sobota, 31 marca 2012

Polska #49 Mój stosunek do Auschwitz-Birkenau




Przy wczorajszej pocztówce przedstawiającej Auschwitz ograniczyłem się do zdjęć oraz oficjalnego tekstu wpisania na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, tekstu przygotowanego przez światowych ekspertów - wielokrotnie dyskutowanego, w którym nie obyło się bez poprawek... Ale najważniejsze nie jest to do czego doszli eksperci, ale to, co my sami pamiętamy i potrafimy powiedzieć o nazistowskich obozach koncentracyjnych na terenach Polski. A z tym często różnie bywa.

Ja w Oświęcimiu ani Brzezince nigdy nie byłem. Nie miałem okazji obejrzeć na własne oczy tych, albo im podobnych miejsc, pomników martyrologii na ziemiach Polskich. Nie zwalnia mnie to jednak z wiedzy o nich. A co tak naprawdę wiem? Że był sobie obóz w Auschwitz, Konzentrationslager, który mieścił się na terenach Oświęcimia, w dzisiejszym województwie małopolskim. Znam napis na bramie wjazdowej "Arbeit macht frei", wiem też, że bardziej do rzeczywistości miałby się napis: "Arbeit macht Seife" (Seife - mydło). Co do daty funkcjonowania obozu: <1940-1945> - bez przypomnienia byłyby z nią pewne trudności. Wiem, że początkowo przeznaczony był on dla Polaków - opozycji, więźniów politycznych, a potem posłużył za miejsce eksterminacji ponad miliona Żydów. Wiem, że głównym sprawcą tej masowej zagłady był Hitler, który chciał aby światem rządził naród aryjski, a Żydzi ulegli całkowitej eksterminacji. I to chyba na tyle jesli chodzi o informacje, którymi "mogę sypać jak z rękawa" "o każdej porze dnia i nocy".

Przydałoby się poszerzyć wiedzę przynajmniej o kilka faktów
1. Pomysł powstania obozu narodził się we Wrocławiu, który był siedzibą Wyższego Dowódcy SS i Policji.
2. Masowy mord Żydów w Auschwitz rozpoczął się wiosną 1942 roku.
3. Dostępne dane na temat wykształcenia 1209 esesmanów z załogi KL Auschwitz pozwalają stwierdzić, że poziom ich wykształcenia był stosunkowo niski. Aż 70% z nich posiadało wykształcenie podstawowe, 21,5% średnie, a 5,5% wyższe. Spośród posiadających wykształcenie wyższe większość stanowili lekarze oraz architekci zatrudnieni w biurze budowlanym SS.
4. Szczególnie drastycznym przykładem sprzeniewierzenia się etyce lekarskiej jest udział wielu lekarzy niemieckich w zbrodniczych eksperymentach pseudomedycznych, przeprowadzanych na więźniach obozów koncentracyjnych. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom kół rządzących Trzeciej Rzeszy, lekarze hitlerowscy swą działalnością wsparli nazistowską politykę demograficzną, inicjując szereg badań nad metodami masowej sterylizacji, której miały być poddane narody zaliczone do niższego gatunku.
5. Homoseksualiści byli jedną ze specjalnie wyse­lekcjonowanych grup w obozach koncentracyjnych. Mimo że liczebnie było ich znacznie mniej niż in­nych więźniów, przeżywali szczególne piekło. W przeciwieństwie do Żydów i Romów, zamiarem nazistów nie było całkowite zlikwidowanie homoseksualistów, lecz ich „reedukowanie”. Śmiertelność wśród homoseksualistów była wysoka, szczególnie w porównaniu z innymi grupami, więzionymi z zamiarem „reedukacji”. W obozach zmarło 55 proc. więźniów homoseksualnych, w przeciwieństwie do 40 proc. więźniów po­litycznych i 34,7 proc. Świadków Jehowy.
6. Więźniowie otrzymywali trzy 'posiłki' w ciągu dnia. Rano wydawano im tylko pół litra „kawy”, a raczej gotowanej wody z namiastką kawy zbożowej lub „herbaty”, czyli wywaru z ziół. Płynów tych przeważnie nie słodzono. Posiłek południowy składał się z około 1 litra zupy, której podstawowymi składnikami były ziemniaki, brukiew oraz niewielkie ilości kaszy jaglanej, mąki żytniej, ekstraktu spożywczego „Avo”. Zupy gotowane dla więźniów były niesmaczne i często zdarzało się, że nowo przybyli nie chcieli ich jeść lub spożywali je z obrzydzeniem. Na kolację wydawano około 300 gramów czarnego chleba, do którego dodawano około 25 gramów kiełbasy albo margaryny lub łyżkę stołową marmolady czy sera. Otrzymany wieczorem chleb miał być spożywany także rano, lecz wygłodzeni więźniowie zjadali najczęściej całą porcję natychmiast.
7. W Auschwitz zginęło około miliona Żydów, 75 tysięcy Polaków, 21 tysięcy Cyganów, 15 tysięcy jeńców radzieckich oraz około 10 tysięcy innych więźniów.

Moja przyjaciółka z Japonii ostatnio stwierdziła, że obóz koncentracyjny Auschwitz jest jednym z negatywnych miejsc na Liście UNESCO, tak jak Bomb Dome w Hiroshimie. Oba mają nam przypominać o okrucieństwach II wojnie światowej, i sprawić, aby do takich sytuacji nie doszło ponownie.


Pocztówkę otrzymałem od Ashki w ramach "UNESCO tagu".



