowiązek umrzeć zgodnie z polityką państwa wobec chorób wieku starości i cierpienia. Obawiają się swoich własnych rodzin.
4. Propaganda życia bez bólu. Nazywania humanitarnym przerywania ludzkiego istnienia. Są fanatycy, którzy uważają, że powołaniem lekarza jest umożliwić choremu łagodne przejście na tamten świat.
5. Źle rozumiana wolność samodecydowania. Prawo do eutanazji staje się obowiązkiem do eutanazji
Nie rozumiem jak ktokolwiek świadomy może być zwolennikiem zalegalizowania eutanazji w Polsce. Proceder ten prowadzi w linii prostej do dehumanizacji społeczeństwa i eliminowania z niego osobników słabych, ale też biednych, podupadłych w danym momencie na zdrowiu, mimo dużej szansy na pełny powrót do pełni formy. A nie oszukujmy się - to nie Holandia była miejscem Afery Łowców skór.Rozpisałem się na temat eutanazji a miało być o Holandii generalnie. Kraj rowerów, wiatraków, tulipanów,
niesamowitych muzeów, rozrywki, klubów piłkarskich. Państwo w którym panuje daleko posunięty liberalizm, skutkujący otwartością wszystkich sfer życia. W dużym holenderskim mieście zasłonienie żaluzji w oknie może wiązać się z telefonem na policję wykonanym przez uczynnych sąsiadów, ze zgłoszeniem prawdopodobnego istnienia plantacji ciężkich narkotyków w mieszkaniu.
Zdrowe, tradycyjne poglądy spotykają się co najmniej ze zdziwieniem. Zyskując pseudowolność mieszkańcy Holandii zatracają wiele z wolności, którą znamy choćby z Polski. Prawo do wielu kontrowersyjnych rzeczy, zachowań łączące się z przyzwoleniem społecznym często staje się obowiązkiem.
Chętnie odwiedzę kiedyś Holandię, nigdy tam nie zamieszkam.
A te malownicze wiatraki jakoś skłoniły mnie do krótkiej refleksji na temat tak bezczelnie wykorzystywany przez polityków i jednocześnie tak z Holandią związany.
wtorek, 17 maja 2011
Holandia #3 Amsterdam - Wenecja Północy zimą
Od Mikisa. Moja pierwsza kartka 'wygrana' na loterii.
Przedstawia kanały Amsterdamu. Nie bez powodu miasto to nazywane jest Wenecją Północy. Sieć 160 kanałów ciągnie się przez 75 kilometrów. Średnia głębokość tych wodnych atrakcji miasta sięga 3 metrów. Żaglówki odpadają, ale łódki, rowery wodne, statki wycieczkowe i inne jednostki pływające swobodnie mogą przemieszczać się w ten sposób po mieście. Podobno nie ma lepszego sposobu na zwiedzanie stolicy Holandii niż rejs kanałami. Na pewno będzie to znaczne urozmaicenie w trakcie odwiedzania Muzeów: Seksu, Tortur, Ajaxu, Erotyki, Tatuażu czy nawet muzeów sztuki i historii...
Holendrzy na używane przeze mnie wcześniej określenie kanały mogliby się obrazić. Oni używają słowa 'gracht', które jest odpowiednikiem fosy.
Na kartce widzimy zimowy sposób na wykorzystanie amsterdamskich 'fos'.
Od roku 2010 miejsce to należy do Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO z uzasadnieniem: 'Zabytkowy zespól urbanistyczny dzielnicy kanałów w Amsterdamie to nowe „miasto portowe” zbudowane na przełomie XVI i XVII wieku. Wpis dotyczy sieci kanałów na zachodzie i południu dzielnicy historycznej i dzielnicy średniowiecznej, która otacza stare miasto i towarzyszyła rozszerzaniu otoczonych murami granic miasta w kierunku niziny Singelgracht. To zakrojone na szeroką skalę przedsięwzięcie polegało na rozbudowie miasta dzięki osuszaniu bagien za pomocą kanałów budowanych w formie koncentrycznych łuków i zabudowywaniu uzyskiwanego w ten sposób gruntu. Ten grunt pozwolił na rozwój spójnego zespołu urbanistycznego, składającego się z domów mieszkalnych i wielu pomników. Była to w owym czasie największa i najbardziej jednorodna rozbudowa miasta. Miejsce stanowi przykład planowania przestrzennego na szeroką skalę. Do XIX wieku było punktem odniesienia na całym świecie.'
wtorek, 26 kwietnia 2011
Holandia #2 Jip en Janneke
Zapragnąłem mieć kolekcje kartek związanych z medycyną i oto pierwsza z nich.