A co widać na tym zdjęciu?


piątek, 30 marca 2012

Polska #48 Pora zmierzyć się z Auschwitz-Birkenau


Trudno mi było zabrać się za tą tematykę. Pocztówka czekała więc cierpliwie na swoją kolej i chyba odpowiedni czas nadszedł. Tereny pozostałe po nazistowskich obozach koncentracyjnych w Auschwitz - Birkenau wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Z tego choćby względu wielu ludzi na świecie co dzień natrafia na taki opis tego bardzo bolesnego dla historii Polski miejsca:

Auschwitz Birkenau
German Nazi Concentration and Extermination Camp (1940-1945)

The fortified walls, barbed wire, platforms, barracks, gallows, gas chambers and cremation ovens show the conditions within which the Nazi genocide took place in the former concentration and extermination camp of Auschwitz-Birkenau, the largest in the Third Reich. According to historical investigations, 1.5 million people, among them a great number of Jews, were systematically starved, tortured and murdered in this camp, the symbol of humanity's cruelty to its fellow human beings in the 20th century.
więcej informacji: tutaj









Jutro odsłona druga. Postaram się napisać też coś od siebie.

czwartek, 29 marca 2012

Japonia #51 Marynowana ikra dorsza jako specjał regionu (Gotochi Card)


Mentaiko
to specjał prefektury Fukuoka. Ikra dorsza, marynowana czerwonym pieprzem, bardzo ostra - nie jest to potrawa typowa dla Polaka z pewnością. Jej początki wywodza się z Korei Południowej, skąd przywędrowała do Japonii po wojnie rosyjsko-japońskiej, wojnie, która toczyła się min. o terytoria koreańskie. Mentaiko zadomowiło się w Japonii, a szczególnie w prefekturze Fukuoka, o czym niech świadczy fakt, że stało się tematem pierwszej serii Gotochi Cards z tego regionu. Zapakowane 'marinated roasted cod', jak na obrazku u dołu, są głównym 'souvenirem' przywożonym z Fukuoki.

Mentaiko to bardzo pikantna specjalność. Lyo, od której dostałem tą pocztówkę użyła sformułowania: "Very spicy, but tasty". Dlatego zwykle Mentaiko podawane jest z ryżem, który znacząco łagodzi smak i tworzy całkiem harmonijną dopełniającą się całość z marynowana ikrą

Prefektura Fukuoka mieści się na japońskiej wyspie Kiusiu. Jest to zachodnia część kraju, Istotnym aspektem ekonomicznym są ogólnie niższe ceny niż w okolicach okręgu stołecznego Tokio. Z tych właśnie powodów prefektura jest celem japońskich firm zamierzających wkraczać na dalekowschodnie rynki zagraniczne.
Z perspektywy bloga Fukuoka to moja trzynasta prefektura w kolekcji. Do liczby 47 brakuje jeszcze bardzo dużo. Ale zbieramy dalej!




wtorek, 27 marca 2012

Ukraina #3 Kobieta i samochodzik



Przebój dzisiejszego dnia - Pin-up girl ze wschodniej Ukrainy otrzymana w ramach Postcrossingu, patrz tu. Pocztówka dotarła do mnie w dziewięć dni, jako resend - nie wędrowała jak pokazują statystyki aż 107 dni. Jest bardzo fajna i idealnie trafiła w moje gusta.

Pin-up girl to powszechnie przyjęta nazwa dziewczyny atrakcyjnej, skąpo bądź po prostu zachęcająco dla meskiego oka ubranej, uśmiechniętej, z czerwonymi ustami i makijażem, wykonującej jakieś czynności domowe lub pozującej na tle przedmiotu, której zdjęcie mężczyźni chętnie przypięliby sobie na szafce, w biurze, nad łóżkiem. W dzisiejszych czasach z stylem pin-up girl u młodych kobiet na szczęście jeszcze nadal możemy się spotkać. A Ukrainka z pocztówki wygląda niezwykle realistycznie i zachęcająco.




poniedziałek, 26 marca 2012

Polska #47 O pocztówkach sanatoryjnych


Sanatorium "Górnik", Sanatorium "Wisła", Sanatorium "Sanvit", Sanatorium "KRUS", Stare Łazienki, Źródło Józefa i Źródło Karola
Wody pitne, zdrowa dieta
- tej kuracji to zaleta
W Iwoniczu znikną troski
A twój nastrój będzie boski

Zastanawiałem się jakiś czas temu, czy pocztówki przedstawiające sanatoria pasują do mojej kolekcji i warto je zbierać. Ten rodzaj kartek jest bardzo rozpowszechniony w Polsce. Przeglądając stoisko z zapisanymi pocztówkami jednego z łódzkich antykwariatów doszedłem do wniosku, że niemal połowa jego oferty to typowe uzdrowiskowe 'przeciętniaki', wysłane przez kuracjuszy, którzy przesyłką "Serdeczne pozdrowienia" ze swoich pensjonatów krewnym albo znajomym. Kartki zupełnie bez polotu, często darmowe i brzydkie a jedyna odmiana co do wiadomości na odwrocie to dywagacje na temat pogody. Generalnie 'bida z nędzą'. Takich pocztówek nie zamierzam zbierać, więc gdyby w przyszłości ktoś z czytelników bloga chciał mnie medyczną kartką uszczęśliwić za monotonne kurorty i uzdrowiska serdecznie dziękuje. Szczególnie z Polski - z innych krajów penie miałyby jakiś większy urok dla mnie, choć niewykluczone, że nie.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z tą serią pocztówek. Trzeba tu wspomnieć o kilku elementach. Po pierwsze dosyć dokładne przedstawienie bazy uzdrowiskowej, po drugie śmieszny wierszyk z medycyną jak najbardziej związany, po trzecie bardzo ciekawy obrazek. To druga kartka z serii którą nazwałem Sanatoria na wesoło, Posiadam jeszcze trzy inne, a kolejna w drodze, więc moje medyczna kolekcja i na odłam sanatoryjny nie będzie mogła narzekać. A kartki te są po prostu urocze. Większość z nich przysłał mi przemiła Pani Maryla ze najsłynniejszego sklepiku z pocztówkami na Dworcu w Katowicach.


niedziela, 25 marca 2012

Niemcy #10 Sparrenburg


Wczoraj pisałem o pięćdziesiątej pocztówce z Japonii, dzisiaj nadszedł czas na kartkę numer 10 z Niemiec. Deutschlandia to już piąte państwo posiadające dwucyfrową reprezentację na blogu. Niemieckie kartki słyną z tego, iż są niezbyt urodziwe. Ja jednak nie mogę narzekać - żadna pocztówka z tego kraju jeszcze mnie nie rozczarowała. A szczególnie piękne są te z serii "Deutschland ist schön. Wir zeigen es", czego przykład można zobaczyć na załączonym obrazku. Wczoraj pisałem, że Japończycy potrafią pocztówkami promować swój kraj, dzisiaj muszę przyznać, że podobnie wygląda sytuacja u Niemców. Z Polską pod tym wględem nie jest najgorzej, ale wyraźnie brakuje mi jakiegoś mocniejszego, patriotycznego akcentu przy wydawaniu pocztówek.

Sparrenburg to odrestaurowany zamek-twierdza mieszczący się w Bielefeld, w Nadrenii Północnej Westfalii. Wybudowana go na 180-metrowym wzniesieniu, pośrodku lasu Teutoburger. Powstały w 1250 zamek miał zapewniać bezpieczeństwo przepraw przez rozległy las, tzw. Bielefelder Pass.  W 1550 przebudowany w celu zwiększenia obronności. Mimo wielokrotnego oblężenia zamek pozostał niezdobyty. W XVII wieku używano go jako więzienie. Najgorszy moment w swej historii twierdza przeszła w trakcie II wojny światowej, kiedy to 30 września 1944 w wyniku bombardowania znaczna jej część legła w gruzach. Niemcy jednak z dużym przejęciem podeszli do odbudowy Sparrenbura. Rekonstrukcja trwała od 1948 do 1987.
Dziś z odrestaurowanej twierdzy rozciąga się wspaniała panorama na miasto i okolicę. Każdego roku w imponującej zamkowej scenerii odbywa się średniowieczny festyn Sparrenburgfest.



sobota, 24 marca 2012

Japonia #50 Senbei rice cracker


W Japonii możemy spotkać wiele rodzajów ryżowych krakersów. Jeden z najsłynniejszych wytwarzany i sprzedawany jest w mieście Soka, w prefekturze Saitama: klik. Jest wiele historii opisujących początki tej potrawy. Najbardziej wiarygodna i najdłużej przekazywana jest opowieść o pani Osen. Bardzo dawno temu starsza pani sprzedawała dango rice (słodkie ryżowe kuleczki) w sklepie z herbatą wzdłuż drogi prowadzącej do Nikko. Były one bardzo smaczne i w dużej mierze dzięki nim sklepik cieszył się niezwykłą popularnością. Pewnego dnia panią Osen odwiedził samuraj, który zasugerował że swoje kuleczki ryżowe mogłaby porozciągać i upiec. I tak właśnie postały Soko Senbei w obecnej postaci. Do dziś są one prawdziwym przebojem.

Jubileuszowa pięćdziesiąta pozycja z Japonii na Przypadkach Pocztówkowych! Szybko ten czas leci. Bloga zacząłem prowadzić 14 kwietna 2011 roku. Od tego czasu moja kolekcja powiększyła się niesamowicie. Dużą jej część stanowią kartki z Japonii, a szczególnie seria Gotochi Cards. Tutaj możecie zobaczyć uaktualniane na bieżąco wszystkie moje pocztówki z tej serii i im podobne. Gotochi są niezwykłe. Pozwalają poznać uroki każdej z prefektur Japonii, nawet tych najmniej popularnych i zupełnie nie promowanych. Muszę szczerze pogratulować Japończykom takiego pomysłu. Umieją promować swój kraj.





czwartek, 22 marca 2012

Malezja #2 Friendly faces



Bardzo piękna, pełna radości i optymizmu pocztówka, która przywędrowała do mnie prosto z Kuala Lumpur. Od Kury, Żywiciela i Przychówka z ich malezyjskich wakacji. Niezmiernie się ucieszyłem, gdy ją dostałem. Tyle orientalnych, uśmiechniętych egzotycznych twarzy na raz! A do tego większość reprezentowana przez płeć piękną. Wcześniej nie widziałem tego typu pocztówki - skonstruowanej z kilkunastu (tu 24) zdjęć mieszkańców danego regionu. A przecież dany kraj, to głównie ludzie, którzy w nim mieszkają, ich tradycje, kultura. Na drugim miejscu budowle i cuda przyrody. Malezja uznawana jest za tygiel kultur, kraj pełen różnorodności i widać to tutaj doskonale. Powtórzę się, ale jest to kartka po prostu rewelacyjna i dumnie dołączy do mojej domowej kolekcji.