Przyszła dosyć niespodziewanie, razem z dwoma innymi z USA i Malezji. Niepozornie, gdzieś ukryta pod pozostałymi. Na pierwsze spojrzenie rozczarowywująca. Jednak chwila dokładnych oględzin i... Bomba! To jest to. Może nie o takich kartkach myślałem na początku ale jak widać postcroserzy potrafią zaskoczyć. Szczególnie ci mieszkający w Holandii. Już teraz wyczekuje kolejnego 'pocztówkowego przypadku'.
Kartka przedstawia dwójkę bohaterów słynnej holenderskiej serii książek dla dzieci autorstwa Annie M. G. Schmidt. Jip i Janneke to dwójka maluchów mieszkających naprzeciwko siebie, która w każdy weekend przeżywa jedną z niesamowitych, kreowanych przez samych siebie przygód. Pierwsza historia została opublikowana w roku 1952, a ostatnia z serii w 1957. Pani Schmidt za swoje książki o tej dwójce bohaterów dostała nagrodę Hansa Christiana Andersena. W roku 1988, czyli w tym samym, w którym autor tego bloga przyszedł na świat...
'Jip en Janneke' stali się częścią kultury, nie tylko holenderskiej. Bardzo modne w wielu krajach jest Jip and Janneke Wine, czyli napój bezalkoholowy, odpowiednik popularnego w Polsce Szampana Piccolo.
Istnieje również neologizm językowy Jip and Janneke language (Dutch: Jip-en-Janneketaal) używany często w świecie polityki, oznaczający prosty język, trafiający bezpośrednio do odbiorcy, bez żadnych niedomówień.
Annie Schmidt dzień po swoich 84-tych urodzinach skorzystała z eutanazji (kombinacja pigułek i alkoholu) i została pochowana w Amsterdamie....
Kartka jest bardzo holenderska, nie mogłaby być wysłana równie dobrze z innego kraju - stąd znajduje się również pod etykietą Holandia.
A oto ilustracja znaleziona w sieci, dokładnie pokazująca opisywaną dwójkę.
sobota, 16 kwietnia 2011
Holandia #1 Amsterdam
Wcześniej pocztówki kojarzyły mi się z turystycznymi multiview, albo tak typowymi dla Polski kartkami wielkanocnymi czy też bożonarodzeniowymi. Z napisem na odwrocie "Serdeczne pozdrowienia z.." Albo "Wesołych i spokojnych świat.." przesyła, życzy XYZ. Bez duszy, bez wyrazu, często brzydkie po prostu.. Takie, które po jakimś czasie wyrzucało się. Teraz też czasem zdarzy mi się dostać kartkę tego typu - ale ich na tym blogu nie będzie. Ma być ciekawy, interesujący. I ma zawierać wyłącznie piękne kartki..
Sam Amsterdam - biorąc pod uwagę popularność pocztówek w Holandii pewnie na tym blogu pojawi się nieraz. Miasto jest stolicą Nederlandów i największym skupiskiem ludności w tym osiem razy mniejszym od Polski kraju.
Na dole zdjęcie z Utrechtu. Mam nadzieje, że autorka się nie pogniewa za upublicznienie na blogu. Ach te rowery. Przypomina mi się cytat z moje prezentacji odnośnie błędów komentatorów sportowych na ustnej maturze z języka polskiego: "Pedał przy pedale...!!
Cóż za niesamowite widowisko"
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