Malezja czy też Malaysia to państwo położone w Azji Południowo-Wschodniej, plasujące się na miejscu 67 (trzy pozycje przed Polską), na liście państw świata o największej powierzchni oraz na miejscu 43 pod względem liczby ludności (tu już o 9 pozycji niżej od Polski). Stolicą kraju jest wspomniane Kuala Lumpur, jednostka monetarna to ringgit, a około 58% mieszkańców wyznaje islam. Z persepktywy Polski jest to niemal koniec świata. Malezja to różnorodność - należy się przygotować na podróż w czasie o wiele lat wstecz lub dać się ponieść nowoczesności. Znajdziemy tu egzotyczną mieszankę starego i nowego. W miastach (inteligentne) wieżowce, szybki transport miejski, najnowsze systemy telekomunikacyjne i technologie informatyczne są dowodem nowoczesności i postępu. A tuż obok, o kilka minut jazdy samochodem, można znaleźć prawdziwie rustykalną w charakterze wieś.

Teraz pora na obraz Malezji 2012 widzianej polskimi oczami. Najlepiej mieć bowiem wyobrażenie o danym kraju nie z przewodników, telewizji, globalnych statystyk tylko od ludzi, którzy dane miejsce odwiedzili  i opisali:

Polska #46 Wrocławskie krasnale



Dziś bardzo ciekawa pocztówka. Mapka najbardziej rozpoznawalnych wrocławskich krasnali mieszkających w ścisłym centrum. Takich o których nie wypada nie wiedzieć, jeśli tylko miało się kiedyś okazję odwiedzić Wrocław. Według pewnych danych wszystkich krasnali w stolicy Dolnego Śląska jest w tym momencie co najmniej 220. Znalezienie i zrobienie zdjęcia każdemu z nich: poziom zaawansowania Krasnali ekspert. Może pojawię się w maju we wspomnianym mieście, wyposażyłem się ostatnio w jeden z modeli Kodaka, więc trzeba będzie podjąć wyzwanie. Jaki można by sobie realny cel postawić? 30 krasnali, 40, 50? Czas pokaże.

Pocztówkę dostałem od Klaudii, która jest autorką ciekawego bloga klik. Rzecz jasna nie są to moje klimaty ale dobrze prowadzonego bloga zawsze potrafię rozpoznać i docenić. Może zainteresuje on którąś z czytelniczek "Przypadków Pocztówkowych" - naprawdę polecam. A Klaudii bardzo dziękuje za pocztówkę. 

Jak tylko będę miał okazje zapolować z aparatem fotograficznym na Wrocławskie krasnale zacznę od Pocztowca. Krasnala tego można znaleźć w samym centrum Wrocławia, pod adresem Rynek 28, przed budynkiem Poczty Polskiej. Jest rewelacyjny. Warto też będzie zajrzeć do poprzednika Pocztowca w świadczeniu usług doręczania korespondencji do adresatów, czyli Gołębnika.



środa, 21 marca 2012

Japonia #49 Wiosna!




Dzisiaj nadszedł wreszcie pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. W Japonii, skąd przywędrowała powyższa pocztówka jest to święto państwowe, o czym dowiedziałem się przed chwilą. Mogłoby kogoś dziwić czemu na pierwszy dzień wiosny truskawki - w Polsce przecież pojawiają się gdzieś w połowie maja. Ale po raz kolejny wystarczy odesłać do bloga "Na wsi w Japonii', aby wszystko stało się jasne. Sezon na truskawki w Japonii zaczyna się bowiem w okolicach Bożego Narodzenia...

Ja pierwszy dzień wiosny również w jakiś sposób obchodzę szczególnie. Dzisiaj gram w piłkę nożną, pierwszy raz w tym roku. Nie stricte z okazji pierwszego dnia wiosny rzecz jasna - chłopaki po prostu zawsze grają w środy. Jednak zbieżność dat ciekawa. Nie jest też tak, że w ogóle nie podejmuje żadnej aktywności fizycznej, no skąd. Chodzę na siłownie, czasem biegam, gram w siatkówkę, a od ostatniego tygodnia również w ping ponga. Ale od piłki nożnej miałem dłuższa przerwę i pewnie wrócę dzisiaj ledwo żywy, zważywszy na to, ze jak już się na piłce spotykamy to gramy do upadłego. Ale co tam, wiosna w końcu!





wtorek, 20 marca 2012

Japonia #48 Dolina Kikuchi



Dziś wybieram się do łódzkiej Palmiarni oraz Parku Źródliska. Przyszedł więc również czas na przepiękną dolinę Kikuchi w prefekturze Kumamoto. Wspomniana dolina to niezwykłe miejsce. Jej największą atrakcją jest wodospad Kumamoto.Wydawałoby się, że tylko jeden z wielu w Kraju Kwitnącej Wiśni. Japończycy używają jednak w stosunku do całego tego miejsca określenia 'peacful enviroment' a sam wodospad podobno zapiera dech w piersiach.


Dolina Kikuchi położona jest 500-800 metrów n.p.m. Słodka woda, której temperatura, nawet w lecie wynosi 13 stopni Celsjusza płynie wąwozem otoczonym lasem. Kikuchi-Gawa River na swoim przebiegu napotyka na ostre zakręty, ogromne skały, mniejsze lub większe wodospady oraz głębokie stawy. Cała dolina znana jest jako niesamowite zbiorowisko różnych gatunków rzadko występujących ptaków. Chciałbym kiedyś odwiedzić to miejsce lub podobne mu. Zobaczymy czy Palmiarnia i Park Źródliska w jakimś stopniu dadzą radę zastąpić dolinę Kikuchi








poniedziałek, 19 marca 2012

Rosja #5 Szamanka


Przed Wami pocztówka przedstawiająca rosyjską szamankę, z etnicznego festiwalu. Nie bez powodu taka tematyka. Chciałem się bowiem odnieść do dzisiejszego Finału Ligi Mistrzów, rozegranego w łódzkiej Atlas Arenie, w którym Skra Bełchatów po tie breaku i 3 niewykorzystanych piłkach meczowych uległa Rubinowi Kazań.: klik klik. Obejrzałem trzy pierwsze sety tego spotkania, po których Bełchatowianie prowadzili 2-1 a gracze prezentowali się bardzo dobrze. Widać było, że podopieczni trenera Nawrockiego złapali swój rytm i pewnie zmierzali do historycznego zwycięstwa. Na tym skończyłem oglądanie tego spotkania. Miałem bowiem mecz ... siatkówki w ramach turnieju akademików planowany na godzinę 19.45. Po powrocie okazało się, że Skra uległa przeciwnikowi po pięciosetowej walce. Po raz kolejny.

Mamy z tymi Rosjanami spory problem. Zarówno w rozgrywkach klubowych jak i na poziomie reprezentacji narodowych. A w czerwcu, też w Polsce czeka nas spotkanie drużyn piłkarskich obu państw na Stadionie Narodowym w Warszawie. Będzie się działo. Szamani tez 'pójdą w ruch'. A swoją droga bardzo wiele hoteli łódzkich na EURO 2012 jest rezerwowanych.. przez Rosjan. Całkiem mały ten świat.

W trakcie tego typu przemyśleń przypomniała mi się własnie ta pocztówka, na której opisie wcześniej nie miałem zbyt dobrego pomysłu. A tu proszę - życie samo dostarcza tematów. Mówiąc o Rosji, szamanach, czarach i mistycyzmie nie sposób nie wspomnieć o Grigorim Rasputnie. Ale jest to postać godna osobnego wpisu. Może kiedyś dostanę jakąś pocztówkę z Rasputinem związaną?



niedziela, 18 marca 2012

Irlandia #1 O dniu Świętego Patryka na początek przygody z irlandzkimi pocztówkami




Wczoraj był Dzień Świętego Patryka, święto narodowe w Irlandii. Przypomniał mi o tym kolega, któremu zaczęło się wydawać na Facebooku, ze wszyscy tego dnia jesteśmy Irlandczykami. Było to w dniu egzaminu z Chorób zakaźnych i miałem już inną pocztówkę na tę okazję przygotowaną. Ale dzisiaj, w  piękne, wiosenne popołudnie Irlandia gości na moim blogu po raz pierwszy. Kraj bardzo ciekawy, wielu Polakom dosyć bliski, więc dosyć dziwne, że tak późno dostałem z niego pierwszą pocztówkę. Ale lepiej późno niż później.

Irlandia jak na dość małą wyspę, ma sporo do zaoferowania miłośnikom turystyki. Zwykło się mówić, że kto raz odwiedzi Eire, nigdy jej nie zapomni. Powiedzenie to często bywa w stosunku do różnych miejsc nadużywane, ale w tym wypadku  wcale nie jest przesadne. Irlandzkie krajobrazy mają coś w sobie mistycznego. Wiąże się to z wciąż obecnym tu duchem przeszłości, jak również faktem, że kraj ten jest ojczyzną wróżek i krasnoludków, co ma swój rodowód w celtyckich tradycjach Irlandczyków – opowieściach przesyconych mitami i wiarą w tajemne moce. Tradycje te stanowią także genezę wielu nazw geograficznych jak również są źródłem inspiracji dla charakterystycznej irlandzkiej muzyki. To właśnie zachwycające i zapierające dech w piersiach krajobrazy stanowią jedne z największych atrakcji Irlandii. Kraj ten posiada najbardziej spektakularną linię brzegową, jaką można spotkać na świecie (przynajmniej tak twierdzą źródła) - majestatyczną i surową tam, gdzie zbocza gór opadają stromo do morza, oraz spokojną i pogodną w licznych zatokach.

Niemal wszędzie też znaleźć można różnorodne zabytki – od słynnych na całym świecie obiektów neolitycznych na Nizinie Środkowoirlandzkiej po imponujące zamki normandzkie na północy i palladiańskie rezydencje na południowym wschodzie. To wszystko razem nadaje Irlandii unikalne piękno/

Trójlistna koniczyna jest symbolem Irlandii. Św. Patryk posługując się tą rośliną tłumaczył Irlandczykom tajemnicę Trójcy Przenajświętszej. Legenda głosi bowwiem, że nie mogli oni zrozumiec jak to jest możliwe, że są trzy osoby Boskie a jednocześnie są one jednym Bogiem. 17 marca Irlandczycy obchodzą więc rocznicę śmierci Św. Patryka. Ale dzień ten nie ma nic z zadumą i smutkiem wspólnego. Radosne pochody całych w zieleni Irlandczyków, mieszkania udekorowane zielonymi gałązkami i trójlistną koniczyną, zielone piwo w ręce i mnóstwo jedzenia na stołach. Tak to tam wygląda. Panuje hasło:  „Everyone wants to be Irish on St. Patrick's Day”.  Święto obchodzone jest więc również poza Irlandią, także w Polsce, co jest związane z popularnością kultury celtyckiej W Stanach Zjednoczonych obchody Dnia św. Patryka sięgają 1737 r., kiedy "Charytatywne Irlandzkie Stowarzyszenie w Bostonie" zorganizowało pierwszą paradę.


Dzisiejszą pocztówkę dostałem od Desponii, która wzięła udział w spotkaniu dublińskich postcroserów. A pierwotnie miała to być loteryjna kartka, którą wygrałem stawiając na firmę Della jako miejsce pracy w Irlandii Kasi, czyli Desponii.
I znaczek, a raczej nie-znaczek z odwrotu pocztówki. 









sobota, 17 marca 2012

Polska #45 Lekarz, aptekarz i śmierć

Jan Kanty Wojnarowski
Lekarz, aptekarz i śmierć, 1853


Dzisiaj pisałem egzamin z chorób zakaźnych. Jak poszło dowiem się za tydzień, z resztą nie jest to do końca temat tego posta. Pocztówka wyżej zaprezentowana została zakupiona przez 
Atę, mistrzynię w wyszukiwaniu dla mnie kartek o tematyce medycznej. Beata znalazła ją w Zachęcie, w księgarni, która oferuje mnóstwo pocztówek związanych ze sztuką. Pomyślała o mnie i wysłała mi to cudo! A sama kartka doskonale pasuje przecież do chorób zakaźnych!

W przeszłości choroby zakaźne dziesiątkowały ludność świata. Dziś w krajach uprzemysłowionych sytuacja "wygląda dużo lepiej. Natomiast w krajach Trzeciego Świata, pardon - poprawniej byłoby 'na obszarach rynków wschodzących", choroby zakaźne nadal są bardzo dużym problemem. Tak nawiasem mówiąc pojęcie Trzeciego Świata wprowadził nieświadomie Winston Churchil, który podzielał świat na USA i państwa im podległe, oraz ten drugi, zły obszar - Rosję czy też ZSRR i kraje im podległe. A Afryka, Ameryka Południowa itd. zostały automatycznie przypisane do Trzeciego Świata.

Pora na przyjrzenie się fraszce Jana Kantego Wojnarowskiego:

Nuż Aptekarzu Z Doktorem
Daley za tym skocznym Chorem
Wszakto wasze Kardynały
Nie jednego rozbulały
Teraz na Was przyszła Kryska
Skosztować mego igrzyska

Fraszki puhadła i trąbki
Alembik Plaste Mixtura
Kiedy Woyt wyszczerzy zębki
A gachi zabrzmią mazura
Hey Kubo! Conta vim morfis
Non crescilberba incortis


Hmm...



piątek, 16 marca 2012

Holandia #10 Czterolistna koniczyna na szczęście


Taka przyjemna pocztówka zawitała pewnego dnia do mojego akademika w ramach Postcrossingu. Warto wiedzieć, że czterolistna koniczyna to nie twór Photoshopa, lecz rzadko występująca w przyrodzie mutacja pospolitej koniczyny, najczęściej koniczyny białej. Takie znalezisko traktowane jest jako pozytywny omen i sprawia zazwyczaj wiele radości znalazcy. W przyrodzie czterolistna koniczyna rekordzistką jednak nie jest. Według Księgi Rekordów Guinessa znaleziono i opisano kiedyś roślinę z tej rodziny, która miała aż 18 listków.

Sklep Toys4boys oferuje nawet możliwość wyhodowania własnej czterolistnej koniczynki na szczęście. Za 'jedyne' 20 złotych. Myślę, że ma ona dużo mniejsze szanse na spełnienie oczekiwanej roli niż jej odpowiedniczka wysłana w ramach Postcrossingu przez miłą Holenderkę.

No dobra. Teraz najsmutniejsze. Na kartce nie przedstawiona została czterolistna koniczyna... Pocztówka przedstawia ... szczawik Deppego, roślinę bardzo czesto myloną z czterolistną koniczyną, która trafia się raz na 10 tysięcy okazów. Zapewne wydawca kartki i pani z Holandii myśleli, że jest to czterolistna koniczyna więc nie mam pretensji, ale jakiś mały niedosyt pozostaje. A tak wygląda prawdziwa:




czwartek, 15 marca 2012

Polska #44 PKiN w dziewięciu odsłonach




Pałac Kultury i Nauki to wieżowiec wzniesiony jako "Dar narodów sowieckich dla narodu polskiego". Budowa tego obiektu została zatwierdzona na mocy umowy z 5 kwietnia 1952 roku: "Rząd Związku Radzieckiego zobowiązuje się zbudować w Warszawie siłami i środkami Związku Radzieckiego 28-30 piętrowy gmach Pałacu Kultury i Nauki... Koszty, związane z budową bierze na siebie rząd Związku Radzieckiego..." Niebywałe. A co w zamian? Nic przecież w życiu nie jest za darmo. Ale jak to w tamtych czasach bywało, wiemy. Moskwa chciała coś zrobić, polskie władze dostały instrukcje, jak mają zareagować. Powstał nierozerwalny dziś z historią i kultura Warszawy obiekt. Tak się składa, że coraz więcej pocztówek mi z nim przybywa, więc w przyszłości będzie pole również do głębszych rozważań.

Która  z dziewięciu odsłon PKiN podoba ci się najbardziej?


środa, 14 marca 2012

Japonia #47 Tokyo Metropolitan Gouverment Building (Gotochi Card)




Tokyo Metropolitan Goverment, nazywany też Tokyo City Hall to drugi co do wielkości wieżowiec* w stolicy Japonii, liczący sobie 243 metry wysokości. Jest jednym z 47 prefekturowych siedzib systemu samorządowego, z tym jednak, że od placówek władz 46 pozostałych jednostek administracyjnych kraju nieco się różni. Głową miasta jest w Tokio wojewoda, funkcjonowanie władz lokalnych pod centralnym zarządem jest bardziej złożone i wymagałoby dłuższego wyjaśnienia, a ja sam póki co nie bardzo w tym systemie mogę się zorientować. Prefektura Tokyo dzieli się na 23 okręgi specjalne (dzielnice), 26 dużych miast, 5 mniejszych miast i 8 miasteczek. Jej władze są uznawane za najpotężniejsze i najbardziej wpływowych operacyjny ciało lokalnego systemu rządowego. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu 'stolyca'

Tokyo City Hall był najwyższym wieżowcem miasta przez 15 lat (1991 - 2006). Teraz tytuł ten sprawuje Midtown Tower (248 metrów). Nie można też nie wspomnieć o nowo wybudowanej wieży Tokyo Sky Tree, która liczy sobie aż ... 634 metry. Ale nie każdy budynek to wieżowiec (patrz*), a one przede wszystkim liczą się przy biciu rekordów i statystykach najwyższych budowli świata.

Główna wieża Tokyo City Hall  rozdziela się na dwie iglice w górnej części budynku. Architekt Kenzo Tange starał się, aby jego dzieło widziane z daleka przypominało chip komputerowy. Wiele jednak uznaje, że konstrukcja bardziej przypomina gotycką katedrę. Tokyo City Hall kosztowało 157 bilionów jenów (około 2 biliony dolarów). Budowla wywołała z tego powodu mnóstwo kontrowersji. Uznawano ją za trwonienie publicznych pieniędzy. Dziś jest to nieodzowny element japońskiej kultury, jak manga czy anime. W wielu filmach Tokyo City Hall było atakowane i niszczone przez Godzillę

Na 45-tym piętrze budynku znajduje się taras widokowy (wysokośc 202 metry), z pięknym widokiem na całą tokijską aglomerację i Górę Fuji.

Pierwsza kartka z 4 Serii Gotochi na moim blogu!

*Wieżowiec to stosunkowo wysoki nadziemny budynek wolno stojący posiadający fundamenty i dach, w którym przynajmniej 50 procent jego wysokości jest wykorzystana na piętra użytkowe. To kryterium odróżnia drapacze chmur od różnego rodzaju wolno stojących wież telewizyjnych (w których użytkowe piętra to jedynie galerie widokowe i restauracje) i kominów (pojęcie piętra tu nie występuje.

 


wtorek, 13 marca 2012

Fidżi #1 Nacula Island


"Bula!" - "Cześć" w języku tubylców zamieszkujących Fiji.

Dzisiaj małe rocznice. Pocztówka z Fiji to dwusetna kartka opisywana w części mojego bloga prowadzonej na bieżąco i 40-ste państwo* na nim zaprezentowane. Fidżi położone jest na Oceanie Spokojnym, na wschód od Vanuatu, zachód od Tonga i południe od Tuvalu. Z ponad 18 tysiącami kilometrów kwadratowych zajmuje 152 miejsce wśród państw świata, a zasiedla je około 850 tysięcy mieszkańców. Stolica Fidżi to Suva, położona na jednej z dwóch głównych wysp - Viti Levu. Druga to Vanua Levu, a całe państwo złożone jest aż z 322 większych lub mikroskopijnych rozmiarów wysepek. Około 1/3 z tego grona jest bezludna.
Co ciekawego można powiedzieć o mieszkańcach Fidżi? Według lokalnych nakazów nie wolno dotykać włosów Fidżyjczyka, gdyż są one uważane za tabu. W przeszłości wielu białych zostało zabitych przez tubylców właśnie dlatego, że dotknęli czupryny kobiety lub mężczyzny. Kanibalizm był dość długo praktykowany na wyspach. W XIX wieku misjonarze zakazali ludożerstwa, które było dotychczas zwykłą częścią życia na Fidżi..

Piękna pocztówka przywędrowała od Ani. Tak przejrzyste morze jak na zdjęciu znajdziemy w południowo-zachodniej części Oceanu Spokojnego. Zdjęciem i płatną rzecz jasna kartką reklamuje się Blue Lagoon Beach Resort. Jak możemy zobaczyć na wspomnianej stronie tydzień wypoczynku w tym rejonie, w specjalnej ofercie dla nowożeńców kosztuje jedynie... 2800 dolarów nowozelandzkich, czyli jakieś 2 2500 dolarów amerykańskich. Nic tylko brać. Nie wiem, czy kiedykolwiek odwiedzę Fidżi albo podobnego typu wyspiarskie, egzotyczne państwo. W każdym razie fajnie by było.

*Liczba 40 zawiera terytorium zależne - Martynikę, nieuznawane na arenie międzynarodowej quasi-państwo Tajwan, Watykan oraz Anglię, klasyfikowaną oddzielnie z innymi krajami Wielkiej Brytanii.




sobota, 10 marca 2012

Niemcy #9 Spenderausweis - Spender Niere


Spenders Ausweis - immer dabei.
Senatsverwaltung fur Gesudheit, Umwelt und Verbraucherschutz.

Dzisiaj 10 marca, Dzień Mężczyzny więc na blogu 'kawał' kobiecego ciała, który przywędrował do mnie z ... Francji. I na dodatek ze świetnym znaczkiem z okazji Roku Smoka.

Teraz mała powtórka z języka niemieckiego w celu uzyskania dokładniejszych informacji o tej pocztówce:
Der Berliner Senat wirbt mit "Tattoos" für Organspende. Es handelt sich um Postkarten mit Motiven wie das Wort „Spenderleber“ in schwarzen Lettern wie eintätowiert unter einer Männerbrust, „Spenderherz“ über einem Frauenbusen und das Wort „Spenderniere“ über einen nackten Rücken. "Tattoos" auf knackigen Körpern sollen die Entscheidung für einen Organspenderausweis leichter machen. Die Postkarten werden derzeit in einer Auflage von 83.000 Exemplaren in Kneipen und Kinos, Restaurants und Hochschulen sowie Familien- und Freizeiteinrichtungen verteilt. Die Postkarte ist ein Organspendeausweis und soll dazu anregen mitzumachen.

Dowiadujemy się z tego tekstu, że wspomniana pocztówka została wydana zgodnie z uchwałą niemieckiego senatu, w ramach akcji promującej pobieranie narządów po śmierci dawcy. Przygotowano 3 kartki z tej serii: klik, a każda z nich traktowana jest jako deklaracja dobrowolnego oddania narządu po śmierci. Wszyscy popierający tą ideę powinni nosić ją w swoim portfelu. Pocztówki rozdawano w kinach, restauracjach drukując je w ponad 80 tysiącach egzemplarzy.

Zaczynam więc poszukiwania dwóch pozostałych wzorów. Zapewne będzie to trudne, ale duży nakład daje jakieś szanse na powodzenie. Trzeba będzie się ładnie uśmiechać do niemieckich postcrosserów.

Co do samego przeszczepiania nerek w Polsce: miałem w tym roku zajęcia z doktor Rutkowską z Kliniki Neurologii pracującą  w 'komórce' zajmującej się przeszczepami. Nie jest z tym w Polsce najgorzej. Organów oczywiście brakuje ale pacjenci po zakwalifikowaniu czekają średnio półtorej - dwa lata. Nie jest to mało, ale w przeszłości bywało znacznie gorzej. Większość pacjentów przechodzi okres dializoterapii w czasie oczekiwania na przeszczep, chociaż czasem można zaplanować wykonanie przeszczepu, np. od żywego spokrewnionego dawcy (np. u dziecka nerką pobrana od jednego z rodziców), zanim jeszcze zaistnieje konieczność dializowania. W czasie oczekiwania pacjent musi być zawsze dostępny i gotowy na wezwanie zespołu transplantacyjnego, na wypadek uzyskania nerki do przeszczepu. Dlatego też ośrodek dializacyjny oraz koordynator transplantacyjny muszą posiadać listę numerów telefonicznych, pod którymi mogą oni odnaleźć potencjalnego biorcę przeszczepu. Należy informować o każdym wyjeździe, nawet jeśli miałby on trwać tylko jeden dzień.

Doktor Rutkowska opowiadała nam o przypadku dwudziestokiluletniego górala, który przyjechał do Łodzi na przeszczep nerki. Na miejscu okazało się jednak, ze ma czarne korzenie zamiast zębów i "na gwałt" szukano stomatologa, który usunie te potencjalne źródła zakażenia. W późnych godzinach nocnych problemy z uzębieniem udało się rozwiązać ale pacjent ostatecznie i tak został zdyskwalifikowany z zabiegu. DO Łodzi wybrał się więc na wyrywanie zębów zamiast przeszczep nerki...



piątek, 9 marca 2012

Polska #43 Nikiszowiec



Ta pocztówka jest jedną z moich pamiątek ze zlotu polskich postcrosserów w Katowicach. Poza podpisami fajnych ludzi na odwrocie, przedstawia niezwykłe miejsce, którego historia niesamowicie mnie zaciekawiła.

Nikiszowiec to osiedle w Katowicach, wybudowane według ściśle określonego, innowacyjnego planu, z przeznaczeniem dla robotników i ich rodzin. Miejsce uniklane w całym świecie, nazywane ceglanym arcydziełem, nieskutecznie promowane na skalę ... ogólnopolską. Po prostu Nikiszowiec.

"Najpiękniejsze osiedle robotnicze na Śląsku przypomina miasteczka na południu Europy. Są tu ciasne, wybrukowane uliczki oraz centralny mały plac z kościołem i arkadowymi podcieniami wokół. Magiczny Nikisz, jak zdrobniale nazywają go mieszkańcy, inspiruje od lat malarzy jak i filmowców. Tutaj kręcił swoje filmy Kazimierz Kutz, tutaj powstała większość ujęć ''Angelusa'', poetyckie dzieło Lecha Majewskiego o malarzach prymitywistach z pobliskiego Janowa, często przedstawiających nikiszowieckie pejzaże."- możemy przeczytać na jednej ze stron Gazety. "Nikiszowiec to jedno z najbardziej spójnych założeń mieszkalnych w regionie. Mimo uporządkowanej geometrycznie zabudowy nie ma tutaj monotonni. Architekci podobne budynki rozróżnili wieloma typami detali. Każdy dom ma inny kształt wykuszy, każde wejście do klatki schodowej ma inne obramienie. Niestety w trakcie ostatnich modernizacji wymieniono wiele drewnianych drzwi, rzeźbionych z różnym kształtem szybek, na typowe aluminiowe."

A ja - w Katowicach byłem  i nic o tym miejscu nie wiedziałem. Zostawiłem sobie czas na 'samozwiedzanie', poznając tym sposobem wiele ulic i uliczek największego miasta Górnego Śląska. O Nikiszowcu jednak wcześniej nie miałem okazji usłyszeć. Opisywaną pocztówkę kupiłem  najsłynniejszym pocztówkowym miejscu ponieważ bardzo mnie zaciekawiła i prezentowała się niezwykle korzystnie w porównaniu z innymi katowickimi kartkami, typu multiview. Później w Centrum Informacji Turystycznej  dostałem książeczkę z serii "Katowice in your pocket" i zrozumiałem, jak dużo straciłem. Takie miejsca po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. I wyrobić sobie o nich zdanie. Niewykluczone, że Nikiszowiec i Giszowiec nie przypadłyby mi do gustu, ale kto wie.

Więc na koniec spróbuję wywołać do głosu Katowiczankę, która czyta mojego bloga czasami. Nikiszowiec powinien rzucić jej się w oczy, więc - Pani Lauro - proszę się wypowiedzieć z autopsji na temat Nikiszowca. Mam przyjeżdżać do Katowic jeszcze raz, żeby nadrobić zaległości?